Niełatwo jest pakować dwa lata swojego życia do starego marynarskiego worka w sobotni poranek.
Niełatwo jest zmuszać się do jedzenia… z rozsądku.
Niełatwo jest na nowo odkrywać ścieżki, o których chciało się zapomnieć.
Niełatwo jest brać jak najszybsze prysznice zamiast długich waniennych kąpieli, bo zimno daje się we znaki mocną gęsią skórką a oddech zaczyna być widoczny w powietrzu.
Niełatwo jest się przestawić.
Niełatwo jest budzić się bez cudnie zaspanej, rozgrzanej, mruczącej Mopki i jej przebierania łapkami po karku.
Nikt już nie miauczy ‚daj mi jeść zamiast wylegiwać się w łóżku, natychmiaaast!!!’… nikt nie przybiega do drzwi gdy przychodzę…
Niełatwo jest jeździć znowu do pracy dwie godziny z przesiadkami i każdy wypad do centrum traktować jak olbrzymią wyprawę w poszukiwaniu Świętego Graala.
Niełatwo jest przestać myśleć o tym co było dobre… i co już nie wróci…
Niełatwo jest wrócić do punktu wyjścia i udawać, że nic się nie stało, że będzie dobrze i że ‚jutro świat mnie pokocha’
Niełatwo jest nie załamywać się gdy wszystko po kolei się wali jak kostki domino.
Niełatwo jest przestać byc nudnym jak flaki z olejem.
Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo…
Ale będzie… mam nadzieję…
Odbuduję sobie swój mały świat od podstaw.
Nawet jak będzie gorzej niż źle
Poradzę sobie
Bo muszę
Przecież wszystkie bajki zawsze dobrze się kończą…
Bajka nieskończona