Dla Pechy

A jak byłam mała to strasznie lubiłam pomarańcze. A na mandarynki mówiłam ‚pomandarynki’. No bo jak pomarańcze są ‚po’ od koloru pomarańczowego to mandarynki muszą być też ‚po’ bo też mają piękny kolor.
I pamiętam jak kiedyś dostałam w paczce na święta banany. Widziałam je pierwszy raz w życiu i były zielone. Całkiem nie takie ładne i żółte jak na obrazku w książeczce o owocach tylko takie małe i zielonkawe. Taki sino-brąz-koperek. Zupełnie nie przypominały tych pięknych z dzisiejszych sklepów i straganów.

– No zjedz, czemu nie jesz? Zjedz banana ładnie.
– TO nie wygląda jak banan
– Przecież nigdy nie widziałaś banana
– Ale TO na pewno nie wygląda jak banan
– Dlaczego?
– Bo to wygląda jak ogórek
– ???
– Tak właśnie
– Ale… przecież lubisz ogórki
– Ale nie takie ogolone i bez słoika

Tymbark na dziś – Miej więcej!

Pani Pasztetowa

Przeczytałam notkę u Pechy…
Zabolała… bo nie znalazłam słowa, linijki, pod którą nie mogłabym się podpisać… bo dopiero teraz szukam i na siłę pewnie znajduję… bo całe życie było takie, że chce się zapomnieć… bo tylko z fragmentów buduje się świat, który chce się pamiętać. I wierzymy, że te odłamki wystarczą by załatać dziury po tym, co zepchnięte w podświadomość… na wieczne ‚nigdy’…
Powinnam być z siebie dumna. Obraz szczęścia przewija się przez termos, rodzina, dom, uśmiechy, ciepły sweter i kakao z pianką…
Przecież tak właśnie miało być.
Ten blog miał być pogodny… dla odmiany. Żeby zacząć odbijać się od dna, żeby zachciało się w końcu żyć…
Tu miały gromadzić się te wszystkie okruchy na później… kiedy już nie będzie nawet siły na ból.
Tu… bo tylko w wierszach widać całą prawdę. Tu tylko te dobre okruchy. Zbierane pieczołowicie, żeby nie ominąć żadnego. Bo przecież jeśli położymy jeden bardzo blisko drugiego i kolejny i nastepny… to nawet jeśli ich niewiele… kiedyś będzie chleb.
I może dlatego wiersze… żeby zaszyfrować, ucieć, zapomnieć, uwierzyć w marzenia. Przecież jeśli powtórzę ‚jestem’ miliardy razy to kiedyś muszę poczuć… nie będę musiała się szczypać żeby czuć cokolwiek gdy chce się tylko zasnąć… nic więcej.
Dzięki temu co w termosie miałam uwierzyć, że potrafię znaleźć szczęście na dnie piekła, mały kamyk w którym będzie cała siła i moc, że kiedyś będzie lepiej… że kiedyś będzie dom…
Oddzielanie emocji to terapia.
Dwa blogi to terapia. Ta sama prawda widziana z dwóch stron. Ten sam świat w dwóch rzutach… z prądem i na taśmę. Dyskusja z samą sobą. To nic, że jest źle… przecież we wszystkim można zobaczyć tęczę… jeśli się odpowiednio zmruży oczy.
Jestem wielowymiarowa. Jak pryzmat. Łapię słońce i zamykam oczy. Nie wypuszczam łez. Ranię… tylko do wewnątrz. Przytrzymuję te dobre obrazy pod powiekami.
Czasem pomaga. Łatwiej je przekonać by chciały się otworzyć na kolejny budzik.
Czasem przeszkadza…
że inni wiedzą tak mało… że widzą tylko… nie aż…
Udało się. Powinnam być z siebie dumna. Znalazłam sobie dom. Prawdziwy. Nie tylko z okruchów.
Ukryłam się w lodówce.
Tylko czasem żal… że nikt nie potrafi jej otworzyć.

Archetypy i symbole czyli wstyd nasz codzienny

Wstydzimy się od zawsze i wszystkiego. Z czasem tylko do niektórych obiektów się przyzwyczajamy bardziej niż do innych. W bardzo wczesnych stadiach naszego żywota – w mamucinym brzuchu – poczucie wstydu mamy głęboko w poważaniu. A to dlatego, że i tak nas nikt o zdanie nie pyta. Najpierw bezczelnie jakiś domorosły pedofil podający się za ginekologa-położnika podgląda nas jeżdżąc po głowie i innych członkach jakąś słuchawką i oszukując, że to USG. Potem jeszcze bardziej bezczelnie robi się nam eksmisję z przytulnego alelier (gdzie tworzymy rożne ciekawe rzeczy, których nikt nie rozumie ale robi wielkie ‚ooo’ jak widzi to na czarnym ekraniku) na zimną, bladą i śmierdzącą lekami szpitalną salę, gdzie narusza się naszą nietykalność cielesną klepiąc po tyłku, myjąc, ważąc i pokazując całemu światu w wersji saute i to z uśmiechem. Doprawdy zero taktu. Bo może ten drący się malec właśnie krzyczy – ‚wsadźcie mnie tam z powrotem… albo przynajmniej przestańcie się gapić’. W raju nawet Adam miał listek. Co by się wstydzić nie musiał przed Ewą, że ma takie małe… zarobki. Tak tak. Nic dziwnego, że jak Mistera Fantastik-Elastik zobaczyła to jej się oczy do zaświeciły. Do tego jabłka oczywiście co to ten Długi ja kusił. No bo drodzy państwo jak miał nie skusić. Nie oszukujmy się. Skoro Adaś tylko łaził z tym mikroskopijnym listkiem i rozmawiał z Bogiem kontemplując jego tygodniową umowę-zlecenie na stworzenie świata, to nic dziwnego, że lala czuła się samotna, zaniedbana i opuszczona jak słomka na środku oceanu. Zobaczyła Węża-Bajeranta i ocipiała ze szczęścia. Gorzej tylko, że Bóg się z lekka zmarszczył, stwierdził, że ich chromoli i wypędził z Raju na zbity ogryzek. Adaś cierpiał, bo już nie mógł grzać sobie zadka na kamulcu i popadać w dalszą schizę z monologami ego z id w roli głównej(prawdopodobnie był to archetyp zapalonego psychiatry amatora) a Ewcia cierpiała, bo zeżarła jabłko co to było niemyte i jej nawozy sztuczne w trzewiach kankana zatańczyły (prawdopodobnie był to archetyp pms-a). No i oczywiście za Misterem Longiem tęskniła. Ale nie mogła się przyznać Adasiowi bo by przeca ją wstyd spalił nagły a ognisty. I to był prawdopodobnie archetyp udawanych orgazmów i kryzysów sypialnianych. Adi zamiast przylukać, że małżowina mu gaśnie i usycha z tęsknoty za Panem Wielokrotnym oddał się filozofii życiowej rzeżuchy i poprzestał na grzebaniu sobie w nosie przed prawdopodobnym archetypem telewizora. A że wszyscy wiemy, iż narząd nieużywany zanika i co się dzieje jak baba w domu niewyżyta siedzi, to było w tym ich grajdołku coraz gorzej. Potem Ewa cichaczem odwiedzała sąsiada spod czwórki co to miał chodowlę (excuse mot) pytonów a Adi zakupił kablówkę i nocami po kryjomu oglądał zagryzając wargi Różową Landrynkę, gdzie to mógł zobaczyć coś ponad dotychczasowe obwisłe 85C Ewy i nie słuchać przy tym zrzędzenia wyżej wymienionej i dziamgotu w wybitnie wysokich rejestrach. Oboje wstydzili się strasznie, bo mieli moralniaka jak lądowisko w Irkucku, ale wstyd wstydem a przyjemność przyjemnością. To był prawdopodobnie archetyp tematów tabu. Tematy tabu mają to do siebie, że wywołują określone reakcje psychofizyczne – od ściszenia głosu i wytrzeszczu oczu po ogólną purpurę licową i rąk drżenie. Drżał Adam i drżała Ewa i razem drżeli okrutnie. To prawdopodobnie był archetyp delirium tremens bo i białe myszki się pojawiły jak u sąsiada kiedyś Ewa przewróciła klatkę z pokarmem dla pytonów. Doprawdy nie wiem jak to się stało ale musiało być przyjemnie, bo lala osiągnęła wysokie C czterokreślne. To prawdopodobnie był archetyp operowej śpiewaczki… i to w kilku aktach. Tu wchodzimy juz na grzązkie tereny sztuki przez duże P, zatem szybko łapiemy za badyl i kitramy się do brzegu. Tak jest. Kultura to jest dobra teraz na ogół w koloniach bakterii na supermarketowych półkach, bo to co dobre jakoś mija bez echa, a to co na świeczniku często przyprawia o zgagę. Nie wszystkiego oczywiście trzeba się wstydzić, są rzeczy naprawdę dobre ale archetyp kiczu pojawił się prawdopodobnie sam z siebie razem z jeleniem na rykowisku i sztucznymi pyszczkami pręgowanych kociaków na puszce herbatników z lat 50. Teraz o wstyd przyprawiają – przynajmniej mnie – słowa. Bardzo często. Widzę takie słowa na ulicy. O! Idzie Pan Lans i Pani Trendy. Wyślizgani aż miło. Plastik wyłazi bokami i rechocze po chodnikach ale poczucie wstydu jakoś w otoczeniu osłabło. I smak dobry – nie tylko serowo-cebulowy. Ewa też z sąsiadem po ulicach się szlajała – bo Adaś to już jej nawet od tapety w kuchni nie odróżniał, więc mu jej nie brakowało – kompleksy pozostawiwszy sąsiadce, co to z drugiego piętra wołała ‚Ty Flanelciu (wyraz faktyczny zdrobionio)! Wstydu nie masz!’. Fakt, Ewa nie miała. Miała za to znowu Pana Wielokrotnego i więcej jej do szczęścia nie było trzeba. Jak widać była kobietą prostą jak konstrukcja cepa z zaznaczeniem na słówko ‚jak’. Nie przeszkadzało jej to również być kobietą upadłą. To był prawdopodobnie archetyp wiadomo kogo, ale z braku latarni archetyp był tylko upadły i nie stał. Wkrótce nie stał już nawet archetyp pana od pytonów i Ewa skruszona wróciła do Adasia. Ale tu siurpryza. Bo to gniazdko już było zajęte. Adaś odnalazł swoje powołanie w seksie tantrycznym i współżył dość owocnie z kaktusem. Jak? Tego nie wie nikt. Ale na pewno ostrożnie. I to był prawdopodobnie archetyp bezpiecznego seksu. A jeśli chodzi o bezpieczny seks i wstyd? Najlepiej ilustruje to poniższy obrazek

Panie w aptece też są boskie 😉

ps. w zasadzie to miałam tylko obrazek ale postanowiłam dopisać do tego historię… ot tak mnie naszło 😉
pss. jak się zawstydzam to się czerwienię… i strasznie mnie to wnerwia… ot taki feler

Tymbark na dziś – Kto pierwszy, ten zdyszany

Bij, katuj… ale kochaj !!

Zonk
może jakieś piwko?
Bajka
na zdrowie
Zonk
a ty?
Bajka
ja dziękuję, mam kawę
Zonk
może być i kawa
Bajka
kawa się dość kiepsko komponuje z piwem
Zonk
dlaczego?
Bajka
nie ta kolorystyka
nie te parametry sprzętowe
nie te horyzonty
Zonk
to chyba za trudne dla mnie
Bajka
brawo! potrafisz samodzielnie wyciągać wnioski
Zonk
meczy cię ta rozmowa?
Bajka
jesteś coraz lepszy
mówiłam, że jestem nieco zajęta
Zonk
czemu nie chcesz się umówić?
Bajka
bo np nie lubię rozpaczliwych gadek w stylu ‚rwij mnie rwij bo stracę formę’
Zonk
przecież nie rozpaczam
Bajka
świetnie, teraz masz lizaka i idź się pobawić
Zonk
lubisz mnie?
Bajka
niespecjalnie
Zonk
dlaczego?
Bajka
tak dla fanu
Zonk
dla jaj chyba
Bajka
dla jaj to z kogutem trzeba
Zonk
a ze mną?
Bajka
dla psychozy maniakalno-depresyjnej najpewniej
Zonk
???
Bajka
bo jeszcze się nie mogę zdecydować czy bardziej chciałabym cię skatować czy zakopać
Zonk
oj to groźna jesteś
Bajka
tylko jak się mnie rozdrażni
Zonk
a czym cię rozrażniłem
Bajka
suchym patykiem wurwa na prętach klatki
Zonk
nie rozumiem
Bajka
powiedz mi coś nowego
Zonk
drażni cię cała ta rozmowa?
Bajka
bingo! wygrał pan wczasy w Groznym, dojazd na koszt własny
adieu

Panowie litości! Przez takie gadki wychodzę na gorszą Horpynę niż wyglądam 😉

Tymbark na dziś – Gdzie mnie znalazłeś?

Wczoraj z Halutą u Zamieszanego oglądaliźwa finała

A dziś Zamieszany, pomny naszych wczorajszych śmiechów przy winie z ekwilibrystyki językowej komentatora, wysyła mie emalie:

Szpaq ambiwalentny:
– „cieszą się Portugalczycy, cieszy się cała Portugalia i my się cieszymy
dzieląc się w bólu z Anglikami”
– „To jest deprymujące i budujące.”
– „wprawdzie dzisiaj przegrali ale czy napewno?”

Szpaq seksowny, momentami perwersyjny
– „znalazł to miejsce między nogami obrońcy”
– „Deco podrywa kolegów”
– „dobre krycie… potwórzyły się pary…”
– „wnikliwe krycie”
– „Kurani dochodzi”
– „Raul obsłużył Morientesa”
– „Vieira, brutal, ale kocha dzieci” (słodkie, prawda?)

Szpaq antyglobalista
– „Hiszpanie czują się jak u siebie w domu, bo na stadionie jest ok. 15
(piętnastu) kibiców z Hiszpanii”

Szpaq i liczby:
– „3 minuty potrwa ta druga połowa”
– „zawodnicy podczas treningu wypijają 200 litrów wody”
– „zawodnicy przyjechali na stadion 1,5 godziny przed jego rozpoczęciem”

Szpaq wynalazca
– „zespołom dostarczono kasety DVD”

Szpaq alternatywny:
– „znajduje się na polu karnym lub w jego obrębie”

Szpaq filozoficzny:
– „Gdzie jest piłka? W środku…”
– „Ten wynik to dla Portugalczyków sporo jak i niewiele”
– „Rodzi sie pytanie: czy taką ikonę zdjąć w takim meczu?”
– „przeważająca większość”

Szpaq psycholog:
– „ważna jest dla bramkarza ta pierwsza udana interwencja, to daje takie
psychiczne samopoczucie”

Szpaq inteligent:
– „Hiszpanie antycypują posunięcia przeciwnika”
– „Hiszpanie znają potencjał swoich możliwości”
– „porażka zmniejsza szanse na wyjście z grupy”

Szpaq refleksyjny:
– „w zamyśle nie doszedł do tej piłki Ballack”
– „Holandia cierpiąca na nadmiar bogactwa”
– „Zidane miał problemy z głową”

Szpaq zagadkowy:
– „co się odwlecze, to … zobaczymy”

Szpaq niedoinformowany:
– „Barthez opuścił bramkę, tylko nie wiem po co”

Szpaq meteorolog:
– „nad stadionem nawałnica jeśli chodzi o deszcz…”

po prostu Szpaq:
-„i nie byloby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt.. że jego żona była w 7
miesiącu ciąży”
– „trochę jakby zgłupiał teraz Jan Koller…”
– „to była majestria”
– „Vieira składał się, ale się nie złożył”
– „Santini przywiązał się do nazwisk”

Nic dodać nić ująć
Piłka nożna to być czasami bardzo dobry kabaret 😉

Kejwmen w japonkach, czyli damsko-damskie podrygi plemienne

Ziuta
masz czas?
Bajka
nie, ale mam brudny kubek, dwa siniaki i wkurwa jak stodoła u Niemena
chcesz?
Ziuta
eee… może innym razem
a po czym brudny?
Bajka
a jednak! wiedziałam, że się skusisz
po chińskiej dupce
Ziuta
chyba zupce
Bajka
taki chłit mańketingowy
Ziuta
ale ja nie jestem facetem – wielbicielem azjatek
Bajka
wiesz, w dzisiejszych czasach nigdy nie wiadomo
Ziuta
wolisz się ubezpieczyć?
Bajka
nie – od tego mam pizetju
złotą jesień mi wyprawią aż mi kierpce spadną
Ziuta
na zimę
Bajka
i będę jak Oszin po śniegu w zandałach zaiwaniać
Ziuta
za dużo Szoguna oglądałaś w dzieciństwie
Bajka
ale kiedy on miał taki fajny mieczyk i kucyka
zawsze chciałam takiego mieć
Ziuta
taiego mieczyk czy takiego kucyka?
Bajka
takiego Szoguna
Ziuta
jesteś niereformowalna
Bajka
racja, wolę stringi 😉
Ziuta
hyhy…
gdybym była facetem to już bym ci się oświadczyła
Bajka
to zmień płeć i stań w kolejce
Ziuta
a gdzie koniec?
Bajka
nie wiem
na razie nie widzę nawet początku
Ziuta
to po co mam stawać w kolejce?
Bajka
bo prędzej ustawi się do mnie dzikie stado absztyfikantów niż ty dasz se wyciąć cycki i doszyć je na dole
Ziuta
aj tam od razu dzikie
oswojonych nie przyjmujesz?
Bajka
a co ja przychodnia rejonowa?
Ziuta
no kto wie
ja tam nie wiem co ty robisz po godzinach
Bajka
dobre wrażenie
Ziuta
oj, to mam nadzieję, że to nie twój drugi etat
Bajka
a co?
Ziuta
nic, tylko nie wyżyjesz z tego 😉
Bajka
sieknę cię zaraz 😉
Ziuta
a mocno?
Bajka
tak i poczekam aż będziesz wołać ‚Bierz mnie, gryź mnie i zahaczaj’
Ziuta
‚zahaczaj’? 😉
Bajka
‚demoluj’ mi się przejadło
Ziuta
konam ;))
Bajka
Konam Barbarzyńca?
Ziuta
ta jest
a co? mam cię wziąć za włosy i zatargać do jaskini? hę?
Bajka
uprzątnę kamulce na drodze 😉

Mój nowy idol – Jasiek ;)

Siedzi sobie duży Jasiek w jednostce w Iraku. Któregoś dnia przyszedł do niego list od dziewczyny:
– „Kochany Jaśku, niestety nie mogę być już dłużej z Tobą. Ta odległość jest za duża, a do tego zdradziłam Cię dwa razy, więc sam widzisz ze to nie ma sensu. Dlatego proszę Ciebie, abyś odesłał mi to zdjęcie, które Ci kiedyś dałam na pamiątkę – Buziaki Ania”.
Jaśkowi przykro się zrobiło, ale co miał zrobić. Wziął zdjęcie i zaczął chodzić po jednostce. zbierając od chłopaków zdjęcia ich dziewczyn, dziwek z którymi spali, sióstr i w ogóle wszystkich lasek jakich zdjęcia mieli. Uzbierało się tego ze 60 sztuk, więc Jasiek zapakował to wszystko w kopertę i wysłał do Anki. Kiedy Anka otworzyła list, wszystkie zdjęcia wysypały się na podłogę, a pomiędzy nimi była notatka:
– „Kochana Aniu, niestety nie mogę sobie Ciebie przypomnieć, dlatego wyświadcz mi tę przysługę i wybierz sobie swoje zdjęcie a resztę odeślij mi do jednostki – Buziaki Jasiek”

przyemilowało od Zamieszanego

Tymbark na dziś – Reszta to pikuś!

Moralna historia łysienia

Haluciny pies zmienia imydż. Hmmm. Nic dziwnego. Lato, spacery, nowe ogony… znaczy się twarze. Belial linieje jakby mu za to płacili. Jego sierść jest dosłownie wszędzie. W łóżku, w wannie, pod szafką, na biurku, w cukiernicy, w bucie i na podłodze. Przy śniadaniu rozmawiamy o zmianie obyczajów co i raz odkrywając na sobie belowe uwłosienie.

– No tak, bo kiedyś to zanim się taki kolo do lali dobrał, zanim te wszystkie sznureczki rozsznurował, haftki porozpinał, barchany przekopał i się dobrał do choćby kawałka łydki to mu wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach…
– I wtedy jak tę łydkę spostrzegł to już był w takim uniesieniu, że niewiele mu było trzeba…
– Nawet jak lala okazywała się pod tym gorsetem szpetna i śmierdziała rybą…
– A dziś co? Zero wyobraźni…
– Dziś młodzi ściągają podkoszulki i wskakują do łóżka…

Bel patrzy żałośnie żebrając jak zawsze o kawałek kanapki. Łypie to na jedną to na drugą z nas, że mało zeza rozbieżnego nie dostanie. Gubi sierść jak grudniowa choinka igły w marcu.

– Bel też ściaga podkoszulek…
– Tyle, że po kawałku 😉

A potem wskoczy do łóżka i zostawi po sobie kłaczaste pamiątki.
Klasyka gatunku 😉