A tak w ogóle i w szczególe

to siedzę jak nie powiem na czym i nie mogę się skupić na pracy

nie mogę się doczekać ZLOTU !!!

i myślę o tym, że Pecha już wyjechała i pisze esemesy i będę się z nią przez miasto całe przebijać
i że Thorr z Małgośką jechać będą
i może nas podrzucą… dwa razy… i raz złapią
i Biko porwie Just… na strzępy… i przywiezie do nas
i Awitka, że czeka
i Hal
i Storm
i ja
i fajnie jest
że to już prawie zaraz

nareszcie będę mogła wyściskać przynajmniej część z tych, których bym chciała

a reszta niech się szykuje na sierpień

zwłaszcza ty Alti (i pamiętaj o legitymacji, bo Biko się upomina ;))

bo ‚u mnie słowo droższe od piniendzy’

mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić 🙂

no!

Bajka organizacyjno-telefoniczna

Jeśli dziś piątek to siem zlatujem, czyli szabadabada makolągwa przedujkendowa

Wczoraj ciągałam Halutę. Bezczelnie i z premedytacją. Po autobusach i po półkach sklepowych. Mało tego. Razem z nią ciągałam Młodego co to z siostrą ku pomocy przyjechał. A następnie ciągałam jeszcze sporo innych osób, przedmiotów, nawet siebie. We wszystkie strony. Wczoraj kupiłam plecak (bo plany urlopowe wymagają sporych gabarytów przenośno-transportowych a jak dotąd nie udało mi się dorobić niczego w ten deseń) – w tym celu ciągałam bezczelnie zmęczonego życiem i pracą młodzieńca po magazynie, bo mi kolorek nie odpowiadał a on co prawda zapewniał, że ‚na pewno na magazynie nie mają’, ale po kilku mrugnięciach i uśmiechach iście promiennych okazało się, że mieli i to jeszcze pięknie złożony. Zdobywszy plecak, załadowałam do niego pół supermarketu z części kosmetycznej. Bo to przecież szampon trzeba kupić, co by kudły się nagle z blond szatyńskie nie zrobiły, a jak szampon to i odżywkę, a i do domu dla Mamutów, bo mamuty z reguły używają… co mają nie używać, ale czego innego. A jak odżywkę, to i krem niwuja co by mi facjata nie wyschła jak sahara albo inna afrykańska Dolina Śmierci. A jak krem niwuja to i jakiś siuwax do tej facjaty mycia, bo teraz mydłem to nie ten teges (kurde jeszcze tylko bez wody nie potrafię się obejść ale popracuję nad tym chyba) i tonik, co to w promocji był. I psikacz nasłoneczny zez okropnie dużym filtrem bo ma być w końcu upalnie i żarliwie to się opalać będę. I pod prysznic żela z granulkami, algami, wodorostami, trawami, aktywymi bąblami prosto z Plutona i turbogumonapawarką z bocznym lusterkiem i poczwórnym wtryskiem wielopunktowym, co bym siem mogła wymasować cała z siłą wodospadu i wrzeszczeć ‚ochy’ i ‚achy’ pod prysznicem (panie sąsiedzie, ta lorneteczka będzie zbędna niestety bo to tylko kąpiel a nie 9 i pół tygodnia bez dekodera). Potem zanabyłam specyfik co bym się zabalsamować mogła po każdej kapieli i na wiór nie wyschła o takim zapachu, że mnie zeżre jakiś głodny wielbiciel ciastek. No jak pragnę podskoczyć pełen serwis. I jużem całkiem zgłupiała ale jeszcze wyhaczyłam antyprykator co by glamur bardziej być. Bo trendi to już nie trendi. Zapach sprawdziłam na nadgarstku lewym i zaraz pożałowałam. Bo jak tak ma pachnieć teraz pół Polszy, to ja bardzo serdecznie podziękuję i proszę o amputację narządu węchowego na trzeci numerek na 13.00. I tak mi się nigdy nie podobał. Wygram w totka i zrobie sobie taki a la Majkel skrzyzowany z LaToją – swoją drogą LaToya mi się niebezpiecznie z ToyToyem kojarzy. Ale nie, że jak jakaś dziwna jestem, ToyToye są zdecydowanie przystojniejsze. Zakupy dobiegły końca i po dzikim rechocie przy stoisku z prezerwatywami i tarkami do pięt pognaliśmy do kasy. Haluta z obłędem w oczach i pomidorami w dłoni, Ja z uśmiechem numer sześć, brand nju plecakiem i ściśniętym portfelem, Młody z mordem wypisanym wszędzie i koszykiem z tym co każda szanująca się kobieta posiadać powinna… x2. Będę teraz nie dość, że się myć ‚bo jestem tego warta’ i dlatego, że ‚moja skóra tego potrzebuje’, to jeszcze będę siedziała nawilżona ‚jak ciepły letni deszcz’, kwitła ’24 godziny na dobę’ i pachniała, że męczyznom kapcie spadną i same pomaszerują na pielgrzymkę do Częstochowy. A jak!
Przy kasie pan tylko letko uniósł lewą brew i ze stoickim spokojem nabił na rachunek wszystkie kosmetyczne pierdółki i plecak, w który to wszystko zapakowałam. Sporo tego było. Następnie wycieczka udała się do apteki. Nic w tym nie byłoby niezwykłego, gdybyśmy przy wyjściu nie zaczęli piszczeć. I to bynajmniej nie z radości, że opuszczamy aptekę. To bramka tak nas wypuścić nie chciała. Tak się skubana przywiązała. Pan Z Letko Uniesionom Brwiom przy kasie najwyraźniej nam nie rozkodował do końca tych towarów mieszanych. Bodygard apteczny spojrzał groźnie, skontfrontował Halutę z zawarością jej siaty i paragonem, którym mu odważnie zamachała przed kaprawym nochalem. Posapał, posapał, wysilił się i puścił ją wolno. I… w tym momencie oblałam się barwami narodowymi Turcji i to w wersji turbo. O żesz ja blondynka! Albowiem właśnie nawiedziło mnie mgliste wspomnienie sklepowego paragonu znikającego w odmętach kosza na śmieci jakieś dwa poziomy wyżej. Hmmm… pan ochroniarz zmierzył mnie spojrzeniem groźnym acz ciekawym, luknął na mój olbrzymi plecak, na pąs na obliczu i zagaił – ‚A pani paragonik?’. A ja mu na to – ‚A nie mam’ i zamrygałam uroczo jak stado podlotków przed męskim klasztorem, posłałam mu uśmiech z gatunku tych bardziej uroczych i czekałam aż spuchnę ze wstydu. Nie spuchłam. Pan zdziwił się, zmarszczył z deka, popatrzył, podumał, posapał… i puścił mnie wolno z pobłażliwym wyrazem twarzy i radą ‚Ale na przyszłość z paragonikiem chodzić trzeba’. Wot durna bździągwa ze mnie. Ale szczęściem musiałam wyglądać tak niewinnie i głupio zarazem, że nie pomyślał o mnie w kategorii ‚ta, co za pazuchą wynosi słoiki z musztardą i którą trzeba zestrzelić przy pomocy snajpera’. Ufff. Choć przyznam szczerze, że plecak i jego rozmiary mogłyby pozwolić na wyniesienie kasjera razem z fotelem… i to w wyskoku. Ja to mam fart 😉

Teraz jestem chyba jeszcze bardziej roztrzepana niż zwykle (tak wiem, że to brzmi niewiarygodnie), bo nie dość, że piątek i zlot i informacje i urlop i szumy i organizacja i praca i niebo takie piękne i Audioslave na uszach… to jeszcze do porannej kawy chcąc nasypać trzy zwyczajowe łyżeczki cukru… z namaszczeniem umieściłam je sobie w dekolcie. Hmmm… nie ma jak peeling z samego rana 😉

Czy jest na sali psychiatra?

Tymbark na dziś – W góry czy na Mazury?

Mamut i spółka z ogromną odpowiedzialnością

Zdzich i Krycha się urlopują. Zdzich obija się koncertowo – przynajmniej już wiem po kim to mam – ale Krycha szaleje. W chacie wszytko błyszczy i razi po oczach. Na nic zdały się moje usilne próby zaprowadzenia nieporządku. Porządek chciałam zaprowadzić do sąsiadów. Ja lubię artystyczny nieład. A teraz co? Normalnie sajgon i kosmos niczym z Kamaz Treka. Brakuje mi tylko takich dziwnych ludków z załogi Antyprajs chodzących po korytarzu z ubijaczkami do jaj wystającymi z uszu i rurwami od odkurzacza na plecach. Nie wiem gdzie co jest, wszędzie pełno smutnej pustki. Tam gdzie odwiecznie walało się moje ubranie ukazał się dywan. Zgroza. Nie mogę znaleźć mojego ulubionego tradycyjnego bajzlu. Nawet w szafie szukałam. Ostało się trochę za łóżkiem ale to nie to samo. Teraz za Chiny Ludowe nie wiem gdzie mam książeczkę zdrowia. A taka była bezpieczna pomiędzy skarpetkami, książką pana Brunona Hołysta ‚Wiktymologia’ (jeszcze raz wspominam z rozrzewnieniem studenckie wykłady z dowcipami prosto spod celi panie psorze) a winylami Coltrane’a i Hookera. Mój osobisty burdel na kółkach został bezczelnie rozmontowany i upchnięty w półkach i szufladach. Zero zrozumienia dla sztuki. Ani dla artysty.
Mamut wyraża za to zrozumienie dla dziada i baby co to ponoć ich tylko brakowało do pełni szczęścia Mistera Propera i Pani Flanelci. Marudzi jak zwykle. Ale najlepsze było rano, zanim wyszłam do pracy. Poznawszy moje plany urlopowe Mamut wypalił z tekstem Wujka Dobrej Rady:

Mamut – A szczepiłaś się już?
Ja – A z kim?
Mamut – Nie z kim tylko na co
Ja – Jak będę wiedziała z kim to i na co się znajdzie 😉
Mamut – Hyhy. Na kleszcze się zaszczep ty mundralino
Zdzich – Przeciwko
Mamut – Co przeciwko?
Zdzich – Przeciwko kleszczom, nie na kleszcze
Mamut – No to przeciwko
Ja – Nie będę się szczepić. Lubię kleszcze
Mamut – ??
Ja – Taki kleszcz to nie byle co. Przynajmniej na mnie leci
Zdzich – Poza deszczem 😉
Mamut – A właśnie, weź parasol. Zapowiadali deszcz
Ja – Przecież wiesz, że nie noszę parasoli
Mamut – To tym bardziej.

Ona zawsze wie lepiej.
Nawet gdy zwyczajnie nie pamięta co lubię a co nie 😉

Tymbark na dziś – Trzeba się cieszyć

Czytanka

Godz. 6.37
– Oj, pokaż, co przywiozłaś. Oj, pokaż, co przywiozłaś! – Jestem głaskana, szarpana, a kiedy to nie odnosi skutku, budzona przez Emily bożonarodzeniową kolędą. Stoi po mojej stronie łóżka i chce koniecznie wiedzieć, gdzie jest prezent. ‚Nie możesz kupować ich miłości’ – mawia moja teściowa, która, jak nietrudno się domyslić, nigdy nie szastała w tym celu pieniędzmi.
Próbowałam raz wrócić z podróży służbowej z pustymi rękami, ale złamałam się już w drodze z Heathrow i kazałam się zatrzymać taksówkarzowi przed sklepem z zabawkami. Emily ma już kolekcję lalek Barbie z całego świata, wszystkie w opłakanym stanie. Flamenco Barbie, AC Milan Barbie (w stroju piłkarskim i piłkarskich korkach), Barbie Tajka – giętka figlarka, która potrafi zrobić mostek i skłon w przód, oraz egzemplarz, który Richard nazywa Klausem Barbie – dorodna uber-blondyna o pustych błękitnych oczętach, w bryczesach i czarnych oficerkach.
– Mamusiu – mówi Emily, taksując najnowszy prezent okiem koneserki – ta wróżka Barbie potrafi machnąć czarodziejską różdżką i zrobić tak, że Dzieciątka Jezus nie przybiją do krzyża.
– W historii Dzieciątka Jezus nie występuje Barbie, Emily.
Emily obrzuca mnie spojrzeniem Hillary Clinton, tym pełnym szlachetnej pobłażliwości.
– Nie tego Dzieciątka Jezus – wzdycha. – Innego, głuptasie.
(…)
Leżę sobie i myślę, że nie jest jeszcze tak źle, że mogłoby być o wiele gorzej (przynajmniej mój mąż nie jest alkoholikiem i niepoprawnym cudzołoznikiem), kiedy do sypialni wdreptuje Ben. Nie wierzę własnym oczom.
– Boże, Richardzie, co się stało z jego włosami?
Rich wygląda spod kołdry i patrzy na swojego syna, który w styczniu kończy roczek, tak jakby widział go po raz pierwszy.
– Ach, Paula zaprowadziła go do tego zakładu przy garażu. Powiedziała, że wchodzą mu do oczu.
– Wygląda teraz jak z Hitlerjugend.
– Nie przesadzaj. Odrosną. Zresztą taka teraz moda.
– Co mi tam moda. To moje dziecko. I chcę, żeby tak wyglądał. Jak dziecko.’

Allison Pearson ‚Nie wiem, jak ona to robi’

Pracujące matki nie kupują miłości swoich dzieci.
One zagłuszają własne wyrzuty sumienia.
I dzielnie znoszą pogardliwe spojrzenia Jedynych Prawdziwych Mamuś, które mogą sobie pozwolić na to, by być ze swoimi pociechami okrągłą dobę… i wytykają palcami w tramwaju kobietę, która dziwi się, że jej córka nie lubi brokułów.
Nie twierdzę, że wszystkie są takie… ale ta akurat była. Bardzo była.
A może ta kobieta, co oblała się rumieńcem wstydu, też chciałaby wiedzieć, znać, mieć pewność, a nie tylko lawirować czy aby na pewno, czy trafi, czy nie popełni niewybaczalnego, bo w stosunku do ufnych oczu dziecka, błędu… robić babki z piasku w piaskownicy a nie tylko wyobrażać je sobie z późniejszych relacji…
Tylko może bez jej pracy i tego jej braku w porze ‚Mamo to ja’ nie można by związać końca z końcem.
Odwieczne dylematy, wahania, mniejsze zło, koszmar.
Polityka prorodzinna? Pomoc socjalna? Tumiwisizm i spychologia? Pozostawię to bez komentarza.
Ale tę paniusię z tapirem na głowie, spojrzeniem Bazyliszka i wszystkimi rozumami w dwunastnicy z porannego tramwaju mogłabym z premedytacją natrzaskać po pysku swoją osobistą wątłą a eteryczną dłonią pianistki i tylko patrzeć czy aby równo puchnie.

A niby tak zabawnie…

Sex, priests & rock'n'roll

Halucynka
elo sztuka
jak sie puka?
Bajka
to mię pytasz?
Halucynka
no
Bajka
spytaj księdza
ja jeszcze prawie niewinnam
Halucynka
tyyyyyy?
Bajka
no ja a kto?
Homeini?
Halucynka
za mało wina?
Bajka
za dużo ‚nie’

Proszę o łagodny wymiar kary 😉

Tymbark na dziś – Tak po prostu prosto z mostu

Po godzinach zapylam georginie… na pół etatu

anonimous z marsa
jest taka knajpa w Gorzowie – fsamraz – z kanapami
bajka
do jedzenia czy siedzenia?
bo to znacząca różnica
na tych pierwszych nie da się grać w scrabble na brzydkie wyrazy
anonimous z marsa
jedzenie raczej nie jest opcja
bajka
opcja?
a jak to smakuje?
anonimous z marsa
nie wiem, ale zostaje między zębami
w tej kwestii jestes totalnie anty
bajka
ja jestem totalnie anty we wszystkich kwestiach
wole strategie
anonimous z marsa
znasz taki program zjebmaster pro.
to jakby ściąga do takich szkrabli
bajka
ooo
nie znam
ale brzmi całkiem w pipkę
anonimous z marsa
przyślę Ci na Mikołaja
bajka
a jak to jest na Mikołaja? ;))

Ty admin znowu bez czapki chodzisz!

Wkurzają mnie te okienka wyskakujące za każdym kliknięciem: ‚załóż bloga to nie boli’. Aj noł osiole! Przeca właśnie dlatego mam aż dwa… conajmniej. Nawet mój własny pop-up jest z pewnością dla całego stada wkurzający. Dla mnie wręcz przeciwnie ale to z całkiem innych względów. Ale reklamy na każdym kroku, w każdej notce, przy każdym komentarzu to już przegięcie jak w mostku na gimnastyce. Aż się odechciewa buszować po blogach w poszukiwaniu sensu życia według Montera Pontona. Jeszcze trochę i w wucecie będę się bała sięgnąć po pana długiego a marszczonego żeby mnie z rolki jakaś reklama ‚wuyah’ nie zaatakowała. Admin wie jak wkurzać kobiety. Admin wie jak wkurzać kobiety bolesne. Admin wie jak wkurzać kobiety bolesne i zdeterminowane bo od trzech nocy nie spały i mają dość i mogą pogryźć… dotkliwie. To do jasnej cholery dlaczemu admin nie wie, że ja nie mam kasy na opłacenie bloga co by mi te gówna kanciaste nie pojawialis? Hę? Zresztą między myszką a klawiaturą to nawet gdybym miała wolałabym pójść sobie do kina, albo na lody, albo na emeryturę. O! A admin jest wkurwogenny wybitnie i niech się kiedyś nie zdziwi jak znajdzie w lodówce wygłodniałego bullteriera… lekko tylko schłodzonego… tak dla animuszu. I szanowny admin nawet nie zdąży się zdziwić czemu cały jest wysmarowany pedeegree o smaku królika.
Bo wkurw Bajki wielki jest i niezmierzony a jak już się zreaktywuje i do gardła podejdzie to ‚wyrwę głowę i nasikam do szyi’ jak to ongiś w historii kinematografii zabrzmiało.
Przy nim jesień średniowiecza to mały pikuś. A w dodatku dziś trzynasty, więc potem będę zeznawać, że trzynastego zawsze bywam niepoczytalna.
I kto mi udowodni, że nie?
No, w ryj dać mogę dać.
Tak profilaktycznie.

Bajka brawurowa

Tymbark na dziś – Włącz się w ruch?