Nic mnie nie wkurza tak bardzo jak podziabane masło. Obcym nożem. A ściślej rzecz ujmując margaryna. Albo bezczelnie otwarta i upita w połowie wiśniowa cola. Albo pusty kartonik po skondensowanym mleku. Odstawiony na swoje miejsce. Jak wydmuszka udająca jajko.
W firmowej kuchence, prócz Kawowego Ekspresu, kilkunastu obtłuczonych malowniczo a różniście kubków i filiżanek, zlewu z różowym zmywakiem i przykrym odorkiem śledzia w dni postne, stolika zaprószonego obficie cukrem i trzech krzeseł o mizernym wyglądzie, jest firmowa lodówka. Firmowa lodówka wnosi do biura solidny akcent turpistyczny i ratuje nas czasem letnią porą od ukropu. Jednak element rozkładu i charakterystyczna lodówce woń dominuje tak znacznie, że poza letnią pora trzymay w niej mało i krótko. Cokolwiek by to było. Raz, że nawet szczelnie zawinięty w sto foliówek pomidor potrafi przejść zapachem, którego nawet przy okazji napotężniejszego głodu nie nazwałabym apetycznym. Dwa, że wszystko znika w całości i bez śladu, bądź częściowo i na raty. Kradną kradzieje na potęgę a jak nie kradną to się przynajmniej poczęstować raczą.
Jak to, jak to się stało,
że mi wypiłaś
moje kakao
przecież to mój kubeczek
to mój kubeczek
z wiewiórką jest…
Bardzo, ale to bardzo nie lubię jak mi ktoś coś podbiera bez pytania. Cokolwiek by to było. Gdy spyta, czy może, pożyczę nawet ulubioną bluzkę, której nigdy_przenigdy_i_nikomu, albo ostatnio szklankę cukru, od którego jestem uzależniona, ale gdy szpera i zawłaszcza na własną rękę, to gotowam ją odgryźć za głupi ołówek. Gdy tylko złapię.
Notorycznie ginie z tej lodówki wszystko. Wszystkim. Kiedyś podpisywałam, zostawiałam karteczki, zawijałam w reklamówki. Dupa sałata. Miarka się przebrała gdy zginęła mi świeżo zrobiona sałatka. Razem z miską. Obskoczyłam wszystkie pokoje, obwąchałam biurka, nic. Ktoś musiał zjeść razem z porcelaną. Gratuluję perystaltyki. Od tamtej pory wszystko trzymam w szafie w pokoju a w lodówce samopas zostawiam jedynie masło sygnowane odpowiednim inicjałem. Ale i tak raz po raz znajduję w nim ślady po obcych nożach. Bo przecież nie dałoby się inaczej.
Tym razem na odwrocie wieczka napisałam: MAM NADZIEJĘ, ŻE LUBISZ LAXIGEN…
Oczyma wyobraźni widzę Maślanego Skrytożercę, który spokojnie wraca do swojego biurka, sprawdza w necie czym jest laxigen i generuje wytrzeszcz. Zaraz potem biegnie sprawdzić czy toaleta aby dziś nie strajkuje a przez resztę dnia boi się kichnąć. I to mi w zasadzie wystarczy.
__________________________
Na gadulca przyszło ogłoszenie, które powaliło mnie na kolana i trzymało w tej niewygodnej pozycji dłuższą chwilę:
Mam na imię Michał, mam 20 lat i szukam dziewczyny, która lubi dominować nad facetem i chciałaby się mną zająć. Lubię wykonywać rozkazy dziewczyny, dostawać od niej lanie pasem, itp. nie chodzi mi koniecznie o seks (chyba że ty chcesz). Możesz dominować z koleżanką. Odpowiedz proszę.
Ja tam nie wiem ale może któraś z Czytelniczek potrzebuje żeby jej pomyć okna albo poprać firanki? Przed świętami taka pomoc nieoceniona. Tym bardziej, że można z koleżanką 😉
Umarłam i straszę. Całkiem jak Małgośka.