Scenka (nieu)rodzajowa

Rozumiem, że może boleć. Rozumiem, że można nie móc zapomnieć o kimś, kto był w naszym życiu ważny… nierzadko ważniejszy niż my sami. Rozumiem to świetnie. Mam tak dwa razy w tygodniu. Raz przez dwa dni.. i raz przez pięć. Bywa. Człowiek nie maszyna, emocje jak ognisko – lubią tlić się miesiącami, latami czasem nawet. Już czasem wydawać by się mogło żeśmy zdrowi już całkiem, że zgasło co wypalić się miało… a tu klops – znów płonie. Rozumiem to bez słów nawet. Wytarczy spojrzenie.

Mogę wysłuchać, rad nie daję – nie ja od tego, od sądzenia też mamy innych, dużo potrafię zmieścić w granicach mojej tolerancji, pocieszać mogę kiedy trzeba a kiedy trzeba kopa dać na rozpęd. Bo człowiek, który chce kogoś wysłuchać i zrozumieć jest jak studnia.. taka bez dna… taka, z której czerpie się siłę jak wodę i wie się, że ona się nigdy nie skończy. Ale co wtedy gdy przestajemy rozumieć? Co gdy chcąc pomóc komuś cierpimy sami? A wiemy, że nikt inny tu nie pomoże. Nie dlatego, że mamy tak wysokie mniemanie o sobie, tylko dlatego, że widzimy to w cudzych oczach. Wóz albo przewóz, wszystko albo nic, czarno-biały świat. A pod skórą tysiąc odcieni szarości… dwadzieścia siedem synonimów łez.. Co wtedy?

Bo ja wiele rozumiem i wiele zmieścić potrafię ale gdy zapraszamy kogoś do domu i prosimy by usiadł w fotelu,w którym siedzi ktoś inny.. tego zrozumieć nie potrafię. Czyż najpierw, zanim coś oswoimy, zanim rozbudzimy nowe nadzieje, zanim pozwolimy komuś się w nas zadurzyć, nie powinniśmy wymieść starego kurzu spod szaf, rozwiązać nierozwiązanego i rozliczyć się z przeszłością? Bo po co niszczyć kogoś, kto sam dopiero co odbudowuje swój własny świat cegła po cegle, kamień po kamieniu? Największą zbrodnią jaką możemy popełnić jest odebranie komuś nadziei…

Nie wiem na jakie miano zasługujemy gdy pozwalamy by mimo bałaganu emocjonalnego w nas samych, mimo nie wygasłego ogniska, mimo ogromnego uczucia do kogoś innego, ktoś wprowadził się do naszego życia, obdarzył nas zaufaniem, oddaniem, przyjaźnią, miłością, sobą tylko po to by usłyszeć, że był tylko zabawką.. marionetką, która miała za zadanie wzbudzić czyjąś zazdrość, zabawić nas przez kilka chwil i… sama nie wiem co dalej. Jak taka osoba ma się czuć? Czy jest jakiś wykaz emocji? Bo ja chyba nie bardzo wiem. Nie bardzo radzę sobie w takich sytuacjach.

Chyba ciągle zbyt mało rozumiem…

ps. a już najmniej jeśli zaczynamy się z kimś spotykać tylko po to by wzbudzić zazdrość w kimś innym. Świadomie czy nie? Perfidia czy głupota? I tak robimy komuś straszne świństwo..

19 uwag do wpisu “Scenka (nieu)rodzajowa

  1. ja sie moze nie angazuje pochopnie, ale nieodmiennie mnie wkurza [bo na szczescie nie rani] to, o czym piszesz. zreszta sama o tym nieraz pisalam: o oswajaniu dla oswajania. o traktowaniu drugiej osoby jako tej wlasnie studni, w ktora mozna wylac swoje zale…o proznosci, laknacej wyczytania w czyichs oczach: jestes dla mnie wazny/wazna, gdy nie mozna tego wyczytac w oczach tej osoby, ktora naprawde sie liczy.
    i coraz trudniej mi uwierzyc, ze to jest nieswiadome. dlatego ostatnio troche posprzatalam…i sprawilo mi to duza przyjemnosc:-)

    Polubienie

  2. Bajko, po raz kolejny mogłabym się podpisać pod tym, co piszesz. Nie wiem, czy sama się w coś takiego nie władowałam… Spotkałam kogoś, w kim pewna osoba z przeszłości nadal wzbudza zbyt duże emocje…

    Polubienie

  3. Ciekawe, że własnie napisałaś coś, co brzmi obsesyjnie w moich myślach od dobrych kilku miesięcy: Największą zbrodnią jest odebranie komuś nadziei. Nadzieja podobno umiera najdłużej… ale też kiedyś przychodzi na nią czas.

    Polubienie

  4. Mawiają: „nie manipuluj, nie traktuj przedmiotowo, nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. Tak mawiają. Niekiedy grochem o ścianę rzucają. Niekiedy odzew znajdują i zrozumienie ludzkiej mowy. 🙂

    Polubienie

  5. było tak i u mnie. czy z głupoty, niewiedzy, podłości? nie. nienie i jeszcze raz nie. teraz wiem, że może być źle rozumiane. ale było tak, że myślałem o powiedzeniu o wcześniejszych przezyciach, uczuciu itepe pozwoli na lepsze zrozumienie mnie. To nie jest zapraszanie na fotel, na którym ktoś siedzi. to jest raczej usiłowanie wynazania historii fotela, z ryzykiem ze komuś może być na nim ciasno. na początek może niezbyt wygodne siedzenie, ale warto czasem pomóc strząsnąć z niego co przeszkadza żeby się siedziało naprawdę komfortowo i wygodnie

    Polubienie

  6. każda pomoc ma swoje granice i przede wszystkim trzeba samemu CHCIEĆ wymazać tę historię a nie pielęgnować ją w nieskończoność kosztem rzeczywistości.. tak, bo zawsze niestety jest kosztem..

    Polubienie

  7. to prawda, ale nie zawsze się to wie, nie zawsze się rozumie w ten sam sposób. A najważniejsze to umieć sobie wysłać odpowiednie sygnały żeby sie najlepiej zrozumieć. W sumie każde zachowanie można różnie oceniać, a zawsze powinno się odnieść do konkretnej sytuacji. Najważniejsze żeby się rozumieć. A ja notkę rozumiem jako próbę zrozumienia sytuacji, dlatego próbuję wytłumaczyć bo sam kiedyś byłem w podobnej

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s