Seks w wielkim mieście

Nie ja – Tylko dobrze mi się zachowywać 😉
Ja – Tia.. zgwałcę poręcz schodów przy najbliższej nadarzającej się okazji…
Nie ja – Uważaj na gałki
Ja – .. i specjalnie wybiorę chropowatą powierzchnię… dla zwiększenia doznań 😉

Na tak. W końcu będę dziś po raz pierwszy od dłuższego czasu prowadzić aerobik… znajomi się martwią 😉

Chrapacz leśny z aspiracjami kontratakuje

‚Ajm e big big gerl’ – śpiewała kiedyś niejaka Emily głosikiem słodkim jak plaster miodu po cukrowym baranku ze święconki, a ja? Ja dziś śpiewam całą sobą ‚Aaaaaajm e big big zieeeeewacz’. Strach pomyśleć, że człek może tak szeroko rozewrzeć swój aparat gębowy i nie wykręcić se przy okazji łba na lewą stronę. Wydawałoby się, że to niemożliwe. A jednak. Sama na sobie robię wrażenie piorunujące siedząc z taką wielką dziurą w głowie, więc wolę się nawet nie zastanawiać jak to się odbija na innych. Mam tylko nadzieję, że nie zatęchłym śledziem.

Dziś nocowałam u Haluty. Wieczorkiem rozpracowałyśmy wdzięczny flakonik wytrawnego płynu w kolorze burgund o odpowiedniej mocy i nasyceniu a następnie same już mocno odpowiednie i nasycone pomaszerowałyśmy do Hono_lulu. Przy czym o ile dla Hal było to prostsze bo pierwsza poszła się łazienkować i potem droga do wyrka była już prosta i znana z zamkniętymi oczyma, o tyle dla mnie stanowiło to nieco większy problem.

Najpierw zasnęłam siedząc na wannie i czekając aż wypełni się wodą, potem, gdy wypełniła się wodą do tego stopnia by zamoczyć mi osobistą szanowną, ocknęłam się gwałtownie, wlazłam do rzeczonej wanny i w niedługim czasie również zrelaksowałam się przyjemną drzemką. Drzemka była przyjemna póki woda nie wystygła. Jak wystygła, to wylazłam na brzeg i znów przycięłam gustownego komarka. Nie wiem jakim cudem – chyba tylko nadludzką wręcz siłą woli – dotarłam do posłania nie zasypiając po drodze w pozycji dyskobola albo innej żony Lota ale dotarłam. Zanim zdążyłam się zastanowić czy zapinać śpiwór – bo może być zimno, czy nie – bo może być ciepło – chrapacz leśny z aspiracjami donośnie rozlegał się już po okolicznych blokach.

Spałam całe cztery godziny. Pamiętam, że obudziłam się dokładnie w takiej samej pozycji w jakiej się położyłam i wydawało mi się, że te cztery godziny to chyba ktoś mi wyciął z życiorysu tepą żyletką zastępując je 15 minutowym leżakowaniem na trasie szybkiego ruchu. Podłość ludzka nie zna granic. No bo kto śmiał? Teraz siedzę z powiekami przyklejonymi do czoła taśmą klejącą i dumam czy jak zasnę to wcisnę nosem enter i notka się sama doda czy co innego i pójdzie w kosmos. I czy mogę się poobkładać papierzyskami i udawać, że mnie tu nie ma, nie było i nigdy nie będzie dla nikogo. I czy jak nie będę bardzo głośno chrapać to da się tym wszystkim ludziom wokół wmówić, że zemdlałam z przepracowania.

Aaaaaale mi się chce spaaaac…

Stirlitz na dobry czwartek

Idzie sobie Stirlitz poboczem drogi. Nagle minął go samochód Bormana. Idzie Stirlitz dalej. Po pewnym czasie znowu minął go samochód Bormana. Stirlitz idzie dalej przed siebie. Znów minął go samochód Bormana. „Rondo”, pomyślał Stirlitz.

Idzie sobie Stirlitz lasem i nagle słyszy za sobą: szur, szur, szur.
– To chyba żaba – pomyślał Stirlitz
– Tak, to ja – pomyślała żaba.

Stirlitz siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
– Bormann – pomyślał Stirlitz.
– Ja – pomyślał Bormann.

Idzie Stirlitz przez las i zobaczył w dziupli parę dużych, żółtych oczu.
– Dzięcioł – pomyślał Stirlitz.
– Sam jesteś dzięcioł – pomyślał Bormann.

– Stirlitz co jest lepsze radio czy gazeta? – zapytał podejrzliwie Müller.
– Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia – odparł spokojnie Stirlitz.

Stirlitz spacerował po dachu Kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości. Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.

Stirlitz wolnym krokiem zbliżył się do lokalu kontaktowego. Zapukał umówione 127 razy. Nikt nie otworzył. Po namyśle wyszedł na ulicę i spojrzał w okno. Tak, nie mylił się. Na parapecie stały 63 żelazka – znak wpadki.

Stirlitz się zamyślił. Spodobało mu się to, więc zamyślił sie jeszcze raz.

Stirlitz z Plejshnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej operacji. Nagle padł strzał i Plejshner z jękiem osunął się na ziemię. Stirlitz obejrzał się w jedną stronę – nikogo, potem w drugą – też nikogo. – Pewnie mi się wydawało – pomyślał.

Stirlitz poszedł na grzyby, ale w lesie ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było. – Pewnie nie sezon – pomyślał Stirlitz siadając na zaspie śniegu.

Gestapo obstawiło wszystkie wyjścia, ale Stirlitz ich przechytrzył. Uciekł przez wejście.

Przysłowia mądrością narodu

Pamiętam kiedyś, kiedy byłam jeszcze małym, rozdartym i bardzo niegrzecznym brzdącem początkująco-przedszkolnym (to oczywiście tylko mamucino-siostrzycowe bzdury bo prawda jest taka, że byłam najgrzeczniejszym dzieckiem pod słońcem tylko one się nie znały 😉 poznałam zabójczą moc przysłów.

Zabójczą dla rzeczywistości, bo świetnie rozwijały moją głodną wówczas wszędzie wszystkiego wyobraźnię i jeszcze bardziej dezorientowały w szarości coedziennych obowiązków i wymagań pań przedszkolanek i osobistego Mamuta. Potem zamiast skupiać się na rysowaniu marchewek (bo na ‚m’) i nart (bo na ‚n’) dumałam długo i namiętnie co to takiego ten ‚tynf’ albo dlaczego skoro mówię nie wypadają mi z ust zamiast słów srebrne monety a zdzichowa obrączka to wcale a wcale się nie świeci jak żarówka. Jednym słowem miałam fazę na skojarzenia dosłowne.

Było ciekawie do tego stopnia, że któregoś pięknego popołudnia wracając z przedszkola do domu i ochoczo ściskając rękę Mamuta wykrzykiwałam co rusz jakieś przysłowia (często niezbyt dokładnie zapamiętane a w miejsce pamięciowych luk co pierwsze do głowy przyszło – w stylu ‚kto rano wstaje temu pan bóg nie rychliwy’… ‚gdzie drwa rąbią tam nie podchodzić’… a ‚gdzie dwóch się bije tam wióry lecą’… albo ‚bez pracy nie ma podwieczorku’) oczom moim ciekawskim i zdziwionym ukazała się tabliczka z której literując z zapałem odczytałam ‚ro-bo-ty dro-go-we’.

To było coś. Już zaczęłam sobie wyobrażać te roboty metalicznie lśniące i zgrzytające jak na zagramanicznych filmach z gatunku SyF i ciskające na szosę snopy laserowych promieni ale rozglądałam się i rozglądałam a robotów ani widu ani słychu. Po prostu traszne. Pomyślałam sobie, że pewnie były tylko już nie mogły dłużej czekać i sobie poszły i to wszystko przez to, że sznurowadła tak długo wiązałam a potem Mamut krzyczał, że krzywo i musiałam wiązać jeszcze raz a potem zachciało mi się siku i jeszcze musiałyśmy iść do łazienki na pierwszym piętrze a potem jak wyszłyśmy to to sznurowadło znowu się rozwiązało i już sam Mamut zawiązał i już było dobrze, ale roboty nie poczekały i sobie poszły… i strasznie ale to strasznie się z tej żałości rozbeczałam… koncertowo wręcz.

Biedny Mamut nie wiedział o co chodzi i się bardzo zmartwił ale jak powiedziałam w końcu o co mnie się rozchodzi to się okropnie zaczął śmiać. Na szczęście zanim zgłupiałam całkowicie wytłumaczyła mi, że to nie o takie roboty chodzi, tylko o różne prace porządkowo-naprawcze na drodze i stąd te ‚roboty drogowe’. No to mnie olśniło blaskiem jaskrawym jak rajtuzy Doroty z warkoczami z czwartej grupy, wytarłam smarki i przestałam beczeć.

Potem przyjrzałam się uważniej i zobaczyłam dwóch panów. Jeden stał na asfalcie coś mówił do drugiego, który gmerał coś w jakiejś sporej dziurze, w której tkwił po szyję. Od razu rozchmurzyłam się bo przypomniałam sobie przysłowie, dla którego ta sytuacja byłaby świetną ilistracją. No bo jak ten jeden drogowy robot dołek kopał pod tym drugim to nic dziwnego, że teraz sam wdepnął i wyjść nie może. I dobrze mu tak. Na przyszłość będzie kopał trochę dalej od siebie. Powiedziałam o tym Mamutowi ale najwyraźniej znów to było jakoś bardzo zabawne bo zarechotał gwałtownie.

Niestety mój kolejny wyczyn nie wzbudził już takiego aplauzu ze strony rodzicielki mej ukochanej. I zupełnie nie wiem czemu się na mnie tak wkurzyła jak powiedziałam jej na ucho o takiej grubej babie, że chyba powinna wysiąść z autobusu. No bo przecież nas w przedszkolu tego uczyli. I tylko jakoś za Chiny Ludowe nie mogłam się dopatrzyć tych koni przed kierowcą…

A piszę o tym wszystkim bo ostatnio Zuzia ni z tego ni z owego wyparowała radośnie jak tylko weszłam do mieszkania:

– Masz babo placek??

Dzieci to mają pomysły 😉

Notka antoanalityczna

Pod wpływem ostatnich wydarzeń, dialogów, scenek… postanowiłam określić się w dziesięciu cechach. Pięciu charakteryzowanych jako pozytywne i pięciu o znaczeniu pejoratywnym.

Wyszło mi tak:

odpowiedzialność
wierność
opiekuńczość
szczerość
wrażliwość

zazdrość
zaborczość
złośliwość
perfekcjonizm
wrażliwość

Nie mogę powiedzieć, że nie interesuje mnie co myślą o mnie inni bo to byłoby kłamstwo. Dla każego z nas w mniejszym lub większym stopniu jest to ważne i jest tego ciekaw.

Zatem kolej na Was.

Proszę o scharakteryzowanie mnie – tak jak się Wam wydaje – w pięciu dobrych i pięciu złych określeniach. Nie muszą to być cechy charakteru – mogą być słowa, kojarzące się Wam ze mną.
Obiecuję nie krzyczeć, nie komentować, nie obrażać się, nie wypominać i nie złościć się nawet jeśli ktoś wpisze ‚głupia gęś’ czy temu podobne 😉
Bardzo mi zależy na szczerości. To dla mnie ważne.

Nie przewiduję żadnych ani przykrych ani przyjemnych następstw.

Czekam na Wasze komentarze.

Bajka

Marudnik polsko-kanadyjski i kanadyjsko-polski

Caffeine
jesteś???
Bajka
już tak
nie zmieściłam się do porannego busa i musiałam pojechać next
Caffeine
oo utyłaś?
Bajka
noo… bardzo 😉 zwłaszcza w uszach
Caffeine
no jak już się w busy nie mieścisz to tylko mogę sobie wyobrazić Twój obecny rozmiar
Bajka
same iksy 😉
Caffeine
dużo roboty?
Bajka
nooooo zapieprz od rana.. i nawet nie ma komu przysolić 😉
Caffeine
chyba wrócę wcześniej do Polski, muszę poszukać jakiejś roboty
ile można kuwa zwiedzać, nie?
Bajka
wracaj wracaj, ja to w trumnie chyba dopiero odpocznę
Caffeine
e nie odpoczniesz, robaki Ci nie dadzą spokoju
Bajka
spalę się… ze wstydu… i robaki będą mogły mi nastukać
Caffeine
Ty ze wstydu?
Bajka
no a co
Caffeine
widziałaś się ostatnio w lustrze?
Bajka
nie… staram się nie robić tego za często.. grozi trwałym kalectwem
Caffeine
No to idz i se sprawdź. Co jak co ale ze wstydu nie masz szans 😉
A co jak się widzisz to walisz głową w lustro czy jak? nie możesz znieść że taka piękna jesteś? no też bym się walnęła w głowę z zachwytu – Kuwa! Jaka ja jestem piękna – jebut! 😉
Bajka
notorycznie ;)))
Caffeine
w grudniu będę w Wawie
Bajka
ooo, to trza by się jakoś spiknąć
Caffeine
no jak budziet kasa to budziet zlocik, na razie jestem outofmani
Bajka
cie choroba… mitu
Caffeine
Ja sie czuje pod tytulem ‚zadzwońcie po milicje’
Bajka
a ja ‚zostawcie Titanica’

😉

Wew skrzynce

W Polsce niemożliwe są zamachy terrorystyczne bo:

– jak ktoś zostawi walizke samą, to w 10 sekund już jej nie ma
– jak arab wyjdzie z mieszkania to dostanie wpierdol w pierwszej napotkanej bramie
– zamachy na pociągi też nie przejdą bo mają takie opóźnienia, że ciężko zsynchronizować jakikolwiek atak
– rządu też raczej nie obalą bo i tak jego dni są policzone
– a większość samochodów-pułapek podłożonych w Warszawie dziwnym trafem wybuchała pod Moskwą

nadesłał Skowi

Z rozmowy

jestem egoistką
i to widać po notkach
bo dużo życzę sobie
no fakt… życzyłam… na urodziny
poza tym w notkach piszę o sobie
jak to egoistka
i nadgorliwie niosę pomoc
a potem mi źle jak ktoś nie docenia
to też egoizm

nadgorliwa egoistka ze mnie
szkoda
ponoć nadgorliwość gorsza od faszyzmu
egoizm od wojny
a jedno od drugiego

chyba pora się zmienić

Bajka