Piątek

Nie będę pisać kim był i jak umarł.
Nie udam, że tak strasznie go ceniłam, że śledziłam z wypiekami na twarzy wszystkie Jego filmy, że był naj… we wszystkim.
Nie będę płakać bo już nigdy, zawsze, aż, tylko…
Był wspaniałym człowiekiem.
Jak każdy z nas.
Ale choćby za rolę pułkownika Kutrza w ‚Czasie Apokalipsy’ ma u mnie coś więcej niż podziw.

Cóż za straszny rok.
Tylu wielkich odchodzi…

O 19.00 zacznę weekend

Wychynę z pracy, pognam radosnym truchtem na przystanek, złapię jakiś mały deszczyk we włosy i pouśmiecham się do przechodniów. Poudaję, że świeci słońce. Mimo deszczu i burości zobaczę kolory w każdym pojedynczym przydrożnym kamyku. I chmurom ponadaję imiona. Przypadkowa dziewczyna dziś będę. Bo jestem. Przypadkiem sama znajduję sobie powody do radości, przypadkiem temperuję ołówek aż do samej gumki bo przypadkiem się zamyślam, przypadkiem blokuję drukarkę fotografią motyla i przypadkiem połykam dobrego cukierka (a miał mi na długo starczyc cham jeden), przypadkiem rysuję kwiatki na jakichś ważnych papierach i przypadkiem przeciągam się w windzie z pasażerami, a potem z przypadkowym uśmiechem mówiącym ‚jakoś tak wyszło’ kupuję w sklepie ogromnego lizaka i przypadkiem wracam z nim do biura dopiero po spacerze. Takie przypadkowe półgodzinne wagary. I przypadkowo słucham bardzo dobrej muzyki z przypadkowo nonszalancko wrzuconej w odtwarzacz płyty. Przypadkiem zupełnym będzie mi dziś dobrze – już ja się o to postaram. Bo całkiem przypadkiem wybieram się dziś do Hali. Zrobimy sobie wieczór bjuti. Jak nam się nie uda to przynajmniej wieczór będzie piękny. Będziemy robić sobie manikury (bosz – ja i pomalowane pazury to będzie w istocie premiera), nabłyszczać ust korale błyszczykami o aromacie brzoskwiń, czesać swe piękne pukle, na ryła nałożymy maseczki i będziemy żreć pasztet prosto z puszki zagryzając kabanosami i popijając kisielem ‚słodka chwila’ a rechotać będziemy przy tym ze świńskich kawałów i kląć szpetnie a siarczyście. Będziemy siedzieć i wyglądać… o ile maseczki nie ograniczą nam zbytnio widoczności. I pięknie pachnieć będziemy. A może do tego obejrzymy jakąś zbłąkaną Łydkę w telewizorni. Hmmm… Muszę się skupić żeby dziś przypadkiem nie nałożyć sobie na twarz pasztetu w miejsce upiększającej papki śmierdzącej wodorostami. No i mam nadzieję, że do Haluty czasem nie zajrzy sąsiad po szklankę cukru… Wolałabym nie mieć na sumieniu trupa. Choćby nie wiem jak ponętnie był sztywny (tak wiem, że jestem okropna). Bo w sumie widok dwóch przypadków (najlepiej wołaczy – O!), z czerwonymi szponami, fryzem a la piorun dupnął w rabarbar i podejrzaną substancją na gębach może być traumatyczny w skutkach. Apeluję zatem do przypadkowych sąsiadów – dziś siedźcie w domach i nie integrujcie się z okolicą… przynajmniej w okolicach Targówka 😉

Miłego ujkendu
Wasz Nadziejny Przypadek

Nie tylko Grecy robią siurpryzy ;)

Hamerykańscy naukowcy znowu zaskoczyli mnie dokumentnie. Niczym kiedyś Mamut informacją o tym, że zadzieranie sukienki do góry (a co! fajne majty nosiłam, to się pewnie pochwalić chciałam) nie jest zwyczajowym powitaniem małych dziewczynek z przygodnymi przechodniami płci różnej. Mamut informację tę przekazał mi jakiś czas temu (chyba trzyletnią Bajką wtedy byłam) i przyjęłam ją z rozdziawioną paszczą, jakby mnie właśnie uświadomiła, że jestem w Matrixie i nie będzie Teleranka, bo łyknęłam nie tego tic-taca. Pamiętam o tym jednak do dziś i sukienek nie zadzieram. Mimo, że majty tyż mam fajne. Całkiem prawdopodobne, że njusy hamerykańskich cudownych naukowców równie mocno utkwią mi w operacyjnej. Ale to, co oni wymodzili nie jest dla mnie niespodzianką samą w sobie. Raczej po raz kolejny zdziwiłam się, że trzeba robić stado specjalistycznych badań, angażować sztab ludzi, wydawać grube pieniądze i zawracać dupę połowie ludzkości, żeby uzyskać informację tak banalną i oczywistą, że aż boli. Mogli mnie zapytać. Powiedziałabym im za darmo i to z uśmiechem numer 14. Bo hamerykańscy uczeni, proszę państwa odkryli, że poniekąd rację ma ksiądz Józef grzmiący z ambony na niedzielnej sumie ‚internet to zło, komórki to zło – postęp techniczny deprawuje naszą młodzież!’. A mianowicie – młodzi chłopcy posiadający telefony komórowe i częsty dostęp do internetu wcześniej inicjują się seksualnie. Ci bez telefonu i netu dłużej pozostają prawiczkami… Wstrząsnęło mną do głębi. Nie wiem jak chłopcami, ale zapewne już teraz wszyscy piszą listy do Mikołaja z prośbą o sztywne… ekhem… łącze i telefon na kartę.
Po pierwsze primo mnie wcięło i uśmiałam się jak dzika norka w swetrze w serek, że faktycznie musi im się nudzić w tych laboratoriach. Po drugie primo ja bym ten wniosek rozszerzyła koedukacyjnie – dziewczynki tyż, tylko, że im bardziej głupio się do tego przyznać. Po trzecie primo – ultimo – nic w tym przeca dziwnego nie jest. Jeśli się choć przez moment pomyśli logicznie (to na prawdę nie boli), to nie trzeba niczego badać by zdać sobie sprawę z przyczyn takiego stanu rzeczy. Posiadanie komórki i surfowanie w sieci otwiera na świat i na ludzi na pewno bardziej niż przebywanie bez telefonu i sieci w zabitej dechami drewutni, gdzie jedynymi osobnikami płci odmiennej są brzydkie koleżanki z podstawówki nieopodal i trzoda chlewna w obórce. Mamy dostęp – sami jesteśmy dostepni. Łatwiej o nawiązanie kontaktów, często także przygodnych (stąd już tylko o krok do promiskuityzmu ale zagalopowywać się nie będę), mniejsze poczucie odpowiedzialności i większe rozluźnienie sprzyja flirtom wszelakim, kreowaniu swojej wirtualnej osobowości zależnie od okoliczności i w końcu zacieśnieniu ‚stosunków’. Ku nierzadko obopólnym korzyściom. Większość traktuje to z początku tylko jak zabawę. Potem bywa różnie ale dość często nie kończy się czystej wymianie słów. Bo nad dupą nie ma bata, nikt nas za to nie napiętnuje, bo przecież jesteśmy tylko anonimowym nickiem w cyberprzestrzeni. To przeca prawda stara jak świat. A przynajmniej jak internet. Więc po coż badania? Chyba tylko dla fanu. Tak tak proszę państwa. Jeszcze trochę poczekamy a na billboardach operatorzy będą kusić prawiczków i reklamować się hasłem: ‚Zmień rękę… albo kup komórkę’…

Ps. Zamiast czytać badania hamerykańskich lab-boysów wolę piłkę nożną. Taki rzut rożny to dopiero zaskakuje 😉

Jak Haluta wkurwa łapała

Haluta
wrrrrrr
wurwa
wuj
Bajka
wymieniasz rodzine czy jak?
warkocz! 😉
Haluta
ty bździągwo
Bajka
rosochata
/jes ajnoł dat ju low mi soł macz/
Haluta
chcesz być wew rodzinie?
Bajka
no ba
pewno, że chcesz
Haluta
to się hajtnij z Grzybem
i będzie kool
Bajka
zabiłaś mnie
i straszę

Grzybku, bądź gotów! Nadchodzę 😉

Bajka – zwierzę łazienkowe

Zamieszany mi imputuje. I to jak. Żeby choć powiedział, żem mundra, piękna i utalentowana wszechstronnie, czy jakieś inne (nomen omen) bajeczki, to jeszcze bym się nie martwiła (takie kłamstwa to ja lubię, a owszem… to prawie jak w tym dowcipie o Czerwonym Kapturku co to przewrócił na ziemię Pinokia, usiadł mu na twarzy i wrzeszczy: – Kłam Pinokio, kłam!) tylko promiennie uśmiechnęła i zamrugała zalotnie rzęs wachlarzem ‚mryg’ ‚mryg’. Żeby nie pomyślał sobie, że jestem burak z Pierdziszewa i na komplementa nie reaguję. Bo reaguję. I to dość gwałtownie nawet. A ściślej rzecz ujmując reagują moje policzki. Barwnie. Ale nie o tym. Choć szkoda, bo komplementa niezwykle rzadko się zdarzają. Posucha straszliwa. Chyba zacznę sama do siebie listy miłosno-zabijne pisać zanim zapomnę o swojej osobistej wspaniałości, hodowanej na sennych fantazjach, zapomnę. I będę je czytać w środkach komunikacji miejskiej i chichotać dziko jak Rudolfina Wygiglana III i tupać nogami pod biurkiem w pracy podczytując raz po raz wybrane fragmenty aż nauczę się na pamięć i recytować będę pod prysznicem zażywając wspaniałego masażu nowym żelem sprzątam-maluję-garnki lutuję-dzieci robię i inne takie cuda z serii SPA. No tak. Prysznic. Łazienka. To wróciliśmy do Zamieszanego i tego cóż to on mi imputuje. Mianowicie zowie mnie zwierzem łazienkowym. Ufa – myślę sobie – to już mnie nawet facety od karaluchów czy inszych zajadów kafelkowo-rurwowych wyzywają! Co to to nie! I już się chciałam obrazić na wieki wieków amen i focha strzelić wielkiego jak Madagaskar (o ile pamiętam całkiem imponująco wygląda na mapie) i nie ma pomiłuj ale się zastanowiłam. Czasem nawet mnie się widać zdarza. Jak się zapomnę. Przypadkiem. Jak się zastanowiłam to mnie olśniło jak supernowa, że jemu to chodzi o moje bytowanie doczesne w glazurze i armaturze. No bo co jak co ale kąpiele wszelakie i łazienkowanie długie a upojne to ja uwielbiam nade wszystko inne na świecie (no może poza całym stadem rzeczy, które uwielbiam znacznie i mniej znacznie bardziej). I mjuzik do wanny, i wino, i świece, i książkę dobrą, i czasu od metra wolnego, i aromaty w gęstej pianie rozpuszczone, i mokre włosy na poduszce post waniennie, i całą tę zmysłowość bez ręcznika, bo na ręczniki szkoda życia. Kocham się rozpieszczać kąpielowo. Takie to już ze mnie łazienkowe zwierzę. I Łazienki Królewskie też kocham… ale to z zupełnie innych powodów.

Tak wiem, że jestem wredna, okropna, seksistowska damska świnia i Mikołaj przyniesie mi rózgę

Halka
se coś zorganizujemy na sobote
Bajka
no ba
pewno że tak
Halka
najlepiej wutke i zakąske
hyhy
Bajka
i dwa towary
mieszane
Halka
jak to mieszane?
Bajka
no mulaty jakoweś
albo inne
co by za bledzi nie byli
Halka
Nordyków to ja faktycznie nie preferuję
chyba, że w typie Bradleja
Bajka
a on taki Nordyk jak z koziej dupy łydka
Halka
no blądyn jest
Bajka
no i co z tego
w NBA też jest blondyn
a ryj ma czarny
czy to znaczy, że jest Nordykiem?
Halka
hyhy
Bajka
dla mnie raczej tlenionym Afroamerykaninem
Halka
taaa
Scottie Pippen
Bajka
pipa z niego niezła
fakt
Halka
ty śwynio 😉
Bajka
czasem mu sie coś tam fajnie majta w tych spodenkach
ale nie wiem czy to skoti
dla mnie raczej penis 😉

Rechot… dziki ofkurs
A jutro w Eurosporcie – Penis Ziemny

Bajka tematyczna

Z cyklu 'Zrób sobie kuku sam' – Sajgon w żołądku

On – Wymyśliłem dziś nową potrawę
Ja – Yyy?
On – Parówki z jabłkiem w rosole 🙂
Ja – Hmm… Brawo! A jak daleko się po tym rzyga?
On – No wiesz co ?! Jestem geniuszem żywieniowym! Było pyszne… ale reszty składników nie podam bo mi się faktycznie zhaftujesz
Ja – Wal śmiało. Jestem przywiązana do treści mojego żołądka.
On – Majeranek, piwo, cebula plus pieprz.
Ja – O kurka siwa!
On – Podsmażam parówki, potem szklę cebulę, duszę parę chwil razem, dorzucam jabłko, majeranek, zalewam bulionem i piwem, znów duszę i posypuję pieprzem.

Myślę, że musiałabym się najpierw nieźle znieczulić piwem by coś takiego przełknąć 😉

Jan Chryzostom Pasek i spółka

W firmie święto Matki Boskiej Pieniężnej. Basia odebrała upragnione i wyczekane przez wszystkich z drżeniem nozdrzy ‚paski’. Przegląda, przegląda, przegląda. Rozdaje. Brakuje jednego nazwiska…

Basia – Ej a dla czifa nie ma?
Ja – Może dostał dyrektorską turą
Basia – Ale ostatnio mu dawałam!
Ja – To się nie chwal 😉

Erotomanka jedna 😉