Przysłowia mądrością narodu

Pamiętam kiedyś, kiedy byłam jeszcze małym, rozdartym i bardzo niegrzecznym brzdącem początkująco-przedszkolnym (to oczywiście tylko mamucino-siostrzycowe bzdury bo prawda jest taka, że byłam najgrzeczniejszym dzieckiem pod słońcem tylko one się nie znały 😉 poznałam zabójczą moc przysłów.

Zabójczą dla rzeczywistości, bo świetnie rozwijały moją głodną wówczas wszędzie wszystkiego wyobraźnię i jeszcze bardziej dezorientowały w szarości coedziennych obowiązków i wymagań pań przedszkolanek i osobistego Mamuta. Potem zamiast skupiać się na rysowaniu marchewek (bo na ‚m’) i nart (bo na ‚n’) dumałam długo i namiętnie co to takiego ten ‚tynf’ albo dlaczego skoro mówię nie wypadają mi z ust zamiast słów srebrne monety a zdzichowa obrączka to wcale a wcale się nie świeci jak żarówka. Jednym słowem miałam fazę na skojarzenia dosłowne.

Było ciekawie do tego stopnia, że któregoś pięknego popołudnia wracając z przedszkola do domu i ochoczo ściskając rękę Mamuta wykrzykiwałam co rusz jakieś przysłowia (często niezbyt dokładnie zapamiętane a w miejsce pamięciowych luk co pierwsze do głowy przyszło – w stylu ‚kto rano wstaje temu pan bóg nie rychliwy’… ‚gdzie drwa rąbią tam nie podchodzić’… a ‚gdzie dwóch się bije tam wióry lecą’… albo ‚bez pracy nie ma podwieczorku’) oczom moim ciekawskim i zdziwionym ukazała się tabliczka z której literując z zapałem odczytałam ‚ro-bo-ty dro-go-we’.

To było coś. Już zaczęłam sobie wyobrażać te roboty metalicznie lśniące i zgrzytające jak na zagramanicznych filmach z gatunku SyF i ciskające na szosę snopy laserowych promieni ale rozglądałam się i rozglądałam a robotów ani widu ani słychu. Po prostu traszne. Pomyślałam sobie, że pewnie były tylko już nie mogły dłużej czekać i sobie poszły i to wszystko przez to, że sznurowadła tak długo wiązałam a potem Mamut krzyczał, że krzywo i musiałam wiązać jeszcze raz a potem zachciało mi się siku i jeszcze musiałyśmy iść do łazienki na pierwszym piętrze a potem jak wyszłyśmy to to sznurowadło znowu się rozwiązało i już sam Mamut zawiązał i już było dobrze, ale roboty nie poczekały i sobie poszły… i strasznie ale to strasznie się z tej żałości rozbeczałam… koncertowo wręcz.

Biedny Mamut nie wiedział o co chodzi i się bardzo zmartwił ale jak powiedziałam w końcu o co mnie się rozchodzi to się okropnie zaczął śmiać. Na szczęście zanim zgłupiałam całkowicie wytłumaczyła mi, że to nie o takie roboty chodzi, tylko o różne prace porządkowo-naprawcze na drodze i stąd te ‚roboty drogowe’. No to mnie olśniło blaskiem jaskrawym jak rajtuzy Doroty z warkoczami z czwartej grupy, wytarłam smarki i przestałam beczeć.

Potem przyjrzałam się uważniej i zobaczyłam dwóch panów. Jeden stał na asfalcie coś mówił do drugiego, który gmerał coś w jakiejś sporej dziurze, w której tkwił po szyję. Od razu rozchmurzyłam się bo przypomniałam sobie przysłowie, dla którego ta sytuacja byłaby świetną ilistracją. No bo jak ten jeden drogowy robot dołek kopał pod tym drugim to nic dziwnego, że teraz sam wdepnął i wyjść nie może. I dobrze mu tak. Na przyszłość będzie kopał trochę dalej od siebie. Powiedziałam o tym Mamutowi ale najwyraźniej znów to było jakoś bardzo zabawne bo zarechotał gwałtownie.

Niestety mój kolejny wyczyn nie wzbudził już takiego aplauzu ze strony rodzicielki mej ukochanej. I zupełnie nie wiem czemu się na mnie tak wkurzyła jak powiedziałam jej na ucho o takiej grubej babie, że chyba powinna wysiąść z autobusu. No bo przecież nas w przedszkolu tego uczyli. I tylko jakoś za Chiny Ludowe nie mogłam się dopatrzyć tych koni przed kierowcą…

A piszę o tym wszystkim bo ostatnio Zuzia ni z tego ni z owego wyparowała radośnie jak tylko weszłam do mieszkania:

– Masz babo placek??

Dzieci to mają pomysły 😉

8 uwag do wpisu “Przysłowia mądrością narodu

  1. Ja tam wolę „roboty na wysokości”. Skojarzenie identyczne 🙂 Kiedyś zrobiłam nawet komiks o robotach na wysokości. W komiksie ważną rolę odgrywała również grawitacja 🙂

    Polubienie

  2. Cioteczka moja pracowała kiedyś w fajnej firmie z jeszcze fajniejszym kierownikiem. I ten właśnie pan wprowadził do obiegu słowa „Nie chwalić dziecka przed kapielą” a także puchł z dumy, że nabył właśnie plecak z masztalerzami.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s