No ja to mam farta ;)

Nie dość, że dostałam za free kawę z automatu co to nieczynny od rana stoi i przyprawia ludność okoliczną o zawroty, zawieje, zamiecie i senność najstraszliwszą (bo za oknem plucha i biomet niekorzystny jak sto diabłów w kościele)… to jeszcze dostałam ją od pana co to go właśnie naprawiał… i to z dodatkowym mlekiem… ot tak po prostu…

Kuna już nawet guziczków wciskać nie trzeba – wystarczy zamrugać 😉

Zaraz idę zepsuć automat z pepsi…
W końcu muszę na czymś testować nowy tusz do rzęs… na zwierzątkach przeca zakazane 😉

Bajka perfidna

Zwyczajowo zrzucam na ziemię rozmarzonych wyznawców Onana… i zamierzam się za to smażyć w piekle

aaabsolutnie namolny
chciałabyś mnie podniecić?
bajka
hmmm… niech no pomyślę… wiesz… niespecjalnie
aaabsolutnie namolny
dlaczego?
bajka
bo nie
aaabsolutnie namolny
nie chcesz spróbować?
bajka
na ile sposobów mam powiedziec ‚nie’ nim to do ciebie dotrze?
aaabsolutnie namolny
czego się boisz?
bajka
no proszę… nie dość, że desperat to jeszcze psycholog-amator
stary ty bierz beret i zbieraj za te występy
aaabsolutnie namolny
myślisz, że nie dałabyś rady?
bajka
dokładnie… tak właśnie myślę
rozgryzłeś mnie… teraz załamię się psychicznie, popadnę w depresję lub alkoholizm lub jedno i drugie jednocześnie a nastepnie rzucę się do Wisły wołając tęsknie twoje imię i rwąc włosy z głowy… może być?
aaabsolutnie namolny
wow, serio?
bajka
serio serio
a w międzyczasie być może zacznę się prostytuować i kraść chcąc zwrócić na siebie uwagę społeczeństwa w geście rozpaczy
aaabsolutnie namolny
chyba nie skumałem
bajka
to wiem… ale powiedz mi co ty tu jeszcze robisz?
aaabsolutnie namolny
to jakiś dowcip?
bajka
taaak… typowy humor angielski
nie przejmuj się – nie każdy go rozumie
to nie twoja wina, że taki jesteś
aaabsolutnie namolny
jaki?
bajka
mam wymieniać alfabetycznie?
aaabsolutnie namolny
rozumiem, że raczej nie poznamy się bliżej
bajka
nawet dalej się nie poznamy… ale podziwiam hart ducha
aaabsolutnie namolny
ale czemu nie chcesz właściwie?
bajka
bo mam dni płodne

tu nastała cisza
kurcze – mogłam tak od razu 😉

Miłego dnia

Tymbark na dziś – Liczy się wnętrze

Ręka rękę myje…

Przybędzie nam nowy dochtor. Tylko czy aby na pewno słusznie? Ja tam się nie znam ‚ze wsi jezdem rowera się bojam’ ale coś mi tu śmierdzi.

Jolanta Kwaśniewska być może wkrótce otrzyma doktorat honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego. Pomysł popiera sam rektor Andrzej Ceynowa, więc w zasadzie nie wiem jaki jest sens tych dwóch ‚tajnych’ głosowań co to się podobno odbyć mają przed całą imprezą.

– W trakcie procedury przyznawania tytułu odbędą się dwa tajne głosowania. Najpierw na posiedzeniu rady wydziału, a potem w senacie – tłumaczy prof. Henryk Machel, dziekan Wydziału Nauk Społecznych.

Profesor troszkę się zmarszczył, że cała sprawa wyszła na jaw i cuchnie. Według mnie dlatego, że naturalnym następstwem będzie bulgot gawiedzi – co własnie ma miejsce – a on sam tłumaczy, że to po to te sekrety, żeby prezydentowej przykro nie było, jeśli głosowanie nie będzie dla niej korzystne i tytułu nadac się nie uda.
Ale to chyba mało prawdopodobne panie psor…

– Sprawa już budzi emocje i na razie jest odbierana jako nieco zabawna, ale podejrzewam, że wkrótce pojawią się poważne refleksje – opowiada jeden z profesorów UG. – Moim zdaniem jest to ruch koniunkturalny, podyktowany chęcią uzyskania większych środków na budowę kampusu uniwersyteckiego. Nawet przy pewnej sympatii dla pani Kwaśniewskiej przyznanie jej tytułu doktora za działalność społeczną jest nieco przedwczesne.

I szkoda, że ów pan nazwiska nie podał – wysłałabym mu gratulacje za trafne wnioski i zdolność logicznego myślenia…

Oczywiście rzecznik UG szczeknęła w proteście, że takie podejrzenia są obraźliwe i dla Joli i dla nich jako uczelni i bla bla bla ‚my nie kupczymy tytułami’ i w ogóle żywcem do nieba pójdziemy na pielgrzymkę, że możemy ją nagrodzić tytułem naukowym za sam fakt, że istnieje.

Ale ale…

Przecież prezydentowa (absolwentka UG) pomogła przy budowie biblioteki i wydziału prawa a uniwerek nadal potrzebuje wsparcia… i nawet posłanka SLD Joanna Senyszyn jest zdania, że to decyzja polityczna.

Ja niby do Joli nic nie mam i niech sobie robi co tam robi aby dobrze, ale jeśli chodzi o naukowców… to prędzej ci wszyscy co pieniędzy na kształcenie nie mają powinni znaleźć się w tym szacownym gronie niż ona.

Ręka rękę myje – to prawda stara jak świat. Nie ma co. Przyzwyczajajmy się do Dr Kwaśniewskiej…

Przyzwyczajenia

Znajomy wysyła mi e-maile.
Takie zwykłe zwyczajne… co słychać, gdzie i w ogóle…
Dziś cały dzień cisza.
Aż się zdziwiłam, nie powiem, bo przyzwyczaił mnie do systematyczności.
Ale zanim fpierdol kontrolny spuszczę zbadam – myślę sobie 😉

Poszedł sms o treści:

‚albo się obraziłeś albo umarłeś i trzeba cię zakopać zanim zaczniesz śmierdzieć albo poczta nie hula bo się serwerro wykrzaczył…’

Ciekawa jestem odpowiedzi 😉

Szaroburość poujkendowa…

Lubię odbierać świat zapachami. Zmysły lubię jak ostrzą się wszystkie… zwłaszcza o noc. W nocy najmocniej wszystko pachnie, pulsuje, tętni… Sny bywają aż namacalne. Patrzę i widzę, słucham i słyszę, dotykam i chłonę, smakuję i ciągle jestem głodna, czuję i… świat pachnie mgłą i rosą…

Napiszę o pięciu wspaniałych… resztę zostawię dla siebie…

Wzrok służy mi na ogół do zapatrzenia. Notorycznie przejeżdżam przystanki zaczytana w książce, wyłączam się ze świata zapatrzona w obłok co Barta Simpsona przypominał do złudzenia, spóźniam się do pracy bo las był taki fajny na spacer o tej porze. Ogniskuję błękit na obiektach i badam… tak… bo ponoć wzrok mam badawczy i rozumny bywa. Interesujące. Najlepsze jest to, że gdy zdejmę okulary świat widzę ostrzej… tyle, że w innych kategoriach. Wtedy widzę znacznie więcej barw. Aż chce się wyciągnąć sztalugi i pędzle wygrzebać z przepastnej torby. Wzrok… kiedyś miałam idealny… dziś jakby kilka wypadków złożyło się na jego wzbogacenie jakbym przyglądała się światu przez deszczową tramwajową szybę… zwłaszcza po zmierzchu. Czasami bywam przezroczysta… zacieram się w konturach…

Słuch jest chyba najważniejszy jeśli chodzi o nastroje. Wszystko jest muzyką, coś chrzęści i szeleści, inne dudni i wibruje, jeszcze są szepty, krzyki, cała ta niedookreśloność. Zmysłowe pomruki i westchnienia, ostre z bólu szarpnięcia strun, gdy wołamy coś co już nie wróci, załamania tonu gdy płaczemy i pogodne drgania co kąciki ust unoszą ku górze z nadzieją. I tembr głosu tego pana z tramwaju linii 15 co półtora roku temu poprosił o bilet a mnie sama książka z rąk wypadła bezszelestnie… Dźwięki i melodie od zawsze mój świat budują… od podstaw, od pierwszego puzzla, po dach, po dym z komina z Coltrane’m w tle. Za dużo tego jest by pisać czego słucham. Za wiele zmiennych by wydzielić to, czego nie słucham. Dobra muzyka… tak określiłabym to, co we mnie gra i co mną jest. Gdy śpię i gdy otwieram oczy, gdy skaczę w dzień i gdy już wysycham po wieczornej kąpieli, krople wody na skórze i przyjemny bas albo saksofon i kot u stóp co się łasi do nieprzytomności rozmruczany rozkosznie. Muzyka to życie i śmierć, magia dla nie-magików i antyczarownic. Kocham muzyką…

Dotykiem poznaję. Dotykiem utożsamiam. Dotykiem chłonę. Uczę się na pamięć świata, któremu się dziwię i którego nie rozumiem. Głaszczę, przesuwam opuszkami palców, łaskoczę, muskam, dotykam… wszystkim… całą sobą od włosów, przez granice obojczyków i łopatek załamania, talii wcięcia i wygięcia bioder, kości miednicy, mięśnie ud i kolana, kostki… przez nadgarstki po stopy, od drapieżnie chwiwych paznokci po ust delikatność, rzęs ulotność w okamgnienie…
Dotykam cię świecie… sama nie pozwaląc złapać się nikomu… Sama obejmuję się we śnie… trudniej… bo emocje, bo marzenia, bo brak tak odczuwalny jak głód co bez końca pali spływając po policzkach na mokrą poduszkę… tylko we śnie nikt nie widzi, że płaczesz… Sama obejmuję się we śnie… bezpieczniej…

Smakuje mi to co niepowtarzalne. Pierwszy uśmiech, pocałunek, taniec ciał… Pierwsze bzy i konwalie, pierwsze bratki, pierwsze przebiśniegi i krokusy na górskich zboczach… Pierwsze bazie i pierwsze poziomki… pierwsze czereśnie i walka ze szpakami o prawo do nich… Pestki słonecznika pierwsze, pierwsza noc na hamaku w ogrodzie, pierwsza kąpiel nocą w jeziorze, pierwsza gwiazda… bez życzenia jeszcze, pierwsza noc w nowym miejscu… tak wiele ich było… pierwsze wszystko… bo zarazem ostatnie. Lody malinowe na barbakanie i pianka z kakao tuż nad ustami i sierść kota mi smakuje nocą gdy się w nią wtulę i deszcz ciepły po burzy i kawa z mlekiem i migdały i czekolada z nadzieniem nugatowym z Lindta i nektarynki soczyste i białe winogrona i jabłka pachnące i pomidory na słońcu rwane wprost z krzaka i porzeczki i agrest i truskawki i jagody w pierogach i naleśniki i jajecznica o 5 rano i chałka z masłem podana do łóżka i zinger z KFC i mamutowe zupy i sernik jakubowej babci specjalnie dla mnie robiony i chleb ciepły jeszcze i łzy… ze szczęścia…
Smakujesz mi świecie jak nic innego…

A zapach… Cóż zapachów ulubionych jest wiele… za wiele. Co dzień pachnę inaczej, bo co dzień jestem inna. Co dzień czuję inne wonie, inne aromaty. Był czas, że zapachy w moim życiu były przyjmowane fazowo. Była faza na Issey Miyaki i Dunhil x’centric i ilekroć jakiś pan ‚zapachniał’ mi w pobliżu… nozdrza same podążały w tym kierunku. Davidoff Echo też bywa przyjemne… Z moich zapachów przetrwało niezmiennie ukochane Grain de folie ale jest cała masa innych, kórymi się otaczam w zależności od nastroju. Bez, jeżyna, gruszka – to smakowitości. Ralph Lauren to zmysłowość. Poppy Moreni to relaks. Nina Ricci i Les Belles to śmiech. Za duzo tego… za mocno moje by się wszystkim dzielić… ale zapach na zawsze łączę z samą sobą… Zapach świeżo skoszonej trawy i zapach niedzielnego poranka, zapach nocy, zapach dnia, zapach mnie i… ciebie…
Dziś przypomniał mi się zapach nowych książek… prosto z księgarni… cudowny, radosny, pełen obietnic i doznań zapach. Czuć już wrzesień. Koniec lata – adios pomidory. Jesień się zaczyna nieodwracalnie…
A ja?

A ja kocham zapach książek w porannych autobusach…

Bajka zmysłowa