i chociaż mamy dwie nogi, ręce też… ludzie nie mówią nam dzień dobry

między niebem i piekłem bywa ciekawie
mogłoby tylko być nieco przyjemniej
kadarka na pusty żołądek
leczenie objawowe duszy
ale za to jest mi ciepło

i tylko coś spać znów nie daje

łazi za mną nowa składanka Mansona
jak dziki kot po spadzistych dachach
jeszcze ją ugłaskam

tymczasem bezsenne ‚dzień dobry’ wszystkim zabłąkanym w czasoprzestrzeni
zawsze wolałam wschody słońca

Łans apon e tajm…

Wchodzę do domu. Po ciemku bo pora późna mocno i głucha. Wszyscy śpią więc najciszej jak umiem. Proste to nie było bo najpierw jak gramoliłam się na schody to wpadłam na grabie (pozdrowienia sponsorowane są przez Altacet, który pozwolił dorodnemu guzowi pozostać na miejscu wewnątrz czaszki i nie utworzyć się na spoconym z wysiłku czole).

Na szczęście zatkałam otwór gębowy zwany paszczą kułakiem zanim te wszystkie bluzgi mogły się zmaterializować i zabłysnąć lekkością przekazu wśród nocnej ciszy. Potem jak już się na schody wgramoliłam ciskając się wsobnie to nie mogłam trafić kluczem w dziurkę bo ciemno było jak w osobistej szanownej na półce po lewej stronie.

Jak już trafiłam, satysfakcjonująco zazgrzytałam metalem w zamku i wtarabaniłam się do przedpokoju, to pierdutłam się łokciem o kredens (ileż ja razy przypominała o zamykaniu tych piiiip piiiip piiiip drzwiczek, wrrr). Rozmasowując bolący staw wpadłam na drzwi, które też powinny być zamknięte i już w ogóle narobiłam rabanu. No do jasnej nieustającej.

A miałam wejść niepostrzeżenie, dokonać pospiesznych ablucji, wygmerać i wymaćkać Stefana i razem z nią a razem z nią z jej mruczeniem godnym niejednej Electry czy Fatboya udać się do wytęsknionego łóżka celem spotkania z nie mniej wytęsknionym Bradlejem, na które to spotkanie byłam umówiona w jakieś 20 minut po zetknięciu z poduszką.

I cały misterny plan w p… parapet. Bo jak już tego rabanu narobiłam to się Mamuty pobudziły, bo Vivaldiego bym z grobu wyrwała razem z korzeniami a co dopiero Mamuty z mamucinego łóżka. A jak się pobudziły to Zdzich chrapnął, Mamut westchnął, spojrzeli z wyrzutem na zegarek, wyrzut przenieśli na mnie, spojrzenia również (choć mocno mętne były) i Zdzich z dalszym chrapem i błogością, że to jednak nie złodzieje co przyszli jego cenny winylozbiór skonfiskować, opadł w pościel a Mamut zebrał się w sobie, dokonał wielkiego wysiłku myślowego (co było widoczne w postaci mało charakterystycznych o tej porze nocy zmarszczek na czole), podumał chwilę i wystrzelił tonem, jakby właśnie przypomniała jej się zapomniana dawno receptura alchemików i jakby od tego zależały losy świata:

– Kupiłaś ziemniaki?

Z lekka się zacukałam, zmarszczyłam, zaglądnęłam wgłąb siebie, nie znajdując tam zakodowanego polecenia co by owe smakowite bulwy zanabyć (ale może Mamut znów zapragnął uruchomienia telepatycznych fluidów i powinnam się była domyślić?) i po namyśle z lękiem o zdrowie psychiczne rodzicielki wyszeptałam:

– Niee… a po kiego grzyba ci ziemniaki o 3 w nocy?

Na to Mamut całkiem przytomnie odparł:

– A bo frytki chciałam zrobić…

jakby robienie frytek o tej porze było czynnością tak oczywistą jak oddychanie i z emfatycznym wzdechem opadł na poduszki… po czym zachrapał pozostawiając mnie w głębokiej konsternacji i z wysoce głupawym wyrazem na zdumionym obliczu.

I tylko mi się kiedyś przypomniało jak siostrzycy kiedyś siurpryzę zrobiłam, kiedy to podniosłam się, usiadłam, popatrzyłam nieprzytomnym wzrokiem wokół, zogniskowałam się na niej – biednej i przerażonej tym widokiem (bo widok lunatyka zawsze jest dość dreszczogenny) i całkowicie już rozbudzonej przez adrenalinę… a następnie po pełnej napięcia chwili wychrypiałam teatralnie jedno słowo – ‚żużel’ (z akcentem na pierwsze ‚ż’) – i walnęłam się spać z powrotem pozostawiając siostrzycę w strachu i zdumieniu bezbrzeżnym rano oczywiście o niczym nie mając pojęcia.

Nie ma jak marzenia senne 😉

Haluta, Ty leniwcu ;)

Bajka
po pracy szoruj do dom i pracę pisz
Halucynka
tyle, że sie skupić nie mogę bo mnie nosi
Bajka
robisz wszystko żeby się tylko za to nie zabrać a przeca wiesz, że musisz
Halucynka
chyba tak… ale mam jeszcze czas
Bajka
tia
Halucynka
nie mam noża na gardle
Bajka
mogę ci przystawić jak chcesz 😉
zawsze się tak mówi ‚mam jeszcze czas’
a potem panika bo z ręką w nocniku się budzisz na dwa dni do oddania pracy
Halucynka
jak się przemogę to dam rade
leniwam czy co?
Bajka
no leniwaś niestety w tej kwestii 😉
Halucynka
jako pierogi
Bajka
ale ja to świetnie rozumię 😉
Halucynka
hy, no to co mię do roboty gonisz? jak rozumasz?
Bajka
bo ja się goniłam sama a ciebie nie ma kto. miałam nóż na gardle w postaci Zuzki i nocnej pracy a ty sobie jakiś wymyśl jak nie masz 😉
Halucynka
Zuzka – jesteś mym nożem! 😉 hyhy
Bajka
hy hyhy hyhyhy
Halucynka
a gdzie ma trzonek?
Bajka
w d… dłoniach ;))

Tymbark na dziś – Zrób to z głową

Prasówka

W ‚Lampie’ Lipszyc rozmawia z Gretkowską.

Autowiwisekcja z tego żadna, niepotrzebnie robi się z niej taką męczennicę skazaną przez wszystkich na potępienie bo to fikcja ale pani Manuela zgrabnie posługuje się słowem. Szybko się czyta, łatwo popada w skrajności. Z czymś tam się zgadzam z czymś nie. Oceniać nie będę, bom nie od tego ale dwie kwestie zwróciły mocniej moją uwagę:

Lipszyc – Około 93, 94 roku zaczął się robić wokół Gretkowskiej szum. Wszyscy czytali Gretkowską i wszyscy mieli na ten temat zdanie. To było, jak powiedziała Kazia Szczuka, uderzenie pięścią w oczy. W literaturze polskiej pojawiły się nagle jakieś zakrwawione „tampony”.

Gretkowska – Kazia miała ciężki okres.

(…)

Lipszyc – Najpierw Paryż, potem Szwecja, jeszcze się w Polsce nie nabyłaś i znowu ucieczka?

Gretkowska – Przyjeżdżając pisałam już, że chcę wyjechać. Przyjechałam tylko po to, żeby Pola najadła się bigosu, i złachała w procesjach, żeby wiedziała jak się wynaradawiać i od czego odbić. Żeby wiedziała skąd jesteśmy.

Za pierwszą odpowiedź uśmiechnęłam się ładnie – lubię celne riposty zwłaszcza te minimalne w formie a maksymalne w przekazie.
Za drugą – uśmiechnęłam się krzywo.

Ale przynajmniej jest szczera.
Przeczytać warto.

Z dziejów współczesnego czytelnictwa, czyli dzieci to są cwane

Odwiedził nas wczoraj w pracy Karolus Maximus (znany tu i ówdzie jako Mister Rzęski Jak Bambi). Fajnie. Przydreptał, pouśmiechał się, pownerwiał nas faktem, o której normalne firmy wypuszczają pracowników do domu – było koło 16 więc wkurw mnie strzelił dziki i myszka w dłoni zadrżała ale wybaczamy mu jak zawsze wszystko, to także. Potem opowiedział o nowych przygodach Endrju.

Endrju ma 3 latka i jest zdecydowanie jednym z takich dzieciaków jakie uwielbiam. Poza tym, że wszędzie go pełno i dziko wręcz ciekawy jest świata, to niektóre jego popisy powalają zdumiewającą jak na ten wiek logiką. Przykład?

Karolus po przyjściu z pracy jest zasypywany gradem niezwykle trudnych pytań (z gatunku tych, na które odpowiedź zaraz generuje kolejny pytajnik) i rzecz jasna zawsze zaciągany do czytania z synem książek. Bowiem Endrju nade wszystko ceni literaturę, zwłaszcza czytaną przez tatę. I oto Karolus Maximus dzielnie wypracowuje ojczyźnie normę w programie ‚Cała Polska czyta dzieciom’.

Wreszcie Karolus z żonką stwierdzili wszem i wobec, że jak tak dalej pójdzie to zapiszą syna do biblioteki…
Słysząc to Endrju spojrzał na rodzicieli i stwierdził z przekonaniem:

– Wy mnie nie możecie zapisać bo ja nie jestem kartka…

Cwana gapa.

Karolus tylko westchnął i dodał ‚oj jak tęsknimy z Karoliną do tych chwil kiedy nie umiał mówić’…
Wolałam go nie pocieszać, więc w myślach tylko dodałam ‚a wszystko jeszcze przed wami’…

Tymbark na dziś – Tyle masz jeszcze do zrobienia

im ontums

nigdy wczesniej nie czułam się tak strasznie… nieważna

człowiek to jednak głupi jest
zawsze ma nadzieję, że jest dla kogoś kimś wyjątkowym

zwłaszcza jeśli zrobiłby wszystko by przychylić temu komuś nieba, poszedł by w ogień oblany benzyną, dałby się posiekać, pojechałby na koniec świata

a to jedna wielka bzdura

przykre

GG w późnych godzinach nocnych, opis 'pracuję'

Rudolf Czerwononosy
cześć, co robisz?
Bajka
gmeram
Rudolf Czerwononosy
co takiego?
Bajka
pielę ogródek kurka siwa… a jak myślisz co miałam na myśli pisząc w opisie ‚pracuję’?
Rudolf Czerwononosy
aha, sorry nie zwróciłem uwagi
Bajka
nie wątpię
Rudolf Czerwononosy
co masz na sobie?
Bajka
futro z norek, beret i żółte gumiaki
Rudolf Czerwononosy
serio?
Bajka
jak pragnę zakwitnąć
Rudolf Czerwononosy
a ja myślałem, że pończochy i jedwabną bieliznę
Bajka
nie myśl, to szkodzi
poza tym czy naprawdę sądzisz, że wszystkie laski, które piszą ci, że noszą pończochy, robią to naprawdę?
Rudolf Czerwononosy
no… tak
a myślisz, że nie?
Bajka
Rudolfie drogi, w wizytowniku widzę, żeś wpisał sobie 35 lat… powiedz mi zatem jakim cudem uchowałeś się na świecie tyle czasu w takiej naiwności?
Rudolf Czerwononosy
no… nie pomyślałem o tym, ale czemu miałyby kłamać?
Bajka
a czy gdybym spytała co teraz robisz powiedziałbyś mi, że siedzisz w paskudnej burej piżamie i kapciach przed kompem i dłubiesz w nosie albo z głupawą miną drapiesz się po tyłku próbując się podniecić wizją pięknej nieznajomej w pończochach ale na tyle cicho by nie obudzić śpiącej smacznie żony… czy zmyśliłbyś jakąś gładką bajeczkę?
Rudolf Czerwononosy
zawsze tak szybko piszesz?
Bajka
… a może próbowałbyś dyskretnie zmienić temat?
Rudolf Czerwononosy
czemu sądzisz, że mam żonę?
Bajka
bo z reguły faceci nie mający nic do ukrycia nie kryją się za głupawymi ksywkami i nie pytają obcych bab w necie późną nocą co mają na sobie
Rudolf Czerwononosy
wiesz…
Bajka
wiem
a teraz wybacz ale z dziką i upragnioną rozkoszą oddam się… pracy
pa

W czasie deszczu dzieci się nudzą… dorośli nudzą się zawsze

Na Harvardzie po raz czternasty rozdano Anty-Noble dla twórców najbardziej absurdalnych ‚osiągnięć naukowych’. Pomysłodawcą Ig Noble (od angielskiego słowa ignoble, czyli niegodny) jest Marc Abrahams a tytuły przyznawane są co roku tydzień przed rozdaniem prawdziwych Nagród Nobla. O dziwo, większość laureatów przyjeżdża i to na koszt własny (w tym roku rolę odpowiednikiem statuetek były puste pudełka po płatkach śniadaniowych oraz medale z cynfolii i pasztetu).

Hmmm… co kraj to obyczaj…

W ubiegłych latach ‚nagrodzono’ autorów wnikliwych prac naukowych w rodzaju: ‚Skubanie kur jako sposób mierzenia prędkości wiatru podczas tornada’ czy też szczegółowo opisany pierwszy przypadek homoseksualnej nekrofilii wśród kaczek krzyżówek.

W tym roku Ig Nobla w dziedzinie biologii otrzymał Magnus Whalberg oraz jego koledzy z duńskiego uniwersytetu w Aarhus, którzy w fachowym magazynie ‚Biology Letters’ napisali, w jaki sposób śledzie wytwarzają ‚szybkie, powtarzające się dźwięki’ poprzez ‚puszczanie baniek z regionu odbytniczego’. Komitet antynoblowski określił to mniej elegancko: ‚Śledzie porozumiewają się poprzez pierdzenie’.

W psychologii wyróżnili się Daniel Simons z University of Illinois i Christopher Chabris z Harvardu. W studium ‚Goryle wśród nas’ obaj naukowcy wykazali, że osoby skupione na obserwacji jednego zjawiska nie dostrzegają innych, bardziej spektakularnych fenomenów. Uczestnicy eksperymentu oglądali na wideo ludzi rzucających do siebie piłkę do koszykówki i mieli za zadanie liczyć, ile razy piłka została rzucona. Większość była tak zajęta liczeniem, że nie zauważyła spacerującej w pokoju kobiety pod parasolem ani mężczyzny przebranego za goryla.

Po Ig Nobla w dziedzinie chemii nie zgłosił się przedstawiciel koncernu Coca-Cola z Wielkiej Brytanii. Firma dokonała nie lada wyczynu poddając obróbce zwykłą kranówę pobieraną z Tamizy, a następnie sprzedając ją wielokrotnie drożej w butelkach jako wodę mineralną Dasani.

To wg mnie powinno zostać uhonorowane raczej nagrodą z dziedziny ekonomii ale tu też było ciekawie…

Na Harvard nie przybył bowiem również wysłannik Stolicy Apostolskiej, uhonorowanej Ig Noblem na polu ekonomii. W wielu kościołach Zachodu brakuje kapłanów, więc urzędnicy watykańscy stwierdzili, że prośby o odprawienie mszy w określonej intencji należy przekazywać księżom w Indiach.

Antynagrodą w medycynie zostali zaszczyceni Steven Stack z Wayne State University w Detroit i James Gundlach z Auburn University w Alabamie. Niestrudzeni naukowcy wykazali, że wśród białych mężczyzn w dużych miastach USA, którzy często słuchają muzyki country, liczba samobójstw jest wyższa. Artykuł opublikowany w 1992 r. w magazynie ‚Social Forces’ stwierdza, że ‚muzyka country podsyca nastroje samobójcze, ponieważ zajmuje się problemami powszechnymi w potencjalnie skłonnej do samobójstw populacji, takimi jak kłótnie w małżeństwie, kłopoty z alkoholem czy alienacja w pracy’. Gundlach, zaskoczony Ig Noblem, oświadczył, że wnioski z 1992 r. nie są już aktualne, gdyż obecnie muzyka country stała się weselsza.

Takich to oto i jeszcze wielu innych ciekawych odkryć można się dopuścić będąc naukowcem…

To ja może pójdę do ZOO?

by Mała Jaszczurka