Czytanka

Godz. 6.37
– Oj, pokaż, co przywiozłaś. Oj, pokaż, co przywiozłaś! – Jestem głaskana, szarpana, a kiedy to nie odnosi skutku, budzona przez Emily bożonarodzeniową kolędą. Stoi po mojej stronie łóżka i chce koniecznie wiedzieć, gdzie jest prezent. ‚Nie możesz kupować ich miłości’ – mawia moja teściowa, która, jak nietrudno się domyslić, nigdy nie szastała w tym celu pieniędzmi.
Próbowałam raz wrócić z podróży służbowej z pustymi rękami, ale złamałam się już w drodze z Heathrow i kazałam się zatrzymać taksówkarzowi przed sklepem z zabawkami. Emily ma już kolekcję lalek Barbie z całego świata, wszystkie w opłakanym stanie. Flamenco Barbie, AC Milan Barbie (w stroju piłkarskim i piłkarskich korkach), Barbie Tajka – giętka figlarka, która potrafi zrobić mostek i skłon w przód, oraz egzemplarz, który Richard nazywa Klausem Barbie – dorodna uber-blondyna o pustych błękitnych oczętach, w bryczesach i czarnych oficerkach.
– Mamusiu – mówi Emily, taksując najnowszy prezent okiem koneserki – ta wróżka Barbie potrafi machnąć czarodziejską różdżką i zrobić tak, że Dzieciątka Jezus nie przybiją do krzyża.
– W historii Dzieciątka Jezus nie występuje Barbie, Emily.
Emily obrzuca mnie spojrzeniem Hillary Clinton, tym pełnym szlachetnej pobłażliwości.
– Nie tego Dzieciątka Jezus – wzdycha. – Innego, głuptasie.
(…)
Leżę sobie i myślę, że nie jest jeszcze tak źle, że mogłoby być o wiele gorzej (przynajmniej mój mąż nie jest alkoholikiem i niepoprawnym cudzołoznikiem), kiedy do sypialni wdreptuje Ben. Nie wierzę własnym oczom.
– Boże, Richardzie, co się stało z jego włosami?
Rich wygląda spod kołdry i patrzy na swojego syna, który w styczniu kończy roczek, tak jakby widział go po raz pierwszy.
– Ach, Paula zaprowadziła go do tego zakładu przy garażu. Powiedziała, że wchodzą mu do oczu.
– Wygląda teraz jak z Hitlerjugend.
– Nie przesadzaj. Odrosną. Zresztą taka teraz moda.
– Co mi tam moda. To moje dziecko. I chcę, żeby tak wyglądał. Jak dziecko.’

Allison Pearson ‚Nie wiem, jak ona to robi’

Pracujące matki nie kupują miłości swoich dzieci.
One zagłuszają własne wyrzuty sumienia.
I dzielnie znoszą pogardliwe spojrzenia Jedynych Prawdziwych Mamuś, które mogą sobie pozwolić na to, by być ze swoimi pociechami okrągłą dobę… i wytykają palcami w tramwaju kobietę, która dziwi się, że jej córka nie lubi brokułów.
Nie twierdzę, że wszystkie są takie… ale ta akurat była. Bardzo była.
A może ta kobieta, co oblała się rumieńcem wstydu, też chciałaby wiedzieć, znać, mieć pewność, a nie tylko lawirować czy aby na pewno, czy trafi, czy nie popełni niewybaczalnego, bo w stosunku do ufnych oczu dziecka, błędu… robić babki z piasku w piaskownicy a nie tylko wyobrażać je sobie z późniejszych relacji…
Tylko może bez jej pracy i tego jej braku w porze ‚Mamo to ja’ nie można by związać końca z końcem.
Odwieczne dylematy, wahania, mniejsze zło, koszmar.
Polityka prorodzinna? Pomoc socjalna? Tumiwisizm i spychologia? Pozostawię to bez komentarza.
Ale tę paniusię z tapirem na głowie, spojrzeniem Bazyliszka i wszystkimi rozumami w dwunastnicy z porannego tramwaju mogłabym z premedytacją natrzaskać po pysku swoją osobistą wątłą a eteryczną dłonią pianistki i tylko patrzeć czy aby równo puchnie.

A niby tak zabawnie…

12 uwag do wpisu “Czytanka

  1. Gra pozorów i brak zrozumienia… A to rzeczywiście jest mało zabawne. Pozwól, że będę tu zaglądać. Zainpirowała mnie nazwa Twojego bloga. Jeśli jesteś tak zakręcona jak ruski termos… qrka, mam tylko nadzieję, że nie jesteś moją nauczycielką historii. 🙂
    Pozdrawiam.

    Polubienie

  2. nie przypominam sobie takiego epizodu w moim 25-letnim (jak dotąd) życiu… ale może prowadzę podwójne życie 😉
    tylko, że ja z historii zawsze kiepska byłam strasznie…

    tak czy inaczej zapraszam 😉

    Polubienie

  3. Bajka, wyskrobałaś na tablicy paznokciem strasznie drażliwy temat. aż zapiszczało. i ciarki po plecach przeszły.
    i chyba nie będę komentować, bo sama jestem matką, do tego pracującą, więc obiektywnie rzecz biorąc – obiektywna nie bdę, za to będę próbować udowodnić, że jestem najlepsza.

    Polubienie

  4. po prostu zabolalo mnie to pelne wyzszosci spojrzenie Kobiety Która Ma Czas Dla Dzieci I Jest Z Nimi Zawsze na tę drugą, zabieganą, zapracowaną, której serce się kraje jak jej córka opowiada jej w tramwaju co robiła wczoraj… bo ona po prostu nie ma kiedy… przykre to i na pewno nie zasluguje na TAKIE spojrzenie

    Polubienie

  5. a ja uwazam, ze da sie pogodzic…chociaz nie zdecydowalabym sie na dziecko, gdybym wiedziala, ze po 3 mcach musze je zostawic opiekunce/babci/komukolwiek, bo wracam do pracy. ale to moj wlasny poglad, na moje dziecko [hipotetyczne]. dlatego, ze Nika miala mnie do 3go roku zycia na wylacznosc, karmilam piersia do jej 1,5 roku, i uwazam, ze byloby nie w porzadku, gdyby drugie dziecko bylo traktowane inaczej. ergo: nie bede miec wiecej dzieci, bo drugi raz bym 3 lat siedzenia w domu nie zniosla;-)
    chyba, ze bylabym rentierem. tzn. moglabym sama sie utrzymac na przywoitym poziomie bez pracy.
    ale ja mam prawdopodobnie hopla;-)))
    PS.: to, ze bylam z Nika, to byl moj wybor. okupiony bardzo niskim statusem finansowym i ZALEZNOSCIA od meza. pomimo, ze w tym czasie zarabialam, udzielajac korepetycji, bylam zalezna. i nigdy wiecej.

    Polubienie

  6. Temat bardzo smutny i drażliwy.

    Ale nie ma co sie dziwić, mieszkamy w Polsce, gdzie polityka prorodzinna jest tak , a nie inna. A ludzie sa bardzo, ale to bardzo nietolerancyjni. I zadufani w sobie.
    Można sobie tylko cichutko zanucić „mieszkam w Polsce, mieszkam w Polsce, mieszkam tu, tu, tu…”

    Polubienie

  7. Byłam z dzieckiem przez 7 miesięcy a potem musiałam wrócic do pracy (mąż pracę wlaśnie stracił). Zbiegło się to w czasie z koniecznością przestawienia małej na jedzenie z butelki bo, ku mojemu żalowi, mój pokarm ją uczulał. Obie przeszłyśmy tę zmianę zupełnie bezboleśnie i mała chowa sie zdrowo jak chwast.
    Te pracujące i zalatane mamy są czasami o niebo normalniejsze od tych odizolowanych od rówieśników.
    Byłam świadkiem rozmowy (3godzinnej rozmowy) Mamuś Domowych i myślałam, że się porzygam. Ani raz nie zeszły z tematu pociech: zupki, kupki, odparzenia… Ja wszystko rozumiem, sama o tym rozmawiam z dzieciatymi koleżankami..ale nie non-stop, do cholery!
    We szystkim umiar!

    ps.Bajka Z Eteryczną Rączką 😉 popieram twą chęć trzaśnięcia bazyliszka :))))

    Polubienie

  8. Jako wielodzietna matka pozwolę sobie również zabrać głos.
    To wszystko regulują hormony czy coś tam, chemia w każdym razie. Jedna matka najchętniej nie odstępowałaby dziecka na krok, inna ma do tego troszkę luźniejszy stosunek. Wtedy górę biorą ambicje zawodowe i takie tam pierdoły. Czasem do głosu dochodzi też ekonomia, ale spoko. Natura i to przewidziała. Przyroda jest przecież najlepiej ekonomicznie zorganizowanym systemem. Dziecku krzywda się nie stanie a pozbawione matczynej opieki szybciej nauczy się zasad współżycia w społeczeństwie. Może to i nawet lepiej dla niego.
    Sam przeżyłem żłobek, przedszkole, 1,2,3, cztery szkoły i udało mi się wyjść na ludzi.

    Polubienie

  9. ja tez uwazam ze da sie pogodzic.
    napisalam TYLKO o tym ze NIE TWIERDZE ZE TAK JEST ZAWSZE a ze w tym konkretnym przypadku wygladalo to wlasnie tak i tak – mialam ochote sprac po mordzie te pania CO TO LEPIEJ WSZYSTKO WIE

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s