Nie pytaj… poczuj

Zawsze gdy słyszę te piosenkę Seal’a łzy same spływają po policzkach i tylko ukradkiem zerkam czy nikt mnie nie widzi, czy jestem sama z tym czego w tym momencie nie potrafię zetrzeć z twarzy, bo nie chcę by kiedykolwiek ktokolwiek zobaczył za dużo… całą bezbronną nagą… mnie.
Mnie tak strasznie potrzebującą pomocy, że aż obsesyjnie nigdy o nią nie poprosi. Tak spragnioną i wygłodniałą ciepła, że zawsze będzie uciekać od najmniejszych choćby jego przejawów. Która powie ‚zaskocz mnie’ podczas gdy wszystkie inne tylko pokazują to samymi sobą. Która odważy się wyrazić niewyrażalne ale nie odważy się zaufać.
Trzy minuty, a bolą jeszcze długo potem. Czuję to każdym fragmentem ciała, każdą komórką, wszystko albo nic, bez kawałków, ochłapów, odłamków, namiastek. Całą sobą.
Ale zawsze chcę jej słuchać i ilekroć słyszę przystaję, uśmiecham się wewnętrznie, nie potrafię odejść i zostawić jej tak brzmiącej, z tym bólem w głosie, z tą głębią w wyrazie.
I sama nie wiem gdzie kończę się ja a zaczyna dźwiek…
A przecież to tylko piosenka…

I zawsze gdy słyszę tę piosenkę Audioslave jeżą mi się wszystkie te drobne włoski na karku i gęsia skórka na przedramionach i mrówki przebiegają mi wdłuż kręgosłupa fala promieniującego do wewnątrz ciepła, to się właśnie nazywa ‚grzbiet’ a ja czuję, jak bardzo płonę, jak bardzo chciałabym utonąć bez reszty w tym brzmieniu, zatopić zęby, kąsać, do bólu, by poczuć na szyi gdzie jest granica między obojczykiem a napiętą skórą. Tętnię. We krwi. Zawsze gdy słyszę ten głos i tę muzykę i gdy czuję te wibracje na stopach dotykających zimnej podłogi.
I czuję, że jeszcze jeden raz, jeszcze jeden riff, jeszcze jeden wdech… i dostanę zawału bo serce nie wytrzyma tak silnego przeżycia, tak silnej rozkoszy… a gdy tego razu nie będzie – zgasnę z żalu i pustki. Paradoks. Wiem, że wybiorę to pierwsze. Pragnę jej niemal namacalnie. Orgazm akustyczny? Uzależnienie od adrenaliny uwalnianej wspomnieniami? Nie, to chyba nie wspomnienia. To jest TO coś. Odbieram świat paletą zmysłów. Budzą się instynkty. Jestem tak bardzo nieoswojona. I znowu nie wiem gdzie jestem a gdzie już mnie nie ma. Ale czuję, że jestem muzyką.

Powinno się zabronić piosenek o mnie…

Tymbark na dziś – Teraz dopiero będzie pięknie

Smashing Pumpkins i ja, koniec pracy

Sama nie wiem czy bardziej bolał ząb czy teraz dziurwa po nim.
Ale całe opakowanie Nurofenu forte jest stanowczo za małe by napić się wody.
Idę stąd zanim coś rozpieprzę.
Do szczętu.

Wyjec wewnętrzny
prawie afrykański
wurwa

Apdejt boleffny

Przyszła Haluta. Po godzinie z hakiem i łyknięciu kolejnej piguły widząc mnie ciągle niezmiennie spuchniętą pyta:

Hal – I jak? Boli cię trochę mniej?
Ja – Yy-yy. W dodatku jakby zaczyna boleć po drugiej stronie…
Hal – Może to echo?
Ja – Ta wurwa… lokacja.

😉

Zlot w Warszawie 16-17-18 lipca, ciąg dalszy

Oto lista obecności:

– młody-duchem
– małgośka
– biko
– just
– bejsi
– mamablues
– awia
– zazie
– lucy
– notreal
– nomah
– pecha
– zafijołkowany
– storm
– wamp
– kata (czyli zła)
– fanaberia
– s-p-s
– dama-perversa
– another
– iilona
– zamieszany z kolegą (ponoć przystojny)
– lu (w sobotę)
– roman z budowy (?)
– minimal (?)
– myje gary (?)
– kalandah (?)
– haluta
– bajka

Alti nie będzie, nad czym ubolewam niezmiernie, ale zrobimy mam nadzieję zlota numero duo w sierpniu to się nadrobi 😉

Kogo brakuje albo kogo za dużo, to niech się w komentarzach wpisze z uwagami albo wysmaruje emalię na pasztetowa_raz@gazeta.pl.
Przyjść każdy może. Zbiórka będzie na pewno na Polach Mokotowskich w knajpie Merlin (przy samym jeziorku) koło 20.00. W piątek jesteśmy z Halką wolne od 16.30 i możemy Was odbierać z dworca. Kontakty macie. Po mój numer telefonu zapraszam na pasztetową.

W kwestii noclegów, to pomoc zadeklarowali Awitka, Zamieszany i Storm ale naturalnie to będzie zapewne dla kilku osób. Jeśli ktoś jeszcze kogoś może przenocować to bardzo proszę o kontakt.

Jeśli ktoś nie ma gdzie spać a chce coś załatwiać na własną rękę – do mnie jak dotąd zgłosił się tylko Biko – podaję adresy i telefony w miarę przystepnych cenowo (niestety Warszawa do najtańszych nie należy) schronisk i akademików w pobliżu centrum (ceny podaję od tych za pokoje 3-4 i więcej osobowe do tych pojedynczych, ale pojedyncze to strasznie drogie więc polecam całkiem tanie trójki i czwórki). Warto mieć śpiwór, żeby nie dopłacać za pościel i proszę o kontakt, co by móc was połączyć w jakieś grupy – zawsze to więcej w portfelu na piwo i bezpieczniej.

Schronisko ‚Syrenka’
ul. Karolkowa 53 a
tel. (22) 632 97 46, 632 88 29
ceny od 36 do 65 złotych

Schronisko na Smolnej
ul. Smolna 30
tel. (22) 827 89 52
ceny od 22 (dla studentów do 26 lat i pracowników szkół) i 36 do 65 złotych

Polibuda:
INFO – ul. Waryńskiego 12 pokój 7
tel. (22) 825 25 97, 660 98 81

RIVIERA
ul. Waryńskiego 12
ceny od 40 do 85 złotych

ŻACZEK
ul. Wołoska 141 a
ceny od 40 do 75 złotych

PINESKA-TULIPAN
ul. Uniwersytecka 5
ceny od 40 do 75 złotych

BABILON
ul. Kopińska 12/16
ceny od 26 do 53 złotych

AKADEMIK
ul. Akademicka 5
pokoje 5-7 osobowe – cena ok 26 złotych

Akademiki blisko Pól Mokotowskich

Dom Studenta nr 1
ul. Żwirki i Wigury 97/99 02-089 Warszawa
czynne: 9.00 – 15.00
telefon: 668 63 07, 668 63 29

Dom Studenta nr 2
ul. Żwirki i Wigury 95/97 02-089 Warszawa
czynne: 9.00 – 15.00
telefon: 822 24 07

ceny w obu: 26 zł za dobę (za łóżko)

INNE:

Camping nr 34 „GROMADA”
Pole Namiotowe (1.V-30.IX)
ul. Żwirki i Wigury 32 02-092 Warszawa
tel. (22) 825 43 91

Camping 260 Stegny
ul. Inspektowa 1
tel. (22) 842 27 68 0501299976
http://www.camping260.pl
ceny 10 – 40 zł
(pole namiotowe, natryski, toalety, parkingi, restauracja, pokoje 3-osobowe tel (22) 842 21 92)

Jest jeszcze jedno tanie miejsce ale to jakąś godzinę jazdy autobusem (z centrum 521) do Falenicy
Jazz-pol
ul. Lokalna 51
ceny od 22 do 30 złotych

Dane będą uzupełniane na bieżąco.
Czekamy na pytania.
No i kto z kim proszę państwa?! Może jak ktoś wybiera się samochodem to niech powie skąd rusza – zabierze pasażerów i zawsze to lepiej dotzucić się do paliwa niż w PKP przepłacać za bilet. Ogłaszajcie się ino szybko bo piątek już tuż tuż.

Bajka organizacyjna

Ale rwanie

Miałam dziś rwanie jak w kolanie u pani Genowefy z persem i owczarkiem alzackim. Normalnie bym się ucieszyła bo takie rwanie to nie byle co, zwłaszcza skoro ostatnio kocmołuch ze mnie pierwszoklasowy bo nic mi się nie chce, ale moje zmysły zdominował ból. I to nie byle weltszmerc prosze państwa tylko wspaniała, niezapomniana, jedyna w swoim rodzaniu nieprzespana noc. A to za sprawą Pana Mądrego. W dzień dał się utulić po zażyciu całego opakowania jakigoś specyfiku z maksymalnie dopuszczalną dawką czegośtam (ważne, że nie johambiny) – nawet nie chcę myśleć co by mi powiedziała moja wątroba na te moje dzikie harce z prochami ale z pewnością przedawkowałam. Ale dzięki temu mogłam wieczorem usnąć. Na godzinę. Potem zaczął się siódmy poziom piekła według Dantego i nikt nie chciałby słyszeć jakie soczyste bluzgi z ust moich koralu dobywać się zaczęły. Jedno jest pewne – jestem niezmiernie kreatywna – nawet w tworzeniu wulgaryzmów. Doczekałam do rana przy umywalce mrożąc się lodowatą wodą i ciskając gromy na wszystko w promieniu wrzasku – jakby jakis kataklizm czy jak to śmiało można na mnie winę zwalać – i pognałam z mordem w oczach i spuchniętym policzkiem do Rzeźnika, czyli Gabinetu Stomatologicznego. Tam naczekałam się dwie godziny zanim ktoś mi łaskawie w tę moją zbolałą paszczę zajrzy i w końcu się doczekałam. Bardzo przyjemny (z każdej strony) pan dochtor lat 28 zaaplikował mi dwie ampułki adrenaliny (choć bełkotnęłam mu, że własnej wydzieliło mi sie tyle, iż mogłabym jeździć w pogotowiu do zawałów zamiast zastrzyka), spojrzał w japę i w oczy (chyba co by się upewnić, że nie zeszłam na niższy poziom świadomości), poczekał aż cała zdrętwieję (specyficzne upodobania nie powiem, ale de gustibus est non disputandum) i zaczął mi gmerać w buzi. Świnia normalnie męska. Co z tego, że przystojna. Ale świnia. Tak od razu? Bez gry wstępnej? No jakżesz to tak panie dochtorze?? Wpakował mi paluchy i jeszcze jakieś żelastwo w szczenę i gmerał zapalczywie aż jeden z niazaprzeczalnych atrybutów mądrości – lewa dolna ósemka poszła się… spotkać z umywalką. Dwa szwy i po bólu. Przynajmniej dopóki działa znieczulenie. Ech. Poczucie straty zagłuszyły słowa pana dochtora, że on to aż się zdziwił bo jaka dzielna byłam i nawet nie pisnęłam, nie skrzywiłam się, nie odgryzłam mu ręki, nie skopałam klejnotów, nie plułam jadem i nie obdrapałam linoleum. Mało tego, ponoć świetnie znoszę ból i on jest pełen podziwu. Kurde niech mi powie coś czego nie wiem. Bo niby na kijek mam się drzeć co by robić z siebie wariata większego niż jestem. Tym bardziej, że wstyd by było ryczeć przed takim panem dochtorem. Tak czy inaczej dostałam stado komplementów, lizaka (na później jak już przestanie znieczulenie działać), prikazy rozmaite i niepodważalne, zdjęcie pamiątkowe (mój Pan Mądry bardzo ładnie na nim wyszedł… szkoda, że już jest denatem) i dłoni uścisk szarmancki. A do tego mam się pokazać w siepniu, bo on ‚chce mnie obejrzeć’. Osz kurka siwa. A co ja jestem? Pocztówka?? Obejrzeć… Ale przyjdę… co mam nie przyjść. Haluta radzi pójść w kiecce to od razu będzie mój ale ja tam nie wiem. Jeszcze mnie będzie chciał poderwać czy jak. A podrywać to on może… zadek ze stołka. Ja się nie dam. Bo co to za frajda, jak przy każdej okazji kolo będzie mi zaglądał w dziąsła. Żenada. A jak będę miała koperek na zębach to już w ogóle na zawał padnie. I jeszcze go będę musiała reanimować. Muszę poważnie przemyśleć kwestie kontroli uzębienia u tego pana dochtora bo jakiś taki za troskliwy jak na poniedziałek rano był 😉 Ale za to jakie piękne rwanie…

Jechałam do pracy niczym ofiara przemocy w rodzinie. Obaczyłam się w lustrze i szczerze się dziwię, że on mnie chce jeszcze obejrzeć. Chyba, że lubi mocne wrażenia;)

A wróżka zębuszka jak jutro rano nic nie przyniesie… to ma ffpiełdol

Bajka znieczulona miejscowo
i sepleniąca

Tymbark na dziś – Cóż na uśmiech

Gry uliczne

Wieczory filmowe u Pablosa zazwyczaj są bardziej niż udane. Dlatego z dziką chęcią wpraszamy się na nie z Halutą jak tylko gospodarz osłabnie na tyle, że nie ma sił się przed tym bronić. Oczywiście zawsze mówi, że jest zachwycony bo bardzo tę naszą obecność i kłapanie dziobów lubi, ale sama nie wiem czy można mu wierzyć. No bo który facet przy w miarę zdrowych zmysłach z własnej nieprzymuszonej woli będzie nie dość, że tolerował, to jeszcze domagał się zajmowania swojego świętego miejsca na swojej świętej kanapie przed swoim świętym kinem domowym przez dwie rechoczące demonicznie lale, które siedzą i marudzą. A do tego posadziłby je przed tym tiwi, puścił jakiś werygud film – nierzadko z jakąś miłą oku łydką – pod nos podstawił przygotowane przez siebie pyszności (Pablos za penne z tuńczykiem, mozarellą i oliwkami pod beszamelem masz u mnie odśnieżanie przez całą zimę… a może nawet lato… coś mi na to wygląda), napoił winem, podsunął ekranik pod nos jak literki za małe, jak za duszno – otworzył okno, jak za zimno – zamknął, słuchał… w dodatku ze zrozumieniem (!) tego co mamy do powiedzenia, prezentował najwyższej klasy poczucie humoru przy ‚szkoda babci… taka fajna babeczka była’ i jeszcze potem porozwoził do domu swoim własnym pussywagonem z uśmiechem numer 5 i uprzejmością siostry przeoryszy z klasztoru Bosych Karmelków. To se ne da Panie Havranek. Za to wszystko plus jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy Pablos ma na górze zapewne jakieś nieziemskie fory. Ale normalny to on nie jest. Bo chyba żaden normalny facet nie wytrzymałby tego bez znieczulenia. A on wytrzymuje i domaga się jeszcze. Dobrowolnie. Wcale go mocno nie bijemy. I chyba za to też go tak strasznie lubimy. Prawda Halu?

Jedziemy samochodem. My wesolutkie jak skowronki w szczytowej formie wokalizacji światopoglądowej. Jeszcze trochę i wyrosną nam skrzydełka i celownik i zaczniemy srać na wszystko z góry. Pablos prowadzi i stara się udawać poważnego. Nie zawsze mu wychodzi ale szanowna komisja weźmie pod uwagę wszelkie próby nie oparskania przedniej szyby od środka. Na sąsiednim pasie Ktoś zasuwa na rowerze, że mało mu się rajtuzy nie sfajczą. Przed nami pasy. Inny Ktoś przebiega nam drogę.

Ja – Za pieszego 50 punktów

Po chwili namysłu

Ja – Za rowerzystę 100

Rechot wieczorny

Tymbark na dziś – Poszukaj wyjścia

Takie tam

Pomyśleć, że teraz już nawet kul, lans i trendi nie są trendy…

teraz mówi się glamur

gdzie te czasy, kiedy mówiło się po prostu albo ‚dobry gust i własny styl’ albo ‚piorun dupnął w rabarbar i pół dupy zza krzaka’

i gdzie te czasy, kiedy ci co na siłę chcieli szokować nie wyglądali jak klony, kukiełki odrysowane z szablonu, trajbal niedokładnie wypełniony ale rozległy… na lewej łydce

Antylansuję się ołówkiem bez gumki we włosach bez glamurgrzywki i pokazuję język bez bodypirsingu z okna autobusu bez niskiej podłogi wszystkim wyślizganym origami bez własnego ja

Siekierezada przedziałkowa

Lubię się przeciągać

notorycznie, nałogowo, niepoprawnie, bez skrępowania, wszędzie
i ponoć mruczę przez telefon
i wypatrzyłam w sklepie taką sukienkę nieprzyzwoicie krótką
co to sie na nią mówi ‚kur…-piękna’ choć niby taka dziewczęca
ale z pazurem
bo wygląda się w niej tak, że nie tylko dech i nie tylko zapiera i nie tylko w piersiach
i lustro uśmiechnęło się do mnie szeroko
ze zdziwieniem
że to ja
i że w niej
i że aż tak
a potem założyłam nieziemsko wysokie obcasy, bo buta to niewiele tam było
i ten rzemyk wokół kostki
i ta czerń
głęboka, miękka, pociągająca, zmysłowa
i ta czerwień
płomienna, że aż chce się wrzasnąć i szpony krwiście pomalować
i włosy rozrzucić na wietrze
i ta koronka czarna intrygująca na samym brzeżku dekoltu
i ta wstążeczka cieniutka czerwona przez nią przepleciona
co sama prosi ‚rozwiąż mnie’
patrzę na siebie
i widzę… jak nigdy przedtem
szok pomieszany z zachwytem widzę w spojrzeniach gdy jeszcze w niej ciągle odkładam na miejsce nieziemsko wysokie obcasy
bo długie glany do tej sukienki
i piekło jest moje

i tak jej nie kupię
ale fajnie było przez chwilę poczuć się tak wyjątkowo

Nad czy pod? Wyniki sondy czerwcowej

ZWYCZAJOWO BUDZĘ SIĘ…

– z ręką w nocniku – 8% (14 osób)
– na wiosnę, ale teraz zrobię wyjątek i poczekam do lata – 14% (23 osoby)
– przed budzikiem – 8% (14 osób)
– nad budzikiem – 3% (5 osób)
– pod budzikiem – 4% (6 osób)
– po zabiciu 13 budzików rzucając w nie krzesłem – 18% (29 osób)
– w swoim łóżku – 10% (16 osób)
– w nie swoim łóżku – 6% (10 osób)
– na podłodze – 2% (3 osoby)
– około południa… uprzednio zabezpieczywszy teren w pracy papierzyskami maskującymi i powieki przykleiwszy plastrami na odciski do czoła – 10% (16 osób)
– nie budzę się wcale – 18% (29 osób)

165 osobom dziękuję za wyznanie.

Bajka sondująca

Perełki z zeszytów, czyli o ludziach pierwotnych co mieli narządy z kamienia

Wiewiórka żywi sie orzechami bardzo twardymi, bo gdyby nie jadła twardego pożywienia, to by jej zarosła paszcza.

Porażonego prądem należy przede wszystkim wyciągnąć z kontaktu.

Poznać, że koń jest chory, po tym, że traci swą naturalną wesołość, i jest zamyślony.

Szkielet utrzymuje nas na nogach. Gdyby nie było szkieletu, to mięso ciągle spadałoby na ziemie.

Człowiek rozmnaża się nie przez pączkowanie, tylko przyjemniej.

Jaskółka jest zwierzęciem, tylko że w powietrzu.

Aby sie nie zarazić, to trzeba myć wszystkie owoce i nie jeść na tej samej misce co pies.

Kogut różni sie od kury tym, ze ma ostrogi, jest bardziej spadzisty, pieje i nie znosi jaj.

Porodem nazywamy wydalenie organizmu na powierzchnię ziemi.

Ludzie pierwotni żywili sie łonem natury.

Grzyby sa jadalne i trujące, mając przez to dużo do powiedzenia w gospodarce.

Wilki zaliczamy do zwierząt zębatych.

Błony komórkowe spełniaja bardzo ważną funkcję w życiu komórki: wiedzą kogo wpuścić, a kogo wypuścić, czyli funkcję celnika.

Do chorób zawodowych zaliczamy: pylicę, gruźlicę i rzeżączkę.

Dziedziczność pozwala wyjaśnić, dlaczego – skoro dziadek i ojciec nie
mieli dzieci – takze i my będziemy bezdzietni.

W puszczy żyje dużo drapieżników, które mogą człowieka pożreć, zadusić i zostawić na pastwę.

Higiena polega na pomnażaniu dzieci w internatach i szkołach.

Ślimak ma jednocześnie płeć żeńską i męską, ale z tego nie korzysta.

Człowiek zjadłszy mięso z wągrem, przekształca sie w tasiemca.

Niedźwiedź staje na tylnych łapach i rzuca nimi we wrogów.

Ludzie pierwotni mieli narządy z kamienia.

Przesmarował Ornette

Tymbark na dziś – Jest nas więcej