Widzę, że bardziej ceni sobie pani treść niż formę… czyli wurwa, wuj i ogólne wujostwo wieczorne..

Co mogą zrobić dwie aktualnie mocno oddolnie nastawione do życia (i pewnego typu panów w szczególności) młode kobiety z pięknie nijakim piątkowym wieczorem?

Mogą wpaść do jednej z nich do pracy i zrobić z papierów jesień średniowiecza rechocząc przy tym na zmianę z siąkaniem nosami, mogą też pójść do sklepu ogólnospożywczo-monopolowego i spędzić w nim pół godziny wybierając masło i bułkę długą… sztuk raz, albo mogą złazić całe centrum stolicy w poszukiwaniu otwartej i nie urlopującej się apteki całodobowej, mogą po drodze kupić i zjeść ciepłe jeszcze pączki z nadzieniem różanym… każdy kęs okraszając soczystymi wurwami i wujami słanymi na cały rodzaj męski od setek pokoleń życząc z całego serca wszystkim panom (nawet tym bogu ducha winnym) zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności, rozmaitych mutacji chorób wenerycznych i lewatywy ze żwiru na każdym skrzyżowaniu, lub mogą na przykład pójść sobie do Spinxa i wchłonąć kosmiczne ilości jadła i napitku warcząc miarowo na kelnera co taki nieruchawy i w ogóle…, mogą też łazić bez celu (muszkę i szczerbinkę wywiało) po ulicach obrabiając wściekle tyłki co bardziej wyślizganym i wysztafirowanym przechodniom płci obojga…

Mogą też zrobić te wszystkie rzeczy w dowolnej kolejności olbrzymią satysfakcję czerpiąc ze swych zjadliwych komentarzy i bluzgów rzucanych mimochodem po kątach…

A potem mogą pójść sobie na 22.20 do kina na ostatni film na jaki miałyby ochotę tego wieczoru pójść… czyli ‚Ławeczkę’…

No i poszły. A co!

I nawiasem mówiąc chyba tylko dlatego, że do wyświetlenia nocnego seansu potrzebne było 10 osób, które akurat w danej chwili zechciałyby właśnie ‚Ławeczkę’ obejrzeć. A tych osób akurat jak na złość nie było. A że im bardziej czegoś dostać się nie da tym bardziej tego właśnie się chce… zatem nawet jeśli początkowo film ów ni grzał nas ni ziębił i odstosunkowane od niego byłyśmy absokurwalutnie, to w tym konkretnym momencie prędzej byśmy zaintonowały lewymi dziurkami od nosa libretto z ‚Don Giovanniego’ grając w piczipolo na żużlu niż na tej pier… ‚ławeczce’ nie usiadły.

W myśl armii psychologów z im większym trudem udaje się osiągnąć obrany cel, tym potem większa satysfakcja z efektów tegoż działania. No i pomiar może być zafałszowany… znaczy nawet jeśli film normalnie byłby maksymalnie wujowy, to po takich perturbacjach i tak mógłby nam się podobać jak sukinkot Red ‚Pomada’ Buttler rzygliwie cukierkowej Scarlet ‚Powiedz Rzeżucha’ O’Hara… czyli bardziej niż zwykle.

Na komedie romawtyczne zwykle reagujemy z Halą dramatycznie jednogłośnie… bekając, rechocząc w najmniej do tego odpowiednich momentach, siorbiąc napoje w miejscach namiętnych pocałunków i znacząco wzdychając na scenach tzw. mówek motywacyjnych (typowe dla kina amerykańskiego… brakuje jeszcze tylko czasem flagi powiewającej w tle i Statuy w prawym górnym rogu ekranu)… oczywiście moje nieśmiertelne ‚pokaż cycki! pokaż cycki!’ jest wliczone w cenę biletu.

Na polskie komedie romawtyczne z reguły po prosru nie chadzamy gdyż są… jakby tu delikatnie powiedzieć… za kiepskie… tak to dobre słowo.

Nie wiem czy to kwestia tego, że tak bardzo nie chciałyśmy na ten film iść a jak już się przekonałyśmy, że chcemy to głupio było się rozczarować, czy też tego, że film był zrobiony na podstawie sztuki teatralnej a takie z reguły są po prostu lepsze niż cała resztą (chyba, że się je kosmicznie spieprzy), czy też zwyczajnie dlatego, że kiepski nie był… ale film ‚Ławeczka’ nam się podobał…

Świetna muzyka (może poza ostatnią ckliwą pioseneczką ‚Znaki na niebie’), jeszcze lepsze zdjęcia, interesujące dialogi, koszmarnie dobrze ukazany obraz niedopchniętej złośliwej jędzy nastawionej mocno ‚anty’ do facetów i podrywającego wszystko co się rusza (nawet niekoniecznie na drzewo nie ucieka) bawidamka i erotoomana-gawędziarza z nieśmiertelnie banalnym tekstem sztandarowym wygłaszanym do kolejnych pań kiedy się tylko da ‚Widzę, że bardziej ceni sobie pani treść niż formę’… no i rewelacyjnie głupawa blond Angela o wyrazie ryła dojnej krowy podłączonej do tranzystora na lewą fazę…

Groteska… bombowa groteska.

Odradzam ten film tym, którzy nie potrafią śmiać się z samych siebie (podobnie jak ‚Dzień świra’ zresztą) a zwłaszcza panom z tendencją do skoków-w-bok z mocno koloryzacyjnymi skłonnościami. Przewrażliwionym na swoim punkcie flirciarzom zwłaszcza… nie zobacza nic czego nie znaliby z autopsji i zwyczajnie będą się nudzić.

Całej reszcie polecam. Warto.
Widziałam i lepsze i mądrzejsze i z morałami i w ogóle… ale warto.

Komedia moi państwo to to nie jest. Przynajmniej nie dla mnie. Może dla jajogłowych będzie bo teksty bo to bo śmo… ale dla mnie to po prostu rzeczywistość w krzywym zwierciadle… mało do śmiechu więcej do przemyślenia. A może po prostu to wina mojego nastroju… nie wiem. Ja chyba zamiast bezmyślnie zarechotać odbieram wiele rzeczy podprogowo… może gdybym prostsza w obsłudze była i wewnętrznie bezkonfliktowa… może. Ale zawsze znajdzie się coś do zanalizowania, przedumania, przetrawienia…

Nawet jeśli całość nie nastraja super-hiper-mega-giga-turbo-gumo optymistycznie… (ale rzeczywiście są momenty rechotu ogólnego zarażliwego jak sto pięćdziesiąt) to przecież nie zawsze chodzi tylko o to, żeby po wyjściu z kina całą droge rżeć z dialogów… czasem trzeba zwyczajnie z kimś inteligentnie pomilczeć…

Na szczęście każdy z nas ma wybór co i jak chce odbierać…

Miłego siedzenia na ‚ławeczce’

4 uwagi do wpisu “Widzę, że bardziej ceni sobie pani treść niż formę… czyli wurwa, wuj i ogólne wujostwo wieczorne..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s