Degrengolada z pianką

Lena uwielbia samochody a jej ulubiona zabawka to wiertarka na baterie.
Jan z upodobaniem bawi się dziewczyńskimi zabawkami, które dostała kiedyś siostra.
Igo jest siłą spokoju, gdyż bawił się już wszystkim, również lalkami. A teraz bardziej zajmuje go piłka nożna i pomoc w kuchni przy gotowaniu.

Gender w każdym kącie.

Matka cierpiąca

Całkiem świeże szwy w prawej połowie żuchwy skutecznie uniemożliwiają mi wydawanie poleceń i wszelkie utyskiwania. Małoletni szczęśliwi jak nigdy. Książę Małżonek współczująco pojechał do pracy. Odcinek telenoweli pt. „Skąpani w chaosie” można nagrywać w kuchni – Lena znalazła sposób na szuflady a ich zawartość jest wszędzie.

Gdyby nie ketonal, byłoby dramatycznie. A tak jest po prostu źle.

Z plusów: mogę jeść lody.

O imprezach

W weekend byliśmy na imprezie u M. Niby nic, impreza jakich w życiu wiele, ale… dokładnie u tego M. w tym samym miejscu trzynaście lat temu poznaliśmy się z Księciem Małżonkiem.

Oczywiście wtedy żadne z nas nie przypuszczało, że tak to się potoczy i po latach spotkamy się na kinderparty oraz będziemy mieć troje dzieci i plan, by się wspólnie zrzędliwie zestarzeć. Ot jakiś koleś, który coś tam rozprawiał a następnie robił za szofera i porozwoził towarzystwo do domów.

W zeszłym roku przyznał się, że specjalnie ustawił sobie trasę tak, by mnie odwieźć ostatnią. Układał sobie nawet w głowie jakąś prośbę o numer telefonu, czy pójście na kawę, ale nie zdążył zabłysnąć intelektem, gdyż albowiem rzuciłam „dziękuję i cześć”, po czym trzasnęłam drzwiami i tyle mnie widział.

Następnie przez pół roku nie odbierałam od niego telefonów. Bo nie odbieram połączeń od numerów, których nie znam. Proste. W końcu postanowił napisać i na kilka lat został moim kumplem. Finał jaki jest, każdy widzi.

Za miesiąc mamy piątą rocznicę ślubu.

Tak to jest dać się namówić Kacie i pójść z nią na imprezę na drugim końcu miasta 🙂

Wrzesień, czyli to, co lubią rodzice

Rozpoczęcie roku zarządzono na boisku i całe szczęście, gdyż w sali gimnastycznej mdlejący prawie-trup słałby się gęściej niż tegoroczne jętki.

Był hymn, galowe ubrania, minuta ciszy. Milion lat temu to ja stałam po tamtej stronie i myślałam tylko o nowych pięknych zeszytach, które z namaszczeniem wybrałam w sklepie papierniczym już w lipcu i które będę mogła zapisać atramentem z chińskiego pióra. Ach jakie to było cudowne oczekiwanie. Teraz mamy inne czasy i na szczęście są długopisy z wymazywalnym wkładem. Atrament bowiem lubił z pióra wyciekać a słabo się go spierało z białej koszulki od wuefu, czy reszty plecaka. Oj słabo.

Wracając.

Plan jest beznadziejny, mamy najmniejszą klasę, bo integracyjną, więc przydzielono nam mikrosalkę, w której dzieci mieszczą się upchnięte kolanem a powietrze kończy się po kwadransie, a lekcje angielskiego oczywiście są w czwartki i piątki na ostatnich godzinach. Szfak.

Z plusów: dzieci mają nowego kolegę Sebastiana i nową koleżankę Zairę z Czeczenii, nowa wychowawczyni jest młoda, pełna energii i jak przyznała, to jej pierwsze wychowawstwo, więc cała 4c zaczyna tę przygodę razem. Od razu ją polubiłam i mocno trzymam za nią kciuki. Będzie reedukatorem, więc na większości zajęć wspomoże dzieci z orzeczeniem.

Dzieciaki się za sobą stęskniły, poumawiały się na boisko i rower. Będzie dobrze.

Jan w przedszkolu ma kryzys. Dziadkowie na wieść o tym oczywiście ogłosili stan wyjątkowy i narodową żałobę. My postanowiliśmy rozmawiać, nie ulegać, przeczekać. Za chwilę znów nie będzie chciał stamtąd wracać.

Lena jest twardzielką i daje radę. Nowa grupa, nowe Panie, nowe buty z kwiatkiem – więc wstała i poszła. Prosto do szafki z kolekcją wyścigówek, ciężarówek i koparek. Zawsze mówiłam, że kobiety w naszej rodzinie są wyjątkowe.