Zatrzęsło mną

Zatrzęsło mną i mocno trzyma.
Jak tak można?? Jak można zabić człowieka przez pomyłkę?? Zastrzelić, zabrać mu wszystko, zabrać jego samego rodzinie, zniszczyć ten misterny mały-wielki świat i powiedzieć ‚sorry, pomyliliśmy się’… Jakim prawem? Kto daje komukolwiek prawo do decydowania o życiu lub śmierci drugiego człowieka? Kto na to pozwala? Kto stara się to wyciszyć i kto potrafi powiedzieć ‚przepraszam’ dopiero po interwencji dziennikarzy? Kto tłumaczy bezmyślność i niefrasobliwość? Kto usprawiedliwia głupotę i brak jakiegokolwiek kodeksu moralnego? Kto pomija ból, żal, cierpienie, jakiego nie jest w stanie wyobrazić sobie nikt, kto nie stracił dziecka, przyjaciela, partnera? Kto może po czymś takim spojrzeć w lustro nie spluwając w swoją własną twarz? Pytam kto… bo nie znajduję odpowiedzi. Nie wiem jakim prawem… bo takiego prawa nie ma. Jak można kogoś zabić przez pomyłkę? Odpowiedź jest jedna… nie można.
Nie mam słów, które mogą wyrazić to co czuję. Po raz pierwszy w życiu brak mi słów… Wiem tylko, że w sobotę bawiłam się z Hal na Juwenaliach, tańczyłam do ulubionych melodii, nuciłam ‚Krew Boga’, widziałam znajome i nieznajome twarze – wszystkie uśmiechnięte i byłam beztroska i szczęśliwa. I wiem też, że gdyby to było wczoraj i gdybym wtedy była nie w Warszawie a w Łodzi… moi rodzice mogliby usłyszeć tylko ‚zastrzeliliśmy ją przez pomyłkę… po prostu była w tłumie w który celowaliśmy’

Dziwny jest ten świat

Ojciec prać, czyli trudne wyjścia

Niedzielne wczesne popołudnie.
Bajka sztafirująca się okolicznościowo przed lustrem napotyka badawcze rodzicielskie spojrzenie z natury tych strategicznych ‚hę?’.
Między jednym a drugim przejazdem szczotki przez uwłosienie głowne, co by zmienić trochę imydż z ‚piorun dupnął w rabarbar’ w coś bardziej cywilizowanego (styl wierzby płaczącej, Świtezianka albo inna topielica), powietrze zakłóca kolejne badawcze spojrzenie + znacząco uniesiona lewa brew.
W wolnym tłumaczeniu taka konfiguracja oznacza daleko posuniętą troskę wypływającą ze szczerego serca wraz z uczuciem wielkiej odpowiedzialności za losy potomka. W szybkim tłumaczeniu oznacza to ‚ciekawość mnie zżera więc powiedz do cholery co, z kim, gdzie i dlaczego??’.
Nie reaguję. Udaję kandydatkę do wyborów Miss Czegośtam. One zawsze korzystają z atrofii mózgu więc i ja mogę sobie pozwolić na total bałałajka szoł i w ramach akcji ‚śpiewam, tańczę, stepuję, chcę zrobić karierę biznesłoman na Seszelach i walczyć o pokój na świecie a w międzyczasie wyjść bogato za mąż i mieć gromadkę klonów na ranczo w Arizonie’ uśmiechnąć się promiennie acz debilnie i walnąć jakieś powłóczyste spojrzenie z serii ‚nic nie rozumieć ale fajno jest, mryg, mryg’.
Niestety mam do czynienia z rodzicielem własnym – gdzieniegdzie ojcem zwanym, który co prawda już oswojony i wychowany w miarę przyzwoicie przez te lata trudnego dojrzewania przez mła osobiście, ale pewnych rzeczy mu się nie wciśnie nawet przez lejek bezpośredni.
Lejek bezpośredni, czyli uśmiech numer 5 + minka aniołka w ziemskim ciele + rzęs trzepot znaczący, działał na Zdzicha jakieś dwie dekady temu, kiedy to każdy wybryk można było zatuszować wrodzonym czarem i wdziękiem a zamiast bury od Mamuta dostać jeszcze złotówkę na lody od Zdzicha ‚co by jej z oczu zejść czym prędzej’.
Teraz to nie działa. Nie wiem czy czar i wdzięk mi się przytępił, czy też jemu mechanizmy obronne się wykształciły przez te lata ale ‚se ne da – pach pach’ i już.
Po drugim badawczym spojrzeniu mówiącym ‚hę?’ i okolicznościowym chrząknięciu Zdzich przemówił:

Zdzich – Wychodzisz? – padło pytanie strategiczne numer 1
Ja – Nie. Stoję przed lustrem i się czeszę 😉 – odparłam zgodnie z prawdą
Zdzich – A potem wyjdziesz? – nie dawał za wygraną
Ja – Dokładnie – zauważyłam trzeźwo – Po założeniu butów i kurtki.
Zdzich – Tak się patrzę, bo zazwyczaj się nie czeszesz – złośliwiec wziął górę
Ja – Zazwyczaj mnie nie widzisz jak się czeszę, bo albo śpię, albo mnie nie ma – złośliwce są dziedziczne
Zdzich – No tak. Zapomniałem już jak to jest jak tu mieszkasz – i lubią ze sobą konwersować
Ja – Zostawiam szczoteczkę do zębów 😉 Masz szansę sobie przypomnieć – bardzo lubią
Zdzich – Zanim cię znów gdzieś pogna na dwa lata? 😉 – oj tak
Ja – Na razie się nie spieszę – ćwierknęłam pogodnie odkładając szczotkę
Zdzich – A jak było na koncercie? – wykazał nagłe zainteresowanie Kultem mój rodziciel
Ja – Jak zawsze. Świetnie. – bo trudno żeby na koncercie Kultu nie było fajnie
Ubieram się…
Zdzich – O której będziesz? – pytanie strategiczne numer 2 zadawane przez ojca swojej 25-letniej córce
Ja – Nie wiem. Jak przyjdę to ci powiem 😉 – 25-letnia córka zawsze odpowiada to samo
Zdzich – Tylko się nie spóźnij 😉
Ja – Postaram się.
Zdzich – To baw się dobrze i korzystaj ile możesz… potem będziesz już za stara. – walnął z grubej rury
Ja – No dzięki 😉 – zaśmiałam się na myśl o tym o jakiej to randce myśli Zdzich
Zdzich – Zawsze do usług. Trzeba używać życia póki się da. – wujek dobra rada zawsze na posterunku
Ja – Jadę na spotkanie z Halką – wyjaśniłam
Zdzich – Nooo… to tym bardziej 😉

Ach ten Zdzich 😉
Miłego dnia

Tribjut tu kwietniowaja sonda

JEŚLI ŚNI CI SIĘ MORZE, TO OZNACZA…

******* że marzysz o seksie i generalnie wszystko kojarzy ci się z seksem… nawet pozornie niewinne morze – 34% (30osób)

****** że potrzebujesz urlopu – 22% (19 osób)

***** że jesteś wrażliwym, pełnym pogody ducha człowiekiem skłonnym do refleksji, który miewa swoje rozterki ale zawsze potrafi obrać odpowiedni kurs i odnaleźć zaginiony brzeg – 20% (18 osób)

**** że musisz jak najszybciej znaleźć łazienkę – 9% (8 osób)

*** że mogłoby ci się śnić cokolwiek, nawet poranne obrady sejmu, albo przepis na ciasto, albo odkryłeś swoje rozdwojenie osobowości bo nigdy nie pamiętasz snów – 7% (6 osób)

** że nie masz choroby morskiej… w przeciwnym razie śniłbyś o stałym lądzie – 5% (4 osoby)

* że ktoś cię wkurzył i najchętniej utopiłbyś go w tych wspaniałych okolicznościach przyrody – 3% (3 osoby)

Łącznie oddaliście 88 głosów.
Moje gratulacje.
Niepodważalnie świadczy to o tym, że potraficie klikać w okienka 😉

Wszystkie pytania i odpowiedzi powstają w moim chorym umyśle… nie polecam zatem jakiegokolwiek naśladownictwa albo eksperymentowania opartego na tychże… a jeśli już to na własną odpowiedzialność i w zakresie możliwie mało globalnym;))

Czymcie się rurki i w ogóle
Bajka ujkendowa

O komarzycy co lubi french kissy

Halucynka
Mały mówił, że Bel miał problemy z sikaniem wczoraj
wiesz czemu?
Bajka
no?
Halucynka
mały go zabrał do Międzylesia
i komar go uje* w fujarke
hyhyhy
Bajka
rechocze i nie może pisać
Halucynka
padłam
se znalazł strategiczne miejsce
Bajka
o jezu
popłakałam się ;))
Halucynka
tarzasz się?
Bajka
jeszcze jak
Halucynka
a Basia?
Bajka
Basia cię pozdrawia z podłogi ;))

Postarałam się… tu mi strzyka, tam kaszle, jeszcze gdzie indziej coś skrzypi

Nołgut nołgutem ale na weekend nowa notka ponoć być musi. Jak mus to mus, ja tam się łamać jeszcze nie będę. Postarać się można. O całą dekadę 😉 Zwłaszcza jak się kaszelek ma wdzięczny. Taki co to go z całą stanowczością można nazwać Rzęchomłotem albo innym płucnym amputatorem. Jeszcze trochę i będę robić dubbing za armatę. Taką z turbodoładowaniem. A z tym to wolałabym jeszcze troszkę poczekać. Bo to strasznie głupio tak chrychać uporczywie jak tu taka piękna wiosna wystrzeliła i nieprzyzwoicie wręcz pachną bzy. Do wczoraj przynajmniej była piękna i mimo mojej wielopoziomowej kotliny dolnej z narastającej niezależnie od wszystkiego zdołałam to dostrzec i w percepcji zanotować. Do tego księżyc jak w mordę strzelił. Nic tylko listy miłosne pisać, dzieci płodzić albo dokonywać rytualnych samobójstw. W listach miłosnych nigdy nie byłam dobra, bo zawsze mi jakieś złośliwe i sarkastyczne paszkwile wychodziły, dzieci płodzić nie mam z kim (zapewne przez te listy co to mi nie wychodziły 😉 a na rytualne samobójstwo jakoś nie mam chwilowo nastroju. Postanowiłam więc włączyć opcję ‚jamochłon’, nażreć się rzodkiewek do nieprzytomności i pójść spać. To ostatnie co pamiętam.
Nie wiem jak to się stało ale byłam pewna, że rzodkiewki zjadłam, zęby umyłam i zaległam w moim przyciasnym łóżku, w którym można leżeć only na boku i only z przykurczem kolan – po wyciągnięciu kopyt napotyka się bowiem koniec łóżka gdzieś w górnej części łydek za to niedaleko kostek budzi nas nagłe spotkanie ze stołową nogą i własny okrzyk ‚aaaa’ lub ‚oooo’ – w zależności od aktualnego ustawienia paszczy. Takiej oto sielanki byłam pewna i jakaż niezwykła niespodzianka spotkała mnie, gdy obudziłam się rano na dźwięk znienawidzonego Pana Budzika a oczom moim ukazał się… blat. Blat stołu widziany od spodu. ‚Łał’ – myślę sobie mocno jeszcze nieprzytomnie – ‚a wydawało mi się, że wróciłam na noc do domu… a tu niezła impreza chyba była’. Dopiero po dłuższym namyśle i odszukaniu w przestrzeni mózgowej mocno zakurzonego włącznika opcji ‚myślenie logiczne o 7 rano’ zdałam sobie sprawę, że to MÓJ stół i nie było żadnej imprezy. Szkoda w sumie. Mało tego ocknęłam się szczelnie zawinięta w śpiwór z jednym kapciem na stopie (drugi zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i do chwili wyjścia do pracy nie zdołał się odnaleźć), skulona wokół miseczki rzodkiewiek (która stała sobie w najlepsze na dywanie pod stołem czekając na konsumpcję) w prawicy dumnie dzierżąc szczoteczkę do zębów. Dżizas! Normalnie moc! A moje, z pewnością o niebo wygodniejsze niż podłoga, łóżeczko stało sobie tuż obok pięknie pościelone i czekające na mnie z przytulną kołderką. Kosmos. To ja tu się gnieżdżę pod stołem w jakimś śpiworze z rzodkiewkami i kapciem a tam wyrko samopas sobie stoi. No ładnie. Jako dziecię a nastepnie podlotek dość często zdarzało mi się padać ofiarą bogini Luny i łazić czy robić różne dziwne rzeczy poza wszelką świadomością we śnie. Raz nawet rozmawiałam przez telefon koleżanką i ponoć udzielałam całkiem trzeźwych i rozsądnych informacji… tyle, że na drugi dzień w rozmowie z tą samą koleżanką nie mogłam za Chiny Ludowe pojąć o co jej kurka siwa biega. Po prostu nie odnotowałam tego w pamięci bo rozmawiałam z nią przez sen. Potem jednak sytuacja się unormowała i przestałam robić samej sobie takie siurpryzy. Jak widać wczoraj była powtórka z rozrywki. Miejmy nadzieję, że tylko jednorazowa bo nie mam ochoty na takie przygody. A teraz bolą mnie plecy, w boku mi coś strzyka, w kolanie piszczy. Nie ma co – starość nie radość.
W dodatku po wyjściu z domu deszcz napadał mi za koszulę.
Ten deszcz to dopiero łobuz 😉

Nadal pozostaje dla mnie niezrozumiały motyw samotnego kapcia i jego zaginionego brata bliźniaka oraz sposób w jaki udało mi się znaleźć śpiwór (co na jawie bywa niemożliwe) i kompletnie ignorując łóżko uwalić się z całym warzywno-stomatologicznym ekwipunkiem pod stołem na środku pokoju.
I dlaczego nikt mnie nie obudził??
Chyba ze śmiechu 😉

Miłego dnia

Może herbaty z termosu?

Y
Kawa! o tej porze tylko kawa inaczej nie włącza mi się ukryta funkcja w mózgu – poranne myślenie
Ja
a to masz takie ciekawe funkcje?
ja rano mam tylko on-off
i nic wiecej
a jak przylepię sobie powieki taśmą do czoła to mam też wizję
Y
hhehe… to jedna z nielicznych funkcji jakie wykryłem u siebie
Ja
wow
gratuluje
jesteś wybrańcem
Y
wiesz, takie eastern eggs programistów mózgu
hmmm… muszę spróbować z taśmą
btw samoprzylepna izolacyjna czy tylko klejąca?
Ja
klejąca
izolacyjna zostawia ślady na brwiach
Y
no tak ale klejąca powoduje odpad tychże brwi na dłuższą metę
Ja
nie
trzeba tylko uprzednio brwi pokryć grubą warstwą kremu nivea
Y
to już wolę po rusku – na żywca, brwi nie szklanka, odrosną
Ja
no właśnie tu możesz się mylić
brwi mogą nie odrosnąć
mój kolega kiedyś sobie wyrwał brwi podczas zabawy przedszkolnej
i połowa mu tylko odrosła
jak dobrze wyrwiesz – zez cebulką znaczy się to może być problem
Y
połowa? znaczy nad jednym okiem ma a nad drugim świeci gustowną łysiną?
hmm… nawet nie chcę o tym myśleć
może nie bedę próbował eksperymentować z cebulą
Ja
z cebula?
zabrzmiało interesująco
Y
ja mam cebulę, cebulki jakoś za soft brzmią
Ja
hehehe
jak byś miał cebulę
to niezły warzywniak z ciebie
ale taki zalatujący niezdrowo
jak to czasem w autobusach wyziewnie zaliczyć można
Y
hehehhe… uwielbiam też czosnek, jeśli to ma podbudować twoją wizję
Ja
a natkę pietruszki?
(bajka z podbudowana wizją)
Y
natka pietruszki… jak się oglądnę w lustrze to poszukam, a nóż widelec coś tam rośnie
hmmm… w autobusach to najczęściej się spotyka tzw. fermentacje wódki/piwa, ewentualnie fermentację perfum
Ja
dobrze ze węch wyłączyłam
Y
hihih
Ja
najgorszy jest tzw. perfumowany gnój
czyli jak cizia zamiast się myć – się wietrzy
kiedyś kupię sobie kałasznikowa i zrobię czystkę komunikacyjną
Y
hehehe… no sporo jest takich pachnących osobniczek
Ja
a i osobnicy się zdarzają
Y
hmmm… wiesz ile bedzie cię kosztować sama amunicja?
Ja
wsadzę naboje z kiszonki
takiej zużytej już
muszą gdzieś być jakieś chętne krowy
Y
hmmm
ale to nie zabija
a powoduje tylko zwiększenie woni
po za tym w ekstremalnych sytuacjach możesz tylko zwiększyć komfort podróżujących
Ja
ale nikt nie powiedział w co ja to krowie łajno wyposażę
może na przykład wmieszam trochę TNT
Y
a dodatki wielofunkcyjne?
wybuchajace gówno… brzmi dość ekscentrycznie
Ja
biorąc pod uwagę jak witają się nosorożce nic nie brzmi ekscentrycznie
bo nosorożce zamiast wręczania sobie wizytówek rozmiatają na różne strony kupy własnych odchodów własnymi ogonami
to dopiero performance 😉
Y
hmmm… nie mają problemów z trawieniem i papierem toaletowym
Ja
myślę że z niczym nie mają problemów
nawet z natrętnymi sąsiadami
Y
może czas nauczyć się czegoś od nosorożców… hmmmm
Ja
no dzięki
Y
‚cześć’ i jebut kolegę kupą po twarzy
Ja
wyobraź sobie biznesowe spotkanko
z wręczaniem wizytówek
Y
hehhehe…. świetne
Ja
zkichałabym się ze śmiechu

;))

Piłeś? Nie jedź!… za dużo się rozlewa

X
siema termofor
Ja
ello sztuka
co dobrego?
X
niedużo
samochód mię się zepsuł madafoka!
5 kilometrów po odebraniu z naprawy!
Ja
uuu
nołgut
ale każda madafoka ma swojego fakinszita
rememberuj o tym
i się rozszczerz we wdzięcznym uśmiechu
X
jak się Pani układa?
Ja
a dziś lepiej dziękuję
wyprasowałam sobie koszulę
to się nawet pod pachami nie gniecie
tylko boję się schylić co by się o kant spodni nie pociąć 😉
X
bosz.. co to za święto?
Ja
a jak się Panu szanownemu psze Pana układa?
po lewej czy po prawej stronie?
(bajka wredota)
X
mi się rozkłada
i to równo
Ja
ooo
to musi boleć czasem
X
czasem… bardzo boli… muszę wtedy szukać zapomnienia i ukojenia
w ALKOHOLU
Ja
moczysz przyrząd w alkoholu?
cóż za marnotrawstwo trunku
no ładnie
X
narząd nawet
i to gębowy

;))

Pingwiny to nieloty… czyżby?

W drodze na przystanek autobusowy wiele może nas spotkać. Można na przykład usłyszeć (całkowicie przypadkowo naturalnie) fragmenty bardzo interesujących rozmów. Wszystko zależy od tego za kim się idzie i jak głośno ten ktoś mówi. Wczoraj miałam szczęście do zakonnic. Przez zielony skwerek pomykały sobie niczym rącze łanie dwie siostrzyczki w gustownych habitach rozprawiając o czymś i gestykulując żywo. Scenka o tyle groteskowa, że stereotypowo rzecz ujmując panie zaślubione stwórcy zwykliśmy postrzegać jako ciche, spokojne, skromne, równo zważone z zamiłowaniem do cierpiętnictwa, każdą wolną chwilę wykorzystujące na modlitwę i przyglądające się światu łagodnym spojrzeniem młodej łani z pozycji wolnego słuchacza na arenie dysput wszelakich. Z tym wiekszym zdziwieniem spostrzegłam wypieki na policzkach obu pań i usłyszałam dość głośny nerwowy szczebiot.

Zakonnica lewa – Bo mówię ci, ten mój brat Piterek, to był wczoraj czy przedwczoraj na jakimś ognisku, no wiesz piwko, te sprawy
Zakonnica prawastrzyże uszami z zaciekawienia i słucha dalej – Uhm
Zakonnica lewa – I tam go ktoś normalnie popchnął do tego ogniska – kontynuuje coraz bardziej wzburzona – Wyobrażasz sobie?
Zakonnica prawanie mogąc sobie wyobrazić – No daj ty spokój. Nie może być…
Zakonnica lewa – A jednak – ciągnie dalej – Na szczęście nie wpadł do tego ogniska ale mówię ci normalnie jak się wkurzył to historia
Zakonnica prawa ze zrozumieniem dla zdenerwowania rozmówczyni miarowo kiwając głową – No popatrz
Zakonnica lewa – Normalnie tak się wkurzył, że o Jezu!

Dalej nie słuchałam bo tłumiłam chichot własny i do stłumienia ciężki.

Opowiedziałam o tym zdarzeniu w przerwie wczorajszej próby.
Kolega stwierdził, że on to w ogóle miał wczoraj ‚dzień pod zakonnicą’.
Wolę nie wnikać w szczegóły.
Pora chyba jednak zweryfikować swój pogląd na grzeczne siostrzyczki ;))

Miłego dnia

Jestem alergikiem

To potworne. Absolutnie nie do zaakceptowania. Wprost koszmarne. Mam alergię na pracę. Jak ja sobie biedna sierotka z tym poradzę… sama na środku oceanu… Help! Hilfe! Pomoszczi! Bul bul!
Siedzę sobie z miną rasowej blond cizi za biurkiem, przekładam nóżkę na nóżkę, rzęskami robię ‚mryg’ ‚mryg’ i w razie konfrontacji z niebezpiecznie zbliżającym się do mnie zza zwałów papierzysk (niezła sterta narosła przez to szczytowanie, do unii wchodzenie i świętowanie narosła) czifem, usta wyginam w podkówkę i niczym anonimowy nałogoholik przyznaję się w myślach ‚Mam 25 lat… jestem alergikiem’. Aplauz proszę państwa. Ponoć pierwszy krok do wyjścia z choroby to przyznanie się do niej. Przynajmniej jeśli chodzi o uzależnienia. Moje uczulenie na pracę i wszystko co jej dotyczy można z czystym sumieniem pod to podciągnąć, bo taki stan rzeczy bardzo mi odpowiada a słodkie nicnierobienie, które uskuteczniałam przez ostatni tydzień mogłoby sie z łatwością stać czymś w moim stylu. Niestety nie bardzo ma na to szansę. Za to większym sukcesem zapewne za chwil kilka cieszyć się będzie ten znienawidzony alergen, którego już się dłużej nie da uniknąć.
Nic nie poradzę, że choć wybitnie mi nie na rękę pozbyć się tego nałogu, to nie mam wyjścia. Nawet awaryjne zamurowali. ‚Nie chcem ale muszem’, jak to ongiś prezydent Łazęga wydukał. Tak, tak. Pora zmierzyć się z ponurą rzeczywistością i hałdą makulatury. Chociaż z drugiej strony… jakby sie tak dobrze tymi papierami zasłonić tu z lewej mańki i tu jeszcze troszkę z tyłu… to można by sobie walnąć jakąś przyjemną sjestę z waniliową kawusią i nogami na stole 😉

Bajka aka Przebiegły Leniwiec