Wspomnieniowo

W całej Warszawie strajkują już nie tylko listonosze ale i poczta. Wszystkie urzędy są zamknięte, ludzie są rozdrażnieni i awanturują się w pocztowej intencji nawet w tramwajach a miasto ogarnął jeden wielki paraliż. Tu nie doszło, tam nie pójdzie, bo i jak. Nie ma rady, trzeba przeczekać. Tylko cierpliwości i duża dawka świętego spokoju może nas uratować. W tym całym zgiełku papierzysk i galimatiasie stempli, które gdzieś, kiedyś, po coś miały być, a nie są, naszło mnie na wspomnienia.

Czy ktoś jeszcze pamięta strajk komunikacji w Warszawie?

Nie pamiętam już teraz ile miałam lat ale na pewno byłam jeszcze w podstawówce. Przyszedł dzień gdy stanęło wszystko, ludzie nie powyjeżdżali do pracy a ci, którzy wyjechali, nie mogli wrócić. Wtedy jeszcze samochody nie były tak powszechnym dobrem a na taksówki trzeba było się umawiać telefonicznie. Z budki pod dworcem – ledwie trzy przystanki od Mamutowa. Komórki jeszcze dla nas nie istniały. Odwołano lekcje w szkole i można się było bezkarnie byczyć łażąc po lesie w czasie zwyczajowej geografii czy historii. I było ciepło. Pamiętam, że wybrałam się do koleżanki na drugi koniec Rembridge ale jeszcze zanim do niej doszłam zorientowałam się, że nie będę miała siły na powrotną drogę do domu. Koleżanki oczywiście nie było. Przywitała mnie tylko zimna klamka a ja nie mogąc uwierzyć w swego pecha, siadłam na progu i zaczęłam beczeć. Z bezsilności i z różnych innych powodów, które teraz nie wydają mi się zbyt racjonalne, ale wtedy sprawiały, że świat walił się w proch i pył a słońce gasło na wieki. Generalnie w tamtym momencie mogłabym przysiąc, że ten cały świat o mnie zapomniał i gdybym tu została, po kilku wiekach jakiś archeolog z przyszłości odkopałby mój marny zasuszony szkielecik swoją piękną przyszłościową archeologiczną miotełką. A to wszystko przez jedne głupie zamknięte drzwi, przez jeden głupi strajk i przez jedno głupie parszywe zmęczenie. Potem wstałam, otrzepałam się i ruszyłam piechotą wzdłuż szosy. Do domu. Od niewygodnych butów bolały mnie wszystkie – te nowopowstałe i te już oswojone – bąble na stopach a złość i żal do nie_wiadomo_czego parowały mi uszami. Nie było żywej duszy. Wszyscy siedzieli w domach albo usiłowali do nich wrócić, robiło się chłodno i dniem zaczynała władać Pani Szarówka. W oddali zamajaczyły mi światła. Szczęściarze – zdążyłam pomyśleć. Lekkie ukłucie smutku nie zdążyło nawet dotrzeć do mnie na dobre. Samochód zwolnił i już wiedziałam, że zatrzyma się tuż przede mną. Mężczyzna miał około trzydziestki a mnie wydawał się wtedy starszym człowiekiem. Nie spytał czy mnie podwieźć. Spytał gdzie. Nigdy przedtem ani potem nie wsiadłam do auta obcego mężczyzny pośrodku opustoszałej drogi na samym końcu miasta. Nigdy przedtem ani potem nawet nie przyszło mi to do głowy – przecież niebezpiecznie było zawsze. Zwłaszcza dla samotnie spacerujących w wieczornym półmroku panien chlipiących w rękaw. Spacerujących na bosaka bo buty od dawna wisiały złączone sznurówkami na ramieniu. Nie dało się w nich iść ani sekundy dłużej. I nie wsiadłam dlatego, że było mi już wszystko jedno. Wsiadłam bo czułam, że mogę. Że nic mi się nie stanie i bezpiecznie dotrę do domu. Bo ten człowiek zwyczajnie chciał mi pomóc. Powiedziałam gdzie. Potem już nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Ja nie wiedziałam o czym mogłabym mówić i nastroju tez jakoś nie miałam, on najwyraźniej nie chciał mnie speszyć. Pod domem bąknęłam dziękuję i odeszłam. Po prostu. Chwilę później dodałam bardzo. Już w mrok. Był czysty i rześki, od czasu do czasu przetykany nikłym światłem latarni mieszkających wzdłuż ulicy. Jedna smuga drżała jak ja. Dopiero teraz zorientowałam się, że z zimna. Byłam w samym podkoszulku i krótkich spodniach.

Nie pamiętam nic z historii tego strajku ani nawet czy skończył się nazajutrz czy jeszcze trwał. Pamiętam tylko tego mężczyznę, którego normalnie bałabym się jak psychopaty w kominarce, a któremu zaufałam jak dziecko we mgle. Teraz już bym nie wsiadła. Wtedy nawet nie pomyślałam, że mogłabym mieć jakąkolwiek wątpliwość. Albo wtedy byli jeszcze ostatni dobrzy ludzie, albo ja byłam tak naiwna, że aż strach. I pamiętam jak bardzo zabolało mnie to, że nie usłyszał mojego bardzo.

Weszłam do domu. Mamut stał przy oknie i zdenerwowany gniótł firankę. Ojca jeszcze nie było.

Co tak długo stałaś przed furtką? – spytała dalej patrząc na drogę
Nie wiem, chyba chciałam podziękować. – odpowiedziałam – Kaśki nie było. – dodałam jakby to miało wyjaśnić wszystko. I te buty na ramieniu i poranione stopy i spuchnięty od płaczu nos.
Podziękować? – zdziwiła się i popatrzyła w moim kierunku – Boże! Jak Ty wyglądasz! – przeraziła się – Co się stało?!
Nic. Nie było jej, więc poszłam z powrotem i obtarłam sobie nogi i w ogóle było okropnie – wyjaśniłam nieskładnie – Ale podwiózł mnie taki pan…
Jaki pan? – przerwała i spojrzała na mnie uważnie
No normalny. – powiedziałam –Samochodem.
Samochodem? – zdziwiła się
Nno tak. Dlatego stałam przed furtką. Nie widziałaś go? – odpowiedziałam zdziwieniem
Nie.. – zawiesiła głos – Stałam tu cały czas i nie widziałam żadnego samochodu.

W tym momencie wrócił Ojciec. Cały i zdrowy. Cała rozmowa się rozmyła. Pamiętam swoje zmęczenie i dojmujące uczucie ulgi gdy kładłam się spać. Wtedy sądziłam, że Mamut po prostu przeoczył sposób, w jaki znalazłam się przed domem. Teraz nie mam już co do tego takiej pewności.

5 uwag do wpisu “Wspomnieniowo

  1. pamiętam ten strajk, trwał chyba z tydzień, a na pewno parę dni, ludzie byli dla siebie bardzo uprzejmi, podwozili się wzajemnie samochodami, powyciągali rozmaite dziwne środki komunikacji, jakieś zdezelowane rowery i auta nieodpalane od wieków, a potem… strajk się skończył i wszystko wróciło do normy 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s