Ziuta
żyjesz?
Bajka
nie
Ziuta
na pewno?
Bajka
tak
Ziuta
aleś ty dziś elokwentna
Bajka
reglamentuję głoski
Ziuta
a poczemu?
Bajka
poczemu to stoi ta rzodkiewka
Ziuta
no to dlaczego?
Bajka
co by energii nie marnować po próżnicy
Ziuta
po co ci tyle energii? i tak zawsze masz za dużo
Bajka
otworzę elektrownię i reaktorem jądrowym będę świat straszyć
Ziuta
jesteś niespełnionym czarnobylistą?
Bajka
nie ale ponoć kobiety są zazdrosne o penisa więc ja pójdę dalej
Ziuta
tylko daleko nie odchodź
Bajka
średnioeuropejskie 16 cm to chyba nie mila morska
Ziuta
serio tylko tyle?
Bajka
noo
Ziuta
kiepawo
Bajka
ja też zawsze miałam nadzieję na więcej co by mi choć 20 cm linijkę wypełniło, rozczarował mnie ten durex
Ziuta
toż ja specjalnie kupiłam trzydziestocentymetrową
Bajka
wiesz, fantastyka nie sprzedaje się ostatnio najlepiej
Scenka (nieu)rodzajowa
Rozumiem, że może boleć. Rozumiem, że można nie móc zapomnieć o kimś, kto był w naszym życiu ważny… nierzadko ważniejszy niż my sami. Rozumiem to świetnie. Mam tak dwa razy w tygodniu. Raz przez dwa dni.. i raz przez pięć. Bywa. Człowiek nie maszyna, emocje jak ognisko – lubią tlić się miesiącami, latami czasem nawet. Już czasem wydawać by się mogło żeśmy zdrowi już całkiem, że zgasło co wypalić się miało… a tu klops – znów płonie. Rozumiem to bez słów nawet. Wytarczy spojrzenie.
Mogę wysłuchać, rad nie daję – nie ja od tego, od sądzenia też mamy innych, dużo potrafię zmieścić w granicach mojej tolerancji, pocieszać mogę kiedy trzeba a kiedy trzeba kopa dać na rozpęd. Bo człowiek, który chce kogoś wysłuchać i zrozumieć jest jak studnia.. taka bez dna… taka, z której czerpie się siłę jak wodę i wie się, że ona się nigdy nie skończy. Ale co wtedy gdy przestajemy rozumieć? Co gdy chcąc pomóc komuś cierpimy sami? A wiemy, że nikt inny tu nie pomoże. Nie dlatego, że mamy tak wysokie mniemanie o sobie, tylko dlatego, że widzimy to w cudzych oczach. Wóz albo przewóz, wszystko albo nic, czarno-biały świat. A pod skórą tysiąc odcieni szarości… dwadzieścia siedem synonimów łez.. Co wtedy?
Bo ja wiele rozumiem i wiele zmieścić potrafię ale gdy zapraszamy kogoś do domu i prosimy by usiadł w fotelu,w którym siedzi ktoś inny.. tego zrozumieć nie potrafię. Czyż najpierw, zanim coś oswoimy, zanim rozbudzimy nowe nadzieje, zanim pozwolimy komuś się w nas zadurzyć, nie powinniśmy wymieść starego kurzu spod szaf, rozwiązać nierozwiązanego i rozliczyć się z przeszłością? Bo po co niszczyć kogoś, kto sam dopiero co odbudowuje swój własny świat cegła po cegle, kamień po kamieniu? Największą zbrodnią jaką możemy popełnić jest odebranie komuś nadziei…
Nie wiem na jakie miano zasługujemy gdy pozwalamy by mimo bałaganu emocjonalnego w nas samych, mimo nie wygasłego ogniska, mimo ogromnego uczucia do kogoś innego, ktoś wprowadził się do naszego życia, obdarzył nas zaufaniem, oddaniem, przyjaźnią, miłością, sobą tylko po to by usłyszeć, że był tylko zabawką.. marionetką, która miała za zadanie wzbudzić czyjąś zazdrość, zabawić nas przez kilka chwil i… sama nie wiem co dalej. Jak taka osoba ma się czuć? Czy jest jakiś wykaz emocji? Bo ja chyba nie bardzo wiem. Nie bardzo radzę sobie w takich sytuacjach.
Chyba ciągle zbyt mało rozumiem…
ps. a już najmniej jeśli zaczynamy się z kimś spotykać tylko po to by wzbudzić zazdrość w kimś innym. Świadomie czy nie? Perfidia czy głupota? I tak robimy komuś straszne świństwo..
kap kap
znow za smutno by spac…
…
Szaleje pożar. Z płonącego domu ewakuuje się małżeństwo. Żona do męża:
– Wiesz Wiesiu… po raz pierwszy od 15 lat wychodzimy gdzieś razem
Cytat z bloga
‚Miałem straszną ochotę na canelloni szpinakowe, chodziło za mną od paru dni, ale jako, że dziś założyłem niebieski krawat i nie chciałem, żeby mi się kolory gryzły przy jedzeniu.’
Z początku sądziłam, że to zgryw. Przeczytałam kilka notek i czuję, że ziemniaki mi same czwórkami z piwnicy wychodzą.
Boże… spuść nogę i kopnij.. tylko się – ja cie proszę – nie pomyl.
Sobota @work
Żorżyk
co ty robisz w pracy?
Bajka
no kurka siwa powariowaliście dziś z tymi pytaniami 😉 chociaż ty zmieniłbyś repertuar
Żorżyk
ok… a co ty robisz dzisiaj w pracy?
Bajka
jestem fetyszystką i podnieca mnie klawiatura mojego komputera a poza tym cierpię na agorafobię i tylko w tej klaustrofobicznej klitce czuję się bezpiecznie
Żorżyk
taak? a ja sądziłem, że pracujesz
Bajka
nie żartuj
zwyczajowo w soboty przychodzę do firmy wydepilować pachy i zasadzić trochę pieczarek w pojemnikach po tonerze… no czasami jeszcze pasam owce ale to tylko w trzeci wtorek tygodnia 😉
Żorżyk
zwyczajowo..? owce..? trzeci wtorek tygodnia..?
Bajka
dokładnie
i jeszcze korespondencyjnie uczę się chirurgii plastycznej
Żorżyk
myślałem, że tego nie da się nauczyć korespondencyjnie 😉
Bajka
hmm.. to by tłumaczyło brak postępów ;))
No i ujkent w robocie :|
Wrrr. Nie lubię, nie lubię, nie lubię. Zwłaszcza gdy za oknem słońce aż się morducha cieszy do roweru i piękna jesień wylewa się kolorami ze wszystkich drzew i miejskich zakamarków. Ech. A tu kolejny las trzeba zrujnować przewalając tonę nikomu niepotrzebnej w zasadzie makulatury.
I na cholerę mi ta Arkadia co się otworzyła. Jakby się co innego otwierać nie mogło. Na przykład otwarcie złamany lenistwem piątek mógłby się przemieścić w otwarcie złamaną imprezowo sobotę a następnie zakotwiczyć w sennie i relaksacyjnie nastawionej niedzieli bosko zakończonej wonną kąpielą wannowo-migdałową. Tak tak… ujkent bardzo mógłby mi się kojarzyć z chirurgią urazową i to w dość przyjemny sposób. Ale nie. Kojarzyć mi się będzie z nowym Empikiem w tym nowym molochu, gdzie nowa grupa społeczna nudnych Polaków z potencjalnie nudnymi przyszłościowo pociechami spędzać będzie swój free-time na pogawędkach między kolejnymi sklepami, kawiarniami, salonami i pokojami zabaw. Oczywiście wszystko tylko najlepszej jakości. Żenada.
Ostatnio na angielskim czytaliśmy o tym w jaki sposób najczęściej Anglicy spędzają swój wolny czas i potem z ciekawości przerzuciliśmy się na Polaków. Wyszło nam po pierwsze wgapianie się w TV, po drugie drinkowanie (jakkolwiek by to nie ująć), po trzecie zakupy – w centrach handlowych właśnie. Potem były jeszcze gry komputerowe, spotkania ze znajomymi (ale to tylko młodzi ludzie) i grilowanie wszystkiego i wszędzie. Wygląda na to, że jesteśmy strasznie nudnym narodem. Nie da się ukryć.
Nie rozwijamy się, zapijamy, zasyfiamy i kapcaniejemy. Jeszcze trochę i nie zdziwi mnie, gdy ludzie zaczną się poznawać, spotykać, żenić, mieszkać i płodzić dzieci w supermarketach. Najlepiej jeszcze żeby to wszystko transmitowała na żywo jakaś stacja telewizyjna bijąc się o oglądalność z inną, pokazującą real-killing i promującą maniakalno-depresyjnych prezenterów o skłonnościach zoofilistycznych. Szfak.
Siedzę sobie i dłubię w tych papierkach, literkach, cyferkach, klawiszach… Szlag mnie trafia ale tylko taki standardowy. Bez udziwnień. W końcu zawsze mogło być gorzej.
A wczoraj zmęczyłam się jak dziki pies po trasie Berlin-Moskwa bez przesiadki ale dobrze mi było. Ale pocieszam się, że Basia zmęczyła się równie bardzo, jeśli nie bardziej nawet 😉 A jak mi się dobrze spało… Ech, wcale nie chciało mi się oczu otwierać… i jeszcze Stefan mruczała tak rozkosznie, że tylko wtulić się z jej puchaty brzuszek i spać dalej… do poniedziałku 😉 Mrrr…
No ale pora wracać do pracy. Przerwa się skończyła.
Tym co mogą – miłego weekendu
tym co nie mogą – tym bardziej 😉
Seks w wielkim mieście
Nie ja – Tylko dobrze mi się zachowywać 😉
Ja – Tia.. zgwałcę poręcz schodów przy najbliższej nadarzającej się okazji…
Nie ja – Uważaj na gałki
Ja – .. i specjalnie wybiorę chropowatą powierzchnię… dla zwiększenia doznań 😉
Na tak. W końcu będę dziś po raz pierwszy od dłuższego czasu prowadzić aerobik… znajomi się martwią 😉
Chrapacz leśny z aspiracjami kontratakuje
‚Ajm e big big gerl’ – śpiewała kiedyś niejaka Emily głosikiem słodkim jak plaster miodu po cukrowym baranku ze święconki, a ja? Ja dziś śpiewam całą sobą ‚Aaaaaajm e big big zieeeeewacz’. Strach pomyśleć, że człek może tak szeroko rozewrzeć swój aparat gębowy i nie wykręcić se przy okazji łba na lewą stronę. Wydawałoby się, że to niemożliwe. A jednak. Sama na sobie robię wrażenie piorunujące siedząc z taką wielką dziurą w głowie, więc wolę się nawet nie zastanawiać jak to się odbija na innych. Mam tylko nadzieję, że nie zatęchłym śledziem.
Dziś nocowałam u Haluty. Wieczorkiem rozpracowałyśmy wdzięczny flakonik wytrawnego płynu w kolorze burgund o odpowiedniej mocy i nasyceniu a następnie same już mocno odpowiednie i nasycone pomaszerowałyśmy do Hono_lulu. Przy czym o ile dla Hal było to prostsze bo pierwsza poszła się łazienkować i potem droga do wyrka była już prosta i znana z zamkniętymi oczyma, o tyle dla mnie stanowiło to nieco większy problem.
Najpierw zasnęłam siedząc na wannie i czekając aż wypełni się wodą, potem, gdy wypełniła się wodą do tego stopnia by zamoczyć mi osobistą szanowną, ocknęłam się gwałtownie, wlazłam do rzeczonej wanny i w niedługim czasie również zrelaksowałam się przyjemną drzemką. Drzemka była przyjemna póki woda nie wystygła. Jak wystygła, to wylazłam na brzeg i znów przycięłam gustownego komarka. Nie wiem jakim cudem – chyba tylko nadludzką wręcz siłą woli – dotarłam do posłania nie zasypiając po drodze w pozycji dyskobola albo innej żony Lota ale dotarłam. Zanim zdążyłam się zastanowić czy zapinać śpiwór – bo może być zimno, czy nie – bo może być ciepło – chrapacz leśny z aspiracjami donośnie rozlegał się już po okolicznych blokach.
Spałam całe cztery godziny. Pamiętam, że obudziłam się dokładnie w takiej samej pozycji w jakiej się położyłam i wydawało mi się, że te cztery godziny to chyba ktoś mi wyciął z życiorysu tepą żyletką zastępując je 15 minutowym leżakowaniem na trasie szybkiego ruchu. Podłość ludzka nie zna granic. No bo kto śmiał? Teraz siedzę z powiekami przyklejonymi do czoła taśmą klejącą i dumam czy jak zasnę to wcisnę nosem enter i notka się sama doda czy co innego i pójdzie w kosmos. I czy mogę się poobkładać papierzyskami i udawać, że mnie tu nie ma, nie było i nigdy nie będzie dla nikogo. I czy jak nie będę bardzo głośno chrapać to da się tym wszystkim ludziom wokół wmówić, że zemdlałam z przepracowania.
Aaaaaale mi się chce spaaaac…
05
nie znam nic rownie pieknego i bolesnego jednoczesnie niz wspomnienia. nic co tak szarpie. inaczej nie plakalabym tak za kazdym razem gdy tool…