Prasówka zabójcza

Gazeta Wybiórcza zabiła mnie niczym komara na telewizorze. Z tą tylko różnicą, że ze mnie nie została mokra plama a tylko zaperzyłam się gniewnie niczym puszczyk na przymusowej diecie po złapaniu sztucznej myszy. Podała ta gazeta bowiem, że gdyby młodzież dopuścić do głosowania w eurowyborach, to Samoobrona miałaby zwycięstwo jak w banku. Partię Leppera popiera blisko jedna trzecia uczniów szkół ponadpodstawowych. O zgrozo! W jakim ja kosmosie żyję? Chyba czasoprzestrzeń mi się zakrzywiła niebezpiecznie.

W zakończonych wczoraj przez Centrum Edukacji Obywatelskiej wyborach do Parlamentu Europejskiego co to miały pokazać co i jak (bo dlaczego to niekoniecznie) wzięło udział prawie tysiąc gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Głosowało prawie 140 tysięcy uczniów, czyli 62% uprawnionych.

I teraz siurpryza powalająca. Proszę odstawić kubki z kawą, herbatą, sokami, maślankami i innymi napojami, przełknąć ewentualne pokarmy rozmaite, usiąść tak co by z krzesła nie spaść i ostre przedmioty poodkładać. Ekhem. Samoobrona zwyciężyła w 12 z 13 okręgów. Platforma wyprzedziła ją tylko w Warszawie. Według szefa CEO Jacka Strzemiecznego wyników nie powinno się lekceważyć. I najświętszą, jak cała Trójca w pobliskiej parafii, rację ma. Bo te wyniki oddają prawdziwe nastroje dużej części młodzieży i ich brak zaufania do ugrupowań politycznych. „Taki wynik może zmobilizować do udziału w prawdziwych wyborach tych dorosłych, którzy są przeciw Lepperowi”. I zacznijmy lepiej zdrowaśki i inne nowenny odmawiać, żeby zmobilizował. Bo jak nie to pryskam stąd wpław bez kajaka a pływać nie umiem. I będziecie mnie mieć na sumieniu.

Komentator wybiórczy Piotr Pacewicz też zauważa, że jest to ostrzeżenie, bo „dotychczas wyniki akcji ‚Młodzi głosują’ były względnie dobrym prognostykiem dla wyborów dorosłych, choć głosy młodzieży są na ogół bardziej skrajne i radykalne”.
Mnie to jednakowoż nie pociesza wcale.

„Młodsi uczniowie częściej wybierali Leppera, dlatego że w ich fazie rozwoju intelektualnego są bardziej skłonni myśleć w uproszczonych kategoriach, wierzyć radykalnym liderom i w ich proste recepty. A Lepper jest najbardziej wyrazistą postacią polskiej polityki”.
Oj wyrazisty to on jest jak żółte gumiaki Antka Szprychy. A jaki wniosek z tego całego zamieszania płynie? Ano taki, że nie należy nadmiernie ufać ostatnim sondażom, w których poparcie dla partii Leppera maleje. Chyba czas jednak pomyśleć o tym co mogłoby się wydawać jedynie kiepskim serialem fantasy z cyklu ‚Xenon wojowniczy śmierdziel oborowy’.

Dorośli biorący udział w tych sondażach mogli bowiem ukrywać poparcie dla Samoobrony, wstydząc się przyznać przed ankieterem, że podoba im się powszechnie krytykowany Lepper. Tymczasem dzieci po prostu wyrażały swoje przekonania lub powtarzały to, co mówią rodzice w domu.

To tak jak z Wiśniewskim, którego niby nikt nie słucha i nie ogląda a każdy wie co to ‚Ich Troje’ i kogo nazwał głupią cipą. Paradoksy są wśród nas. I to całkiem blisko. Bo ludzie boją się ostracyzmu, wyśmiania, etykietek lokalnych imbecyli… a niektórzy w wierzą niestety że ‚będzie leppiej’ 😐

Marną dla mnie pociechą jest fakt, że w prawdziwych eurowyborach będzie dużo niższa frekwencja niż w głosowaniu szkolnym i zapewne najbardziej sfrustrowana część społeczeństwa – potencjalni zwolennicy Leppera – nie pójdzie głosować.

Boże, spuść nogę i kopnij.
Tylko się nie pomyl.

Wzdech popołudniowy

Rozpaczliwie potrzebuję żeby mnie ktoś potrzebował…

i żeby ten cholerny Piasek co to go tak nie trawię przestał wreszcie wyć z głośnika do ogółu ‚jedna na milion’
nie mógłby tak do mnie?
choćby tylko tak, żebym mu mogła uroczo i kokieteryjnie odpysknąć, że już nie dla niego. ech

Męczyzny to i może z Marsa som ale na Wenus żadnych bab nie ma i nie było

Dziś rano Pan Budzik zaintonował swoje kokodżambo wcześniej niż zwykle. O dziwo wstałam bez oporów, nie wyrżnęłam orła na środku pokoju, nie zdemolowałam łazienki i nie wysadziłam w powietrze połowy miasta drugą połowę obrzucając mroczną klątwą i rozlicznymi bluźnierstwami ani nie dokonałam brutalnego gwałtu na emerytowanym sąsiedzie Tadeuszu. Jednym słowem nuda. Zaczęłam już rozważać egzystencjonalne problemy rzodkiewki na tle rewolucji kulturalnej w Kongo. Straszne rzeczy mi wychodziły więc włączyłam radio z jakimiś wyjcami i umalowałam sobie jedno oko. Tak dla kurażu. Drugiego nie zdążyłam bo feromonalny głos pana z głośnika poinformował mię cudownie, że za chwil kilka widoczność na promyczki ograniczy nam Wenus co to się przez Słońce przetoczy i że taka akcja ma miejsce raz na dwieście lat z hakiem. No to mnie wcięło. Z przytupem. Porzuciłam refleksje warzywno-bulwiasto-podziemne oraz mejkapy rozmaite i dzikim pędem rzuciłam się w szafę w poszukiwaniu czystych spodni. Bo przecież nie wypada tak wiekopomnej chwili przywitać w oczojebnie pomarańczowej piżamce z żyrafą choć by nie wiem jak była piękna. Cza być w butach na weselu a w spodniach na zaćmieniu. Zwłaszcza, że za dwieście z vatem lat to ja będę występować w przyrodzie li tylko w postaci mocno lotnej i to z rzadka bo nawet popioły się lubią z czasem rozwiewać. Rzut w szafę zaowocował kolejnym siniakiem do kompletu (tym razem na łydce), nową hybrydą przekleństwa ze znienawidzonym imieniem męskim (bo to przez niego się teraz w tę szafę muszę rzucać nie swoją) i – eureka – czystymi portkami sztuk raz. Czysty spodzień na dnie szafy charakteryzuje się zazwyczaj nieograniczoną liczbą nieoczekiwanych zagnieceń we wszystkich dostępnych miejscach, koszmarnym kolorkiem i/lub krojem absolutnie demode tudzież rozlicznymi felerami natury przypadkowej. Dlatego właśnie jest jeszcze czysty i leży na dnie szafy. Spodnie znalezione dziś zaskoczyły mnie dokumentnie. Nie dość, że nie wymiętolone to w dodatku zwykłe czarne sztruksowe biodrówki. Mój Anioł Stróż musi być facetem. Baba pozwoliłaby mi znaleźć co najwyżej jutowy worek, nieforemny, cuchnący ziemniakami i w dodatku o pięćset rozmiarów za duży. Ale, że ja różańca i piwa nie odmawiam, to pewnie tylko jakiś strasznie upierdliwy męcizna mógł znieść taką podopieczną. Jak nic psychopata. Takich lubię najbardziej. Rozważania natury męsko-damsko-powalonej przerwała ponowna zapowiedź pana z głośnika. Na jego głos gęsia skórka pokryła moje rozliczne członki. Wyskoczyłam z piżamki, wskoczyłam w tekstylia i ignorując motyw skarpetek udałam się palić świece. Nie żebym się bawiła w pogrzeby albo poranne satanistyczne obrządki albo nagle poczuła gotyckie ciągoty ale jakoś musiałam opalić tę szybkę co to przez nią miałam to zjawisko astronomiczne przylukać. Bo gołym okiem nie polecam. Chyba, że ktoś nie jest zbytnio przywiązany do swojej siatkówki. Ja tam jestem. Oczywiście ignorując wszelkie prawa fizyki, matematyki, gramatyki i ortografii, szybka mi się wzięła i rozpękła na mniejsze i większe pół upiekszając mi malowniczo kuchenną podłogę z dźwięcznym brzękiem. Ale nic to. Zamiast się wkurzyć zarechotałam podejrzanie, zamiast posprzątać od razu olałam system i uświniłam się świeżutką sadzą zaraz potem, a zamiast jednej szybki miałam dwie – bilans dodatni. Z opalonym szkłem, sadzą na tyłku dotąd czystych spodni, włosem rozwianym i bez skarpetek za to z jednym umalowanym okiem udałam się na dwór podziwiać tą Wenus co to się na Słońce napatoczyć miała. I faktycznie coś tam się zakotłowało w tych promieniach, oko mi załzawiło rzęsiście, cień szedł, szedł i przeszedł i tyle ją widzieli. To ja sobie myślę, że jak ludziska mają ponad dwieście lat czekać na takie cuś, to niech sobie od razu dadzą spokój i pójdą wyżerać truskawki prosto z grządek bo nie warto. Przyjrzałam się tej Wenus. Żadnych bab tam nie ma i nie było. Zero sklepów, handlowych pasaży i salonów fryzjerskich. Pewnie wszystkie panie siedzą na Marsie i wałkami tłuką panów. Tak profilaktycznie 😉

Hormony mi się z pyłkami pomyliły

Bajka
wkurwionam
Halucynka
a czamu?
Bajka
doła łapię chyba
Halucynka
ja się martwię
bo dopiero 10.30
a ja już mam niewiele do roboty
Bajka
no i co?
Halucynka
i jajko
dłubam prace
i mam w nosie
Bajka
dobrze ci
ja nie będę miała czasu się po dupie podrapać
Halucynka
to poproś czifa, żeby cię drapał
na pewno się chętnie zgodzi
Bajka
on na pewno chętnie, ech
jaka ja jestem beznadziejna
Halucynka
dlaczemu?
Bajka
tego nie wiem
tak jakoś wyszło
pewnie coś na górze popierdolili
i wyszedł im zakalec
myśleli, że nikt się nie połapie
ale ja sprytna jestem
niestety
Halucynka
ale o so chodzi?
Bajka
o nic
Halucynka
hę?
Bajka
taka mię żałość ogarła
i trzymie 😉
Halucynka
hyyyyyy
bo leżę i kfficzę
Bajka
wurwa czemu?
Halucynka
za tę żałość co cię ogarła
to masz u mnie jobla
Bajka
ja tu się odsłaniam depresyjnie
i sznur plotę na szyję
mą powabną 😉
a ta się chichra
Halucynka
eee?
Bajka
noo
dół jak ch*
i to bez dżądrów
Halucynka
w zwisie
of kors
Bajka
no ba
mi wszystko zwisa
poza biustem
Halucynka
ha!
Bajka
bo jest w chwilowym zaniku
i nawet zwisać już nie ma co
Halucynka
to już jest jakas oznaka
Bajka
oznaka?
czego?
Halucynka
nie wiem czego, ale oznaka jest!
Bajka
lobotomii chyba
u wczesnojesiennego drobiu
na kurzej fermie w Pierdziszewie
Halucynka
kurzej?
Bajka
no a jakiej?
koguciej?
Halucynka
może być kacza
będzie kaczo!
Bajka
kaczorowi to nawet w zimnej wodzie staje
jak wieść gminna niesie

(tu miały miejsce różne mniej lub bardziej cenzuralne teksty mówiące o tym, że facety jakoweś by się zdali i to na gwałt)

Bajka
idę do sklepu
Halucynka
kupić se kogoś?
dzie ten sklep?
ja też chcem
Bajka
nie było
nikogo interesującego
kupiłam małosolne
i kabanosy
Halucynka
zgłodniałam
chyba se zrobię kisielek wyśniowy
Bajka
a ja żrem serek pedalski
znaczy się homo
który wzbogaciłam trupami truskawek
zerwanymi z działki
Halucynka
ha!
trupożerco
Bajka
a lubię czasem
dobry trup nie jest zły
Halucynka
taa
zwłaszcza gorący kubek

Halka zażyczyła sobie ongiś co by ją po śmierci spalić – gorący kubek z niej będzie pyszny 😉

Poniedziałki są do bani… no chyba, że kawa się sama rozpieszcza a mleko kondensuje

W każdy poniedziałek rano zauważam u siebie tożsamość Bourne’a. Budzę się (nierzadko w rożnych dziwnych miejscach), nie wiem kim jestem a z lustra patrzy na mnie jakieś obce zombie ze szczoteczką w zębach. Herbata smakuje jak ludwik, ludwik nabiera podejrzanie herbacianego wyglądu, w zlewie mieszka Pan Bajzel i lada chwila talerze z którejś kolacji się wiosennie zazielenią a nosem puszczam bańki. Jest kolorowo i pryzmatycznie, zwłaszcza pod słońce. Ale ludzie jacyś rozmyci, bez konturów, warstwowe plamy. I nie poznaję nikogo. Nawet siebie w przelotnych wystawowych szybach. Ale może to z uwagi na zamknięte oczy. A może to przez brak okularów. Hmmmmmm… Przemyślenia zazwyczaj przerywa przydrożny słup latarniany, któremu przez pomyłkę mówię ‚dzień dobry’. Przez pomyłkę, bo chciałam powiedzieć ‚przepraszam’. Ja to jakaś dziwna jestem i z savoir-vivre’m w zupełnym zaniku. Atrofia dobrych manier. Potem wcale nie jest lepiej. Odruch warunkowy (nie mylić w wymiotnym – ten jest późnym popołudniem) kierunkuje mnie do lochu zwanego szumnie pracą, gdzie zamiast ‚arbeit macht frei’ wszyscy coś ode mnie chcą i się najwyraźniej uwzięli, bo ja nie mam pojęcia o co chodzi a czif wygląda jakby pod marynarką miał odbezpieczony granat. Do tego głowę bym dała, że z przeciwległego budynku celuje we mnie snajper i jeśli zaraz nie zrobię czegoś co powinnam zrobić na przedwczoraj wybije mnie i moją rodzinę w pień do siedmiu pokoleń wstecz. Kurde może ja jakaś hrabina jestem i o tym nie wiem. Hrabia Mąką Prysnął to jak nic był mój przodek a ja co? A ja nic a nic o tym nie wiem i zamiast przodka mam tyłek. Tyłek mam generalnie wypięty na robotę i kserokopierkę co to się popsuła (nic o tym nie wiem i tej wersji będę się trzymać). Wszak to poniedziałek a tak z początku tygodnia przepracowywać się nie wolno. Tymczasem więc zignoruję czającego się za winklem snajpera i wszystkie odbezpieczone czifowo granaty świata i pójdę zrobić sobie kawę. O!

Bez tytułu

Jakaś osoba kradnie moje myśli, marzenia – moje teksty i podpisuje je własnym imieniem, jako swoje. Wdziera się z butami w moje życie i kradnie wszystko na co ma ochotę: nick bajka-007 (fragment adesu strony pomóż-bajce…) notki z obu blogów, skróty myślowe, odnośniki, sondy. Nie rozumiem jak po czymś takim może dalej żyć jakby nic się nie stało, udawać, że egzystuje, choć żyje w nie swojej skórze. Czy można jakoś usprawiedliwić takie bezmyślne nic jakim ta osoba się staje? Chyba tylko tym, że jej własny świat jest na tyle pusty i nieciekawy, że musi zabierać po kryjomu cudzy i dopisywać do niego własne bajki. Ale tego nie jestem w stanie zrozumieć nigdy. Jakim prawem?

Pierwszy blog, gdzie były moje wiersze, już skasowała.
Drugi jeszcze jest.
Gardzę tobą mała złodziejko myśli i słów.
Dla mnie jesteś nikim.

bajka-007.blog.pl
sweet-madzia.blog.pl

Bejsi, Doodie, Śliwka, Baśka

Baśka ma 22 lata. W poniedziałek miała wylew. Leży w szpitalu. Dziś się o tym dowiedziałam. Bywało różnie. Miałam wiele pretensji. Słusznych i tych trochę mniej. Mocno się między nami popsuło. Teraz wiem tylko, że chciałabym pojechać tylko po to by potrzymać ją za rękę. Potrzebuje tego. Nawet jeśli potem znów miałybyśmy się do siebie pół roku nie odezwać, to teraz z całego serca chcę żeby wszystko było już dobrze. W takich chwilach czuję się bardzo bardzo malutka. Brak mi słów.
Bedę pod szpitalem o 18. Kupiłam sok i jabłka zielone. Dwa. Trzymaj się dzielnie. Bajka

Obywatelu, zrób sobie dobrze sam…

Mamut poranny bywa rzadko. Bo Mamut poranny zmywa się szybciej niż Bajek otworzy lewe oko w malignie budzikowej. Kiela piątej. O tej porze normalni i przyzwoici ludzie dopiero do domu wracają. A nie idą do roboty. Ta jest! Dziś Mamut był drugozmianowy więc poranna jego obecność dała się zarejestrować nagłym świergotaniem przedsionków i wszelkich połączeń nerwowych. Synapsy mi prawie eksplodowały pod czułym ćwierknięciem na zbyt wysokich dla przeciętnego śmiertelnika częstotliwościach:

Mamut – Wstaaaaaaawaaaj! Za 10 siódma!!
Głos Mamuta ma specyficzną właściwość. Nikt nie chce usłyszec tego porannego okrzyku powtórnie. Dlatego właśnie powieki rozwierają się błyskawicznie a nasza rozespana przytomność osiąga prędkość światła.
Ja – Hmmm… czyli za 10 minut zadzwoni budzik. Po cóż więc mnie budzisz tak tragicznie przedwcześnie o wyrodna matko? – zagrzmiałam spod szczelnego kokona kołdrowego
Mamut – Nie chciałam żebyś tragicznie zaspała moja niewdzięczna córko – przywołała mnie do porządku moja wyrodna matka
Ja – I właśnie dlatego nastawiam ten cudowny wynalazek – budzik moja cudownie upierdliwa matko – wytłumaczyłam najgrzeczniej jak o tej porze potrafię
Mamut – Budzik-srudzik a budzenie osobiste jest o niebo lepsze – z przekonaniem ćwierknęła Krycha
Ja – Z rewizją osobistą to i się zgodzę… jak najbardziej ale co do budzenia to mamy inne normy wytrzymałościowe – jęknełam rozpaczliwie próbując powrócić do przystojnego Bradleya i jego łydki pozostawionej w sennych majakach na pastwę poranka
Mamut – Wstawaj i już, raz raz – rzekła nie znoszącym sprzeciwu tonem – Przynajmniej zjesz śniadanie jak cywilizowany człowiek
Ja – Ja nie jadam śniadań od przedszkola. Nie pamiętasz? I tak lądowały za kaloryferem albo w doniczkach – przekonująco dodałam powracając w mniej cywilizowane za to bardziej historyczne klimaty
Mamut – To się kakao napijesz – nieustający poranny melanż
Ja – Wstanę punktualnie o siódmej. – nieustający poranny wkurw – Nadgorliwość gorsza od faszyzmu.
Mamut – No to już za moment – radośnie uśmiechnięta oddelegowała się do kuchni
Ja – I właśnie dlatego wczesnym rankiem wszystkie budzikowe matki powinno się kneblować marynowanym śledziem – stęknełam wyłączając włączający się właśnie budzik
Mamut – Słyszałam – poinformowała mnie włączając kuchenkę
Ja – To bardzo dobry objaw. Znaczy, że laryngolog zbędny – zauważyłam rzeczowo
Mamut – Zrobię ci coś dobrego – włączyła się opcja – matka śniadaniowa
Ja – Eeee, dzięki – sama sobie zrobię – śpiesznie wycofałam się z wizji dorodnych pajd chleba z zawartością połowy lodówki, któych nijak nie mogłabym zmieścić do ust

Nie lubię jak mi się zabiera 10 minut snu o poranku, kiedy to właśnie ów sen należy się każdemu bardziej niż kiedykolwiek indziej.
😉