Jesień, pani kochana, jesień…

Dziś po polsku… i nostalgicznie, jesiennie…

Kult ‚Czterej jeźdźcy’
Mariusz Lubomski ‚Spacerologia’
Raz Dwa Trzy ‚W wielkim mieście’
Jarosław Wasik ‚Nastroje’
SDM ‚Czarny blues o czwartej nad ranem’
Elżbieta Adamiak ‚Jesienna zaduma’
Robert Kasprzycki ‚Niebo do wynajęcia’
Kayah & Bregovic ‚To nie ptak’
Grzegorz Turnau ‚Naprawdę nie dzieje się nic’
Wilki ‚Moja baby’

a na deser ulubione… koncertowe…
KNŻ ‚Krzesło łaski’ jak zawsze z pomyłką 😉

i bajki pachnące gruszkami
i zamglone porankiem szyby
i ‚Rozmowa w katedrze’ Llosy
i obraz mi się sam w głowie maluje tym pędzlem co to go zgubiłam

do tego mam kieszenie pełne kasztanów i gmeram w nich łapkami co mi już nie marzną bo otulone są w śliczne czerwone miękkie rękawiczki

i znalazłam na chodniku piękny liść we wszystkich październikowych odcieniach świata

oswajam jesień

Bajka refleksyjna

Tymbark na dziś – Dzięki!

Chwała Wam Dobrzy Policjanci czyli jak dostać 500 złotych mandatu za napis na bluzie

Onet.pl za ‚Trybuną Śląską’ podaje, iż noszenie odzieży opatrzonej pewnymi nadrukami może sporo kosztować. Można tłumaczyć się nawet z tego przed sądem. Wystarczy, że np. stróżom prawa nie spodoba się napis na bluzie lub koszulce.

Przekonał się o tym 19-letni Michał Wolański z Mikołowa, któremu dzielni i czujni policjanci wlepili 500 zł mandatu za… bluzę z napisem CHWDP… a rozdrażniła ich własna interpretacja skrótu CHWDP, który w slangu ma być obraźliwy dla mundurowych.

‚Zapytali mnie, czy wiem co może ów skrót oznaczać. Odrzekłem, że np. Chwała Wam Dobrzy Policjanci. Nie muszę mieć akurat wiedzy na temat ich interpretacji. To chyba zrozumiałe’

Policjanci nie mieli jednak poczucia humoru. Sprawę skierowano do sądu grodzkiego. Michał będzie odpowiadał z art. 141 kodeksu wykroczeń, przewidującego sankcje dla osoby umieszczającej wulgaryzmy w miejscach publicznych tudzież publicznie nimi się posługującej. A za to, prócz mandatu, który Michał już dostał, grozi dodatkowo kara grzywny do 1500 złotych.

Rzecznik rybnickiej policji oczywiście twierdzi, że nie chodziło o samą bluzę a o przeklinanie w miejscu publicznym, którego chłopak się haniebnie dopuścił ale przyznała jednak, że napis mógł wpłynąć na decyzję policjantów: ‚Powszechnie wiadomo, jak ten skrót jest interpretowany i co oznacza’.

No to co za problem?
Skoro powszechnie wiadomo i producent nie ma zakazu sprzedaży bluz z takimi nadrukami to po kiego grzyba karać za ich noszenie? W dodatku karać za WŁASNĄ interpretację…

Dla mnie to absurd.
Może gdyby szanowni policjanci zajęli się tym co do nich należy to by im się w dupach nie poprzewracało.

Wrrrr

Stara panna? Chyba śnisz… stara to jest dupa bo nie ma zębów ;)

Wkurza mnie taki jeden z Działu Książki. Więc jak w najbliższym czasie wywalą kogoś z pracy za fange w nos daną koledze z sąsiedniego boksu to znaczy, że szukam posady. No ale jak mnie się ma agresor nie włączać i wkurw nie łapac nagły jak jasna cholera skoro już któryś raz mocno nadwyręża moją i tak nadwyrężoną cierpliwość. Bo do prostaków cierpliwość mam zawsze… tyle, że ograniczoną. Sam się burak prosi.

Zachowuje się jak pan na włościach a maniery ma dużo do życzenia pozostawiające. Wścibski obleśny tłuścioch z wybujałym ego i samoświadomością kinowego amanta. Takie pytanko na marginesie mam – Czy zawsze im facet koszmarniejszy tym wyższe ma o sobie mniemanie? Tak wiem, retoryczne. Ale zirytował mnie i już…

Znał z widzenia mojego niedoszłego, gdy ten jeszcze niedoszłym nie był, skądś (nie wiem skąd) wiedział, że miałam swego czasu zostać żoną tego pana co do skutku nie doszło z przyczyn oczywistych gdy niedoszły niedoszłym się stał i stan rzeczy przybrał bardzo realistycznie jasny obraz. Wiedział. Nie wiem skąd ale wiedział. W windzie zaznaczał, że mnie podziwia, że radzę sobie świetnie, że nic po mnie nie widać a to chyba trudne być musi… Nie komentowałam. Uśmiechałam się uprzejmie i przełykałam wulgaryzmy, które na usta mi się cisnęły tłumnie i gwałtownie. No bo przecież chciał dobrze – tak to sobie tłumaczyłam.

Kilka takich ‚kwiatków’ z różnych dziedzin darowałam. Ale ileż można pozwalać by ktoś nam prywatne rabatki deptał zabłoconymi gumiakami? Zwłaszcza gdy niechętnie i niezwykle rzadko wypuszczamy jakiekolwiek informacje na tematy osobiste. No jak pragnę zakwitnąć…

Przyszedł sobie z uśmiechem lisa, który właśnie pożarł zawartość kurnika, do naszego pokoiku numer pięć, gdzie praca ośmiu rąk nie ustawała już z dobrych parę godzin i ni z gruszki ni z pietruszki głośno wypalił:

– Aniaaa… a kiedy Ty za mąż wychodzisz?!

Od zachłyśnięcia sokiem marchwiowym uratował mnie tylko brak tegoż. Jednakowoż stłumiłam odgłosy krztuszenia powietrzem i odparłam:

– Nigdy. Czemu pytasz?
– A bo powinnaś. Patrz Basia wyszła i żyje…

W tym miejscu zakrztusiła się Basia i spojrzała na mnie jakby chciała zobaczyć czy zaraz cisnę w niego glanem czy klawiaturą. Zamiast tego grzecznie acz stanowczo skomentowałam:

– Ale ja nie zamierzam.
– W ogóle?
– W ogóle – dodałam z uśmiechem mając nadzieję, że na tym skończymy.
– A dlaczego? – padło pytanie z gatunku tych o zabarwieniu mocno ironicznym
– Bo to mi do niczego nie potrzebne – skwitowałam
– Do niczego?
– Dokładnie. Po co mi papier? – uśmiech sardoniczny numer pięć
– No jak to po co?
– Po nic. Jak będę się chciała za przeproszeniem podetrzeć to pójdę po toaletowy.

Zacukał się z lekka i z głupawą miną podreptał z powrotem razem ze swoim wścibstwem.

Nie tylko Polak potrafi, czyli czego się nie zrobi dla pieniędzy

Hiszpanie wymyślili nowa ofertę handlową… pośmiertny e-mail.
Przeszły mnie dreszcze. Niesmaczne to dość jak na mój gust prostej kobity z prowincji świata. Ale może ja się nie znam.

Korzystałeś z poczty internetowej za życia? Będziesz mógł to zrobić i po śmierci. Wystarczy zawczasu napisać pożegnalny e-mail, uzupełniony o zdjęcia i wideo, jeśli ktoś chce, i umieścić go na stronie http://www.thelastmail.com.

„Dzięki nam będziesz mógł powiedzieć to, co chciałeś, ale nie mogłeś powiedzieć, powtórzyć to, co uważałeś za najważniejsze, po raz ostatni albo się pożegnać” – pisze twórca strony Hiszpan Alberto Iriarte z firmy Global Spectrum.

Jak działa e-mail zza grobu? Należy wypełnić dokument upoważniający administratora strony do rozesłania poczty z chwilą śmierci i zostawić go osobie zaufanej. W odpowiednim momencie da ona znać Global Spectrum, by rozesłał pocztę pod wskazane adresy. – Pośmiertny e-mail to elektroniczny odpowiednik listu znalezionego w szufladzie – mówi pomysłodawca. – Nie żerujemy na nieszczęściu, próbujemy tylko pomóc w pogodzeniu się ze stratą – dodaje. Od uruchomienia strony, w połowie roku, zgłosiło się 300 chętnych, głównie z Hiszpanii, Brazylii i Stanów Zjednoczonych. Cena usługi zależy od liczby listów elektronicznych i ich długości.

Brrrrr… ja chyba nie skorzystam ale może ktoś chętny?

Ps. Z rzeczy absolutnie radosnych – Kazik i ‚Czterdziesty pierwszy’… tadaaam :))
Ech… gdyby tak mieć jakąś miłą portfelową nadwyżkę…

Tymbark na dziś – Ale o co chodzi??

Wyniki sondy wrześniowej

W kinie w tzw. momentach romantycznych najczęściej…

* przysypiam chrapiąc miarowo (3 osoby) 2%
* miziam za uchem sąsiada lub sąsiadkę zależnie od stopnia ciemności (11 osób) 9%
* z nudów ogryzam paznokcie i tapicerkę (8 osób) 7%
* liczę popcorn i siorbię pepsi przez słomkę (11 osób) 9%
* drażnię otoczenie całym wachlarzem możliwości prezentacyjnych (6 osób) 5%
* gdy na ekranie pokazuje się pani udaję trzodę chlewną, jelenia bądź tchórzofretkę (5 osób) 4%
* gdy na ekranie pokazuje się pan krzyczę ‚pokaż cycki’ (21 osób) 17%
* wymyślam imiona dla zatuszowanych charakteryzacją aktorskich pryszczy (6 osób) 5%
* śmieję się (11 osób) 9%
* płaczę (17 osób) 14%
* robię na drutach (23 osób) 19%

Łącznie oddano 122 głosy

Bolszoje spasiba

Wszyscy artyści to prostytutki…

Byłam wczoraj na wernisażu artysty-fotografika Milana Davida w Galerii ZPAF na warszawskiej Starówce. W tym miejscu podziękowania dla Małej Jaszczurki za zaproszenie i towarzystwo (:)). Autor prac, Czech z pochodzenia i zamieszkania prócz fotografii robi także scenografie i projektuje teatralne kostiumy.

Skromny, cichy człowieczek, którego teatralne pasje da się zauważyć w czarno-białych obrazach był na tej uroczystości prawie niezauważalny. Człowiek nastawiony do sztuki z pokorą – nie mówił dużo, poproszony o okolicznościową ‚mówkę’ podziekował za możliwość pokazania swoich zdjęć, za przyjście i… tyle.

Co do prac. Cóż. Na 22 zdjęcia było tam kilka, które mnie urzekły. Przeważały portrety rzeźb nagrobnych, ogólnie sentymentalnie, nastrojowo, jesiennie, cmentarnie, choć było też kilka mocno ekspresyjnych zdjęć ze świata żywych.

Najdłużej zatrzymałam się przy fotografii pary uchwyconej w pełnym namiętności tańcu na tle bardzo ciekawej w fakturze ściany… do końca nie wiem czy to taniec czy tylko takie permanentne zatulenie… ale zadziałało bez pudła. Widać było tylko zarysy postaci kobiety, wyraźniej mężczyznę, układ rąk, dłonie i… jego twarz, wyrażającą całą masę emocji zamkniętych w jednym trzasku migawki. Piękne. Chciałabym kiedyś zrobić takie zdjęcie.

Najgorzej wspominam wizerunek tzw. prawdziwych artystów. Zbyt głośni ludzie zbyt bezsensownie machający rękami w zbyt rażący niezrozumieniem sposób. Przyszli, pokręcili się, wyżłopali wino, puścili w obieg kilka zdawkowych uwag, pozasępiali się sztucznie, poszli… pozostawiając mi w pamięci słowa znanej kazikowej piosenki…

Przykładowa pani, podstarzałość tuszująca krzykliwą w wymowie czerwienią poszarpanej twórczo spódnicy, postrzępioną asymetrycznie fryzurą i miną zdradzającą ignorancję sztuki i tematu wystawy. Zaplotkowana z jakąś napotkaną ‚przyjaciółką’ wyznała głośno, że ‚ona to wyznaje i ceni tylko taką sztukę co to się dobrze sprzedaje’… po czym dodała skwaszona:
– No tak, ładne to wszystko… tylko strasznie smutne… za smutne…

Fakt. Na cmentarzach powinni rozdawać kolorowe balony.

Tymbark na dziś – Dlaczego nic nie mówisz?