Trzynastego…

Dokładnie rok temu zjawiła się w moim… jeszcze wtedy Naszym… życiu

Mopka

i swoimi maleńkimi skarpetkami w najbielszym odcieniu bieli w całej swojej najczarniejszej czerni wytarła wszystkie kurze pod wszystkimi szafkami w (niegdyś moim) domu na Bielanach (stąd zresztą jej imię) przysparzając niemałej ilości problemów i nerwów jak na swoje trzy tygodnie.
Szukanie kota do trzeciej w nocy ze zbieganiem z trzeciego piętra do podokiennego ogródka włącznie i odchodzenie od zmysłów to była wtedy specjalność zakładu.

Pani Nikita Gruchalska vel Mopka to ktoś, kto na zawsze pozostanie w moim sercu i bardzo żałuję, że nie mogę nadal jak dawniej zasypiać i budzić się przy niej każdej nocy, każdego poranka… nie słyszę za uchem jej mruczenia i turkania… nie czuję jej ciepła na karku i miękkości jej futerka pod palcami…

Dziś obchodzilibyśmy jej urodziny (przynajmniej na Wrzecionie)

Ucałuj ją Jakubie od takiego jednego Żółwia Spacza we wszystkie skarpetki i w najukochańszą mordeczkę świata.
I powiedz jej, że nie mogę przestać o niej myśleć…

Ania

/send/

Zgodność interesów

– Nie bądź smutna bo cię palnę
* Eeeee
– No nie martw się na zapas
* Się zobaczy
– To umówmy się na taki deal…
* No jaki
– Ja się będę martwić za ciebie a Ty za mnie… i nie będziemy sobie wchodzić w kompetencje

Tymbark na dziś – Czasami warto poczekać

Spełniamy marzenia… czyli jak na własne życzenie wpędzić się w chorobę

Pewien pan Patrick z Nebraski jeszcze do niedawna miał ambicje by stać się żywym przykładem na to, że z człowieka też można zrobić tucznika. Nie ma co… ambitny typ. I to wcale nie dlatego, że był chory, czy miał problemy natury osobowościowej. Sam przyznał, że nie jadł dlatego, żeby nie myśleć o kłopotach, bo sam siebie zaliczał do grona osób szczęśliwych. Po prostu uwielbiał wchłaniać hamburgery, piwo i golonkę. Później niestety praktykować swego hobby – obżarstwa nie przestał. Długo nie było trzeba czekać na efekty. Zachorował. Poważnie… bo otyłość to bardzo poważna choroba. Praktycznie rzecz ujmując jedynym jego zajęciem było odżywianie się. I to bynajmniej nie zdrowe… podobnie jak i tryb życia.

Zdumiewające jak dorosły (poniekąd) człowiek może tak dalece mieć za nic swoje zdrowie by próbować wpędzić się do grobu tak zaciekle jak tył nasz Patrick. I jeszcze bardziej zdumiewające, że nie znalazł się nikt kto próbowałby mu w tym przeszkodzić.

Przykre to bardzo. Zwłaszcza dla mnie… bo na własnej skórze czasem odczuwam co oznacza walczyć o zdrowie… a to bywa trudniejsze od wszystkich egzaminów świata. Jedni je mają i nie potrafią szanować, drudzy czasem nie mają już sił ale walczą by ich nie opuszczało, choć ciągle pod wiatr, choć ciągle pod górkę. Czy zawsze trzeba stracić wszystko by się opamiętać?

Biedny człowiek z tego Patricka, współczuję mu ogromnie ale i podziwiam. Bo jest za co. W ciągu 42 lat życia dorobił się zaiste imponującej wagi 486 kilogramów. Jak oczywiście nie trudno się domyślić nie wstawał już z łóżka. Uznał jednak – i to był panie Patricku strzał w dziesiątkę – że najwyższy czas się odchudzić. Lepiej późno niż wcale. Dziś, po kilku latach intensywnego odchudzania, jest już o 145 kg lżejszy. Ale to dopiero początek kuracji.

Pod czujnym okiem dzielnych lekarzy z Dakoty nasz ambitny Patrick chudnie od czerwca i jest zdecydowany zrzucić jeszcze 200 kilogramów.

I teraz niestety piwko i goloneczka mogą pójść się… przewietrzyć. Misio ma ścisłą jak stolec dietę: 1200 kalorii dziennie, w pięciu niewielkich porcjach. Kiedy schudnie już na tyle, że poprawi się stan jego układu krążenia i pompki tłoczącej, zrobi się ostry dyżur na żywo z najwyższą chyba w Stanach oglądalnością i operacyjnie zmniejszy mu się żołądek.

Marzeniem przykutego od dawna do łóżka Patricka jest spacer z żoną, a także szybki taniec (ciekawam jaki) z jedną z pielęgniarek, które opiekują się nim w szpitalu.

Hmmm… tylko co na to obie panie?

Słuchowisko

Nosi mnie.
Gdzieś bym poszła.
Myślę myślę myślę…
Portfel pusty aż wiatr wieje.
Kosmos. Nie ma co…

Jutro o 21 na Polach Mokotowskich koncert Myslovitz.
Wstęp wolny.

Idę!
Lubię takie losowe niespodzianki.
Zwłaszcza trzynastego.
I lubię Pola…
Zwłaszcza zawsze 😉

A może ktoś jeszcze się wybiera?

Bajka przestrzenna

Co Alzheimer miał w kolanie… czyli ballada 'Reumatyczność' dla potłuczonych

Ziuta
fąfel mnie właśnie spytał co bym sobie zrobiła gdybym miała dowolną ilość kasy na operację plastyczną
Bajka
w ryj chciał?
Ziuta
nie, spytał bo gadaliśmy akurat o tych akcjach
Bajka
już myślałam, że się prosił
mimo, że nie żadna z niego maciorka 😉
Ziuta
jak by się postarał to kto wie
cycki ma większe niż ja
Bajka
fuj
i co mu powiedziałaś?
Ziuta
że bez zmian zostawiłabym wnętrze
Bajka
hyhy, optymistka
Ziuta
no co
myślę, że wnętrze mam cudowne
Bajka
taaak… w istocie pięknie się te jelita układają
Ziuta
a ty co byś zmieniła?
Bajka
gdybym miała tyle kasy to pozałatwiałabym wszystkie sprawy i zamiast operacji plastycznej miałabym święty spokój
a za resztę kupiłabym kilo gwoździ
najlepiej takich przerdzewiałych już
i młot kowalski
i wbiła takiemu jednemu komuś w sam środek tyłka
jeden po drugim
Ziuta
ty agresywna jesteś kurde
Bajka
a jaka mam być skoro nie mam nawet czasu by się w zadek podrapać
nawet teraz rozmawiam z tobą tylko dlatego, że program mi wisi… i wkurzam się bo on wisi a ja potem będę wisieć na rzęsach by nadrobić to wszystko
Ziuta
znam kilku co by cię chętnie podrapali
Bajka
taa? poznaj mnie z nimi
Ziuta
chcesz poznać miłych młodych napalonych w celach bierno-aktywnych?
Bajka
nie
wychodzę z założenia, że skoro by mnie chętnie podrapali to może po paru czarujących mrugnięciach i westchnieniach daliby się zaprząc do tej dzikiej namiętnej orki i… pomogli mi w pracy
Ziuta
perfidna ty 😉
Bajka
nie perfidna tylko pragmatyczna
Ziuta
nic a nic w tobie romantyzmu
Bajka
o nie, mylisz się
romantyzmu to ja mam pod dostatkiem
w lewym kolanie
tylko zmienił nazwisko
Ziuta
a może to Alzheimer? co?
Bajka
nie wiem co Alzheimer miał w kolanie ale ja mam rwanie czasem
Ziuta
rwanie to ty masz na ulicy czasem
Bajka
owszem
jak mnie dopadnie jaki dziki pies dingo
Ziuta
tak samopas biegają?
Bajka
notorycznie 😉
w dodatku bez kagańca
Ziuta
eee, ja to wolę bezpieczny… ten tego… spacer
Bajka
i postój przy każdym drzewku? 😉
Ziuta
i to bez viagry 😉
Bajka
i bierz mnie, gryź mnie i demoluj ;))
Ziuta
a koło mnie w parku grasuje gwałciciel…
Bajka
hmmm… to o której mam być u ciebie pod blokiem? 😉
Ziuta
załóż pończochy 😉

Tymbark na dziś – Będziesz chciał więcej…

Kichui

I szlag trafił wysokie obcasy.
Wurwa !!! Nawet niskie trafił. Wszystkie kapcie i czółenka świata.
I wszystkie klapki japonki i jarmarcznie oczojebne kolorystycznie klapeczki z kwiatuszkami. Bleah.
Szlag trafił zakupy.
Musiałam wrócić do pracy… mimo, że tkwiłam w niej od rana.
Czemu? A bo tak!
Widzę, że znów zaczynają się czasy, kiedy na sen miałam 2 godziny w ciągu doby… w drodze do i z pracy w autobusie.
Ale przecież na moje miejsce zawsze znajdą się chętni… Całe stado.

Fak fak fak!

Ile byś się człeku nie starał i tak zawsze wyjdziesz na debila.
Nienawidzę poczucia bezsilności i kiedy nie moge sobie pozwolić na to by za pewne słowa komuś tak ze szczerego serca w upragniony sposób po prostu przypie… albo przysolić 😐
Bo zwyczajnie nie mogę sobie pozwolić na to by zostać bez pracy.
Nienawidzę musieć sie powtrzymywać, podkulać ogon pod siebie i zagryzać się w sobie by nie rzucić obrotowym krzesłem prosto w ten głupawy drwiący uśmieszek…

‚Byłem w Rio, byłem w Bajo,
miałem bilet na Hawajo
Byłem na wsi, byłem w mieście,
byłem nawet w Budapeszcie
Wszystko ch…!’

Nie pamiętam jak się nazywam

Apdejt rozpaczliwy tuż przed północą

Hurra! Wychodzę z pracy jeszcze dziś.
Wstrząsające, nieprawdaż?
Hau, miau… wurwa jak to było…

Dobranoc