Jest taki ktoś… dla A.

Jest taki ktoś, kto jest dla mnie uosobieniem piękna, łagodności, oddania, wierności… kto składa się z miłości. Jest ideałem partnera. Ale nie ezgaltowanym świętym… Nie. To jest tak naturalne, że sprawia wrażenie jakby nie mogło być inaczej…

Ten ktoś potrafi zrozumieć bez słów i nic nie mówiąc sprawić, że człowiek czuje się kochany tak mocno, że aż boli. Nie podcina skrzydeł… pomaga wzlecieć… nie zatrzymuje… Wiem jak potrafi kochać – tak mocno, że umie pozwolić komuś odejść…

To kobieta… Jej piękno nie jest złudne jak fizyczność… nie tylko… To wnętrze, piękny umysł, dusza, urok osobisty… Kogoś takiego najbardziej kocha się za zwyczajność i powszedniość… bo jest to codzienność odświętna… a taka jest najdroższa na świecie…

Nigdy nie mogłam sobie wyobrazić jak można skrzywdzić kogoś takiego… To tak jakby znikły wszystkie uczucia…

Jakby zabić anioły…

Requiem

Sonda grudniowa – podsumowanie

Co chcielibyście dostać pod choinkę?

* przystojnego Mikołaja lub urodziwą Mikołajkę – 36 osób (26%)
* buziaka – 25 osób (18%)
* Radziecki Termos podany saute i zapakowany tylko w kilka kropel ‚Gran de folie’ – 22 osoby (16%)
* talon na święty spokój – 17 osób (12%)
* turbogumonapawarkę i onuce z trybem wstecznym – 11 osób (8%)
* kota zwanego świrem od zbyt częstego czytania blogów – 11 osób (8%)
* obronno-zaczepne jajko z niespodzianką z napisem F1 – 8 osób (6%)
* jeszcze jedną szansę na zagłosowanie w sondzie – 5 osób (4%)
* stojak pod choinkę – 2 osoby (1%)

Dziękuję 137 uczestnikom i zapraszam do kolejnej sondy

Bajka

Parę słów

‚Mogłabyś się wiele od Niej nauczyć’

‚Nie mam dla Ciebie czasu – pracuję’

‚Dlaczego nie możesz być inna?’

‚Jesteś nienormalna, lecz się’

‚Mam Cię dość’

‚Nienawidzę Cię’

‚Żałuję, że nie umarłaś’

Wybaczamy zapominając…

Niektórych słów zapomnieć nie sposób…

Chłodne dywagacje, czyli lodowisko gratis

Zima jak co roku zaskoczyła drogowców. Przychodzi taka z końcem listopada albo w grudniu… skubana nawet nie zapuka tylko od razu tym śniegiem i innym dziadostwem mokrym wali po pysku… Breja wszędzie… Bo to przeciez bardzo dziwne, że zima… o tej porze roku? na tych współrzędnych geograficznych? Przecież wszyscy myśleli, że ona w tym roku sobie odpuści i nie przyjdzie… Przyszła… jak na złość… Tylko na zimę w tym kraju można liczyć – niezawodna…

Wczoraj wieczorem była uliczna promocja… Wszyscy wzięli udział. Takie tłumy że ho ho. Ale akcja. Na asfalcie szklanka z ratami bez oprocentowania, chodniki pokryła gratisowa ślizgawka z warstwą wody – taka dodatkowa atrakcja… żeby jak już ktoś się wyłoży jako bonus miał mokry zadek a do tego można było zrobić sobie hartująco-lodowatą kąpiel obutych stóp w obowiązkowych kałużach-pułapkach. Taki nieoczekiwany zbiornik wodny o małym znaczeniu strategicznym charakteryzuje się specyficzną pokrywą śnieżno-brudno-lodową co do złudzenia upodabnia go do kawałka ubłoconego asfaltu. Człek robi krok naprzód i nagle ląduje po kolana w zimnej brei.
Na starówce ludzie stali w miejscu i zjeżdżali na rynek… panika…
Błąkał się jakiś jaskrawo oznakowany pan z piaskiem firmowym rozsypując go tu i ówdzie ale jakoś tak bez przekonania. A piasek wsiąkał szybciutko i zanim zdążył pomarzyć o tarciu, pokrywała go świeżutka nowiutka warstwa śniegu zmieniająca wkrótce barwę na ziemistą.

Widziałam te harce i łamańce… i nóż mi się w kieszeni otwierał razem z nożyczkami i obcinaczem do racic… bo gdzie te wszystkie pieniądze, które trafiają z podatków do kasy miasta się podziewają? znikają jak ulice pod lodem? raczej w kieszeniach tych, co na górze… Szkoda, że Warszawie – ponoć wizytówce kraju – tak daleko do jakiegokolwiek dopuszczalnego poziomu drogowej cywilizacji. Z czym przepraszam do tej Unii idziemy? Z brakiem gipsu w szpitalach, bo zima przyszła niespodziewanie i ludzie jak na złośc łamią sobie wszystko co mogą na śliskich nawierzchniach? Ja doślizgałam się wczoraj do domu bez kontuzji ale wiem, że nie wszyscy mieli to szczęście… Przypomina to coraz bardziej rosyjską ruletkę – czy dziś się uda czy będzie ostry dyżur?
Ech…

Skąd my to znamy? ;)

Klient do handlowca:
Czy mogę zatem prosić o wersję demonstracyjną?

Handlowiec do klienta:
Praktycznie mamy takie aplikacje gotowe. Wystarczy tylko poddać je odpowiednim modyfikacjom, aby dostosować je do potrzeb waszej firmy.
Nie zajmie nam to dlużej niż tydzień.

Szef sprzedaży do handlowca:
Mamy wieloletnie doświadczenie w tworzeniu tego typu aplikacji. Nie ma
więc żadnych problemów, aby obsłużyć tego klienta. Co wiecej, możemy skrócić termin wykonania projektu jeżeli konkurencja będzie nas naciskać.

Dyrektor do Szefa Sprzedaży:
Proszę przekazać informację klientowi. Dyktuję: Zlecili nam Państwo projekt
z dziedziny, w której nasza firma ma wieloletnie doświadczenie. Wykonaliśmy
już wiele podobnych projektów dla bardzo znanych firm, a zatem i Państwa zamówienie zostanie wykonane w podanym przez Was terminie.

Główny Manager do Dyrektora:
Projekt udowodni klientom zdolności naszej firmy w zakresie elastycznego dopasowania się do potrzeb użytkownika. Moim zdaniem możemy podjąć się tego
zadania, ale pod pewnymi warunkami.

Szef Projektu do Głównego Managera:
Projekt wymaga pewnych zmian strategii i niewielkiego doszkolenia paru
ludzi. Moim zdaniem możemy ostrożnie podjąć ten temat.

Szef Programistów do Szefa Projektu:
Projekt wymaga zmiany zalożeń. W tej chwili nie mamy ludzi, którzy mogą się
tego podjąć. Wymagało by to dodatkowego szkolenia. Moim zdaniem nie jesteśmy gotowi do podejmowania zadań tego typu.

Programista do Szefa Programistów:
Nie jesteśmy w stanie napisać tego programu w zaproponowanym terminie.
Wiecej. Nie jesteśmy w stanie napisać go w ogóle. Wymagało by to bowiem całkowitej zmiany strategii firmy i wejścia w całkiem nową dla nas dziedzinę, a nikt z naszego zespołu nie ma odpowiedniego zasobu wiedzy z tej dziedziny. Moim zdaniem nie powinniśmy byli przyjmować tego zlecenia bez zastanowienia.

Nadesłał Pablos – programista

Njus łiwałt nambera

W sobotę w Stodole ostatni koncert Kazika Na Żywo.
Gra im się fajnie ale nie mają koncepcji co dalej, więc KNŻ się kończy. Szkoda… ale co by tu zrobić, by to zobaczyć?
W portfelu głuchy Mordor i halny spod samiuśkich Tater…

Aktivist zawsze ma ciekawe konkursy…

Wygrałam 3 bilety…

Życie jest piękne 🙂

Miłego dnia

Papka

Brakuje mi:

– letniego ciepła, żebym nie musiała spać w skarpetach
– hamaka w ogródku u rodziców nocami nawet jak cięły komary
– psychiki Kuby Rozpruwacza
– wyglądu Liv Tyler skrzyżowanej z Angeliną Jolie
– pary centymetrów tak dla animuszu
– większości klepek
– czasu na podrapanie się za uchem
– kilku godzin w nocy na sen
– osobistego latynoskiego kochanka z zaprogramowaną funkcją prania, sprzątania i gotowania… bałaganić umiem sama

Pod dostatkiem mam:

– pustego miejsca w portfelu
– absurdalnie rozbrajającego uśmiechu i ‚nie_wiadomo_skąd_się_biorącego’ humoru
– farta… znowu nikt nie chciał mnie przejechać na ulicy gdy zaczytana po pachy wlazłam na ulicę
– włosów kota na wszystkich ubraniach
– patyczków kosmetycznych w umywalce… ‚tak se wpadły’ na imprezkę
– tuńczyka w lodówce
– skarpetek od pary… będę zakładać takie rozkompletowane i mówić, że to New Wave
– nut do Requiem Verdiego i ołówków 2B – teraz nie wiem co mam śpiewać, bo się pomieszały i nadal nie mam ołówka 6B
– piegów gdy pojawia się słońce

Wiem, że:

– tubka pasty do zębów zdeptana pod odpowiednim kątem może upstrzyć nam malowniczo czarne sztruksy – jedyne czyste spodnie dostępne w promieniu siły wrzasku
– plamiaste bojówki partnera założone jako s.o.s. do pracy mogą zrobić furrorę jako najnowszy krzyk mody i wzbudzić olbrzymie zainteresowane panów, że niby tak nonszalancko x numerów za duże a i tak świetnie podkreślają figurę
– figurę da się podkreślić nawet niechcący, za co bardzo bardzo bardzo przepraszam wszystkie panie nienawistkie spoglądające na mnie jedzącą pączka
– pączki zazwyczaj pokryte są lukrem
– lukier świetnie osadza się na brwiach… zwłaszcza gdy kolega opowiedział wyjątkowo dobry dowcip i walnęło się ze śmiechu czołem w pączka
– jestem walnięta… przez wyrób cukierniczy… i nie tylko
– jestem walnięta z natury
– lubię to 🙂

Bajka lukrowana

Paradoks

Co to jest paradoks?

Paradoks jest wtedy, gdy po dziesięciogodzinnym piątkowo-sobotnim nocnym maratonie filmowym, zawierającym wszystkie trzy części ‚Księciunia Obrączek’ z Gandzialfem, Pedziołkami i Le Golasem na czele, wysiedzianym w towarzystwie znajomych w trzecim rzędzie sali jednego z warszawskich multipleksów bez zmrużenia oka…

… idzie się jeszcze raz na ‚Powrót Króla’ w niedzielny wieczór i zdobywszy – nie bez trudności – bilety w drugim rzędzie w radości szczerzy się klawiaturę jak na XVIII Konkursie Chopinowskim.
Paradoks jak pragnę czereśni…

Tekst wieczoru:

Dżejkob – A Wy wiecie, że Le Golas ma pryszcze i jak będzie bitwa to taki wielki pryszcz przebiegnie nam przed oczami zasłaniając panoramę całkowicie?
Alti – taki z nóżkami…
Ja – i z wąsem…
Koza (wąsaty) – he he he
😉

Kurtyna

Prych prych

Jestem chora.
Dopadło mnie jakieś świństwo chorobowe i trzyma. 30 grudnia czułam się fatalnie. Wieczorem już wiedziałam, że nazajutrz do pracy nie pójdę… i nie poszłam. Nieprzytomna leżałam do popołudnia. Potem ocknełam się i było jeszcze gorzej.
Sylwestra spędziłam w łóżku… samotnie.
No nie licząc kota, bo Mopka dotrzymywała mi towarzystwa zakopawszy się w pościelowe korytarze ze strachu przed wystrzałami noworocznych petard i sztucznych ogni.
Zawsze myślałam, że samotnie spędzają sylwestra osoby, które nie mają partnera i nie mają z kim, bądź takie, które po prostu samotnie spędzić go chcą. Ja nie chciałam… i wydaje mi się, że nie jestem sama… ale wydawać się może dużo…
Było mi bardzo bardzo przykro, że ktoś z kim spędzam całkiem sporą część mojego życia, bawił się z naszymi wspólnymi znajomymi beze mnie. Miał być przed północą… był po trzeciej… Nie było życzeń… był telefon kilkanaście minut po dwunastej…
Niby nic… ot zwykły dzień… zwykła noc… ale przywykłam, że Nowy Rok wita się z kimś kogo się kocha…

Żeby nie było tak całkiem pesymistycznie, to wyżyłam się smakowo konsumując jeszcze ciepłe drożdżowe ciasto babcinej roboty i już zimny sernik tej samej produkcji. Niebo!

Na Nowy Rok życzę wszystkim, żeby nie było w nim żadnych rozczarowań i żeby zawsze mieli do kogo się przytulić w każdą, mniej lub bardziej wyjątkową noc, choćby do mruczącego i rozgłaskanego kota.

Bajkowe buziaki