Nałóg

Trzeciego dnia urlopu nie wytrzymałam.
Jest 9:41, dzieciątka są w placówkach, a ja mam umyte okna, podłogi, wywieszone pranie oraz udaję się malować. Nie, nie akt przecudnej urody młodzieńca na tle ruczaju. Malować ogrodzenie emulsją ftalową.

Proszę mnie zastrzelić.
To nieuleczalne.

Wtoreczek

Urlop. Dzień drugi.

Omijam szerokim łukiem pralkę, ignoruję brudne okna, jestem nieczuła na tor wyścigowy na środku dziecięcego pokoju, mam gdzieś nieład i pomieszanie, nierówno odłożone książki, stertę gazet w łazience, powstrzymałam się również od ustawienia butów w korytarzu, niewzruszona udaję, że nie widzę konieczności natychmiastowego odkurzania BO WSZYSCY UMRZEMY!

Niestety poległam na stercie do prasowania. Zakłuło mnie w mostku i ręce same wyciągnęły zmiętą do granic koszulkę Igo.

O nie! Dość! Idę na rower! 🙂

Wychodne

Matka Dzieciom dziś ma wychodne. Zamierza wrócić późno, niekoniecznie cicho oraz grzecznie.

Wtargnie, wszystkich obudzi i zacznie domagać się noszenia na rękach, mleczka, bujania i kołderki w zwierzątka. Natentychmiast.

Albo potrzyma stopy w lodówce i zaatakuje nimi ciepłe łydki śpiących dzieciątek. I będzie spała w ich łóżkach stylem na rozgwiazdę.

Albo zwyczajnie opowie Księciu Małżonkowi, że wino było dobre, towarzystwo fajne i tylko okazja mogłaby być inna. Bo nie lubi pożegnań.

Marszobiegi z przeszkodami

PKP dba o aktywność fizyczną pasażerów lepiej niż trener osobisty.

Poranek. Podjeżdża pociąg. Drzwi otwierają się. Nikt nie wysiada. Następnie kilkadziesiąt osób usiłuje sprawdzić wytrzymałość rozmaitych materiałów, wbijając w zwartą ludzką masę kończynę z butem, bądź torebką. Jeśli kończyna wejdzie i się czegoś ucapi, jest szansa, że wciągnie do środka resztę właściciela. Jeśli nie, czynność należy powtórzyć ze stosownym wrzaskiem. Są dwa obozy: ten wewnątrz pociągu, który nade wszystko chce oddychać i ten na zewnątrz, który nade wszystko pragnie stać się częścią obozu pierwszego. Integralną.

Jako osoba niskopienna przemykam w okolicach kolan i w srętoskłonie trwam dwie-trzy stacje. Potem jest luz i wszyscy tańczą salsę z radości, że przeżyli i o dziwo mają ubranie. Często nawet swoje.

Teraz przenieśmy się w nieco inną scenerię.

Godzina 18 z minutami. Dziki tłum pasażerów kłębi się pod tablicą odjazdów, usiłując odczytać, na który peron należy skierować swe udręczone ciało.

Uprzejmie brzmiący syntezator mowy – nazwijmy go roboczo Janiną – oznajmia, że w dniu dzisiejszym dla pociągów podmiejskich relacji wschodniej przewiduje się opóźnienia. Opóźnienia mogą ulec zmianie, za co uprzejmie przepraszają. Janina oraz Janina. Po chwili dodaje analogiczny komunikat dla pociągów podmiejskich relacji zachodniej. Bez opóźnień mogę sobie pojechać do Kielc, Lublina, czy Trójmiasta. Kuszące.

Opóźnienia ulegają zmianie. Niestety na gorsze. Wszyscy nerwowo przestępują z nogi na nogę. Każdemu chce się siku, ale nie wiadomo kiedy przyjedzie wybawienie, a do szaletu nie po drodze. Staram się nie myśleć o morzu i skupiam się bardziej na Suchej Beskidzkiej.

Janina radośnie oznajmia, że oto pociąg szybkiej kolei miejskiej mojej ulubionej dziś relacji wjedzie na tor 22 przy peronie 2. Dziki tłum pasażerów pędzi mijając sześć innych peronów i wpada na drugi. Radość, entuzjazm, podekscytowanie oraz meksykańska fala. Przez kolejne 5 minut wypatrujemy pociągu, gdyż albowiem miał był wjechać i wcięła go amba.

Następnie pełen pasji głos Janiny wygłasza sprostowanie. Nasz pociąg owszem wjechał oraz oczekuje. Pasażerowie proszeni są o przejście na tor 16 przy peronie 5. I szybko szybko bo za chwilę odjedzie. Wielka Pardubicka. Dziki tłum pasażerów galopuje z peronu drugiego na piąty. Pada kilka życiowych rekordów na sześćdziesiąt metrów i jeden Pan, który potknął się o plecak. Wbiegamy do pociągu. Pociąg odjeżdża. Opłacało się ćwiczyć na wuefie w szkole. I mieć refleks oraz wygodne buty. Obawiam się jednakowoż, że nikt nie włączył Endomondo. Smuteczek.

Marszobiegi z przeszkodami

PKP dba o aktywność fizyczną pasażerów lepiej niż trener osobisty.

Poranek. Podjeżdża pociąg. Drzwi otwierają się. Nikt nie wysiada. Następnie kilkadziesiąt osób usiłuje sprawdzić wytrzymałość rozmaitych materiałów, wbijając w zwartą ludzką masę kończynę z butem, bądź torebką. Jeśli kończyna wejdzie i się czegoś ucapi, jest szansa, że wciągnie do środka resztę właściciela. Jeśli nie, czynność należy powtórzyć ze stosownym wrzaskiem. Są dwa obozy: ten wewnątrz pociągu, który nade wszystko chce oddychać i ten na zewnątrz, który nade wszystko pragnie stać się częścią obozu pierwszego. Integralną.

Jako osoba niskopienna przemykam w okolicach kolan i w srętoskłonie trwam dwie-trzy stacje. Potem jest luz i wszyscy tańczą salsę z radości, że przeżyli i o dziwo mają ubranie. Często nawet swoje.

Teraz przenieśmy się w nieco inną scenerię.

Godzina 18 z minutami. Dziki tłum pasażerów kłębi się pod tablicą odjazdów, usiłując odczytać, na który peron należy skierować swe udręczone ciało.

Uprzejmie brzmiący syntezator mowy – nazwijmy go roboczo Janiną – oznajmia, że w dniu dzisiejszym dla pociągów podmiejskich relacji wschodniej przewiduje się opóźnienia. Opóźnienia mogą ulec zmianie, za co uprzejmie przepraszają. Janina oraz Janina. Po chwili dodaje analogiczny komunikat dla pociągów podmiejskich relacji zachodniej. Bez opóźnień mogę sobie pojechać do Kielc, Lublina, czy Trójmiasta. Kuszące.

Opóźnienia ulegają zmianie. Niestety na gorsze. Wszyscy nerwowo przestępują z nogi na nogę. Każdemu chce się siku, ale nie wiadomo kiedy przyjedzie wybawienie, a do szaletu nie po drodze. Staram się nie myśleć o morzu i skupiam się bardziej na Suchej Beskidzkiej.

Janina radośnie oznajmia, że oto pociąg szybkiej kolei miejskiej mojej ulubionej dziś relacji wjedzie na tor 22 przy peronie 2. Dziki tłum pasażerów pędzi mijając sześć innych peronów i wpada na drugi. Radość, entuzjazm, podekscytowanie oraz meksykańska fala. Przez kolejne 5 minut wypatrujemy pociągu, gdyż albowiem miał był wjechać i wcięła go amba.

Następnie pełen pasji głos Janiny wygłasza sprostowanie. Nasz pociąg owszem wjechał oraz oczekuje. Pasażerowie proszeni są o przejście na tor 16 przy peronie 5. I szybko szybko bo za chwilę odjedzie. Wielka Pardubicka. Dziki tłum pasażerów galopuje z peronu drugiego na piąty. Pada kilka życiowych rekordów na sześćdziesiąt metrów i jeden Pan, który potknął się o plecak. Wbiegamy do pociągu. Pociąg odjeżdża. Opłacało się ćwiczyć na wuefie w szkole. I mieć refleks oraz wygodne buty.

Obawiam się jednakowoż, że nikt nie włączył Endomondo. Smuteczek.

Łup

Od wakacji Lena urosła 4 centymetry. Głowa też urosła.
Młoda się rozwija, wolniej niż rówieśnicy, ale robi postępy.
Neurologicznie jest w porządku.
Cudowne wieści 🙂

Spadł z hukiem wielki głaz, który mnie przygniatał od roku.