O zrazach

Zawsze obiecuję sobie przed jakimikolwiek świętami, że po pierwsze będę gryźć się w język przy stole i powstrzymam się od rozmaitych komentarzy, po drugie nie dam się wyprowadzić dzieciom z równowagi, a po trzecie nie będę jeść tak dużo wszystkiego.

Oczywiście potem siadamy przy rzeczonym stole, ja wyskakuję z programem szkolnym, albo czymś w tym stylu, wściekam się na cudowne pomysły swoich małoletnich, a na koniec wchłonięty miliard kalorii przypieczętowuję zrazikiem. Był przepyszny i mnie wołał, jednakowoż raczej nie pomógł w próbie zrzucenia paru kilogramów, którą to podjęłam czas temu jakiś. Chyba, że zamierzam te kilogramy zrzucić że schodów wraz z nosicielem, czyli mną. Ale jakoś mnie nie kręci ten pomysł.

Święta minęły, kilogramy nie. Przytłoczyła mnie hałda jaj w majonezie i nieśmiertelna sałatka jarzynowa a dwa rodzinne obiady wbiły mi sztućce w zimową oponę występującą w miejscu talii. Wbiły i wpompowały tam jeszcze dwa desery po tychże dwóch obiadach. Dramat. Mam lęki, gdyż teraz boję się wejść na wagę. Powinnam do każdego posiłku pić lampkę wina. Alkohol zabija poczucie strachu.

Korzystając zatem z okazji, że rwa dała za wygraną i plecy przestały mnie boleć, postanowiłam zainaugurować sezon biegowy. Jestem nawet zadowolona, bo sześć kilometrów to całkiem miły wynik jak na pierwszy bieg po zimowej przerwie. Plecy nie bolą, więc chyba jest już dobrze. Aplikacja mówi do mnie łagodnie acz z dumą, że oto minął kolejny kilometr. Zatem chyba właśnie spaliłam jeden deser. Brawo ja. Jeszcze tylko przebiegnę się wzdłuż równika i już świąteczne rozpasanie można uznać za niebyłe.

Na trasie mijałam kilka biegnących osób. Nie wiem jak niektóre kobiety to robią, że mogą ćwiczyć, biegać, robić pompki, tabele przestawne w excelu i szalik na drutach – wszystko jednocześnie – i nadal wyglądają świeżo, rześko, prezentują naturalny kolor twarzy i nie zioną ogniem. Rembridge – fryzura bez zmian. Mają makijaże, rozpuszczone włosy, dopasowane kolorystycznie leginsy i topy do lakieru na paznokciach.

Ja po każdej aktywności fizycznej, a już po bieganiu zwłaszcza, przybieram kolor purpury, sapię jak parowóz i jestem upocona jak kobieta lekkich obyczajów na spowiedzi.

Raz pobiegłam bez zmytego tuszu do rzęs. Kyrie eleison, nie płakałam tak nawet na Titanicu. Owszem, rozpuścić włosy też potrafiłam, również raz jeden. Potem wyplątywałam z nich zeschnięte gałęzie i witki przydrożnej flory. Rozczesywanie to też była konkurencja dodatkowa. Dobrze działa stary dobry krem Nivea. Pod warunkiem, że przez najbliższe trzy tygodnie po zastosowaniu możemy żyć sobie na odludziu i nie pokazywać się cywilizacji. Jeśli chodzi o strój, to biegam w tym, co akurat znajdę i jest jeszcze bez śladów małych lepkich rączek. A paznokci nie maluję, bo się odzwyczaiłam.

Naturalnie zawsze w tych okolicznościach przyrody muszę spotkać kogoś znajomego. Tym razem padło na sąsiadkę, która ilekroć mnie widzi, podejrzewa, że jestem w ciąży. Ostatnio wpadła do przychodni jak siedziałam tam drugą godzinę na teście obciążenia glukozą, więc jak sądzę jest pewna, że powiększy nam się rodzina i już tylko obstawia płeć.

Biegnę więc prosto na sąsiadkę, ona staje jak wryta, widzę, że mi się przypatruje z mocą. Lekko tylko zwalniam, mówiąc „dzień dobry”, widzi, że się spieszę. Odpuszcza. Ale już czułam tę zbliżającą się rakietę ziemia-powietrze na karku. Teraz z pewnością ma zagwozdkę, kto mnie gonił.

Na wysokości piątego kilometra spotykam dawnego znajomego. Idzie z żoną i dzieckiem. Ja oczywiście w barwach narodowych – biało-czerwona na twarzy, naprzemiennie. Chyba mnie nie poznał. Albo litościwie postanowił mnie nie męczyć pytaniami „jak tam? co tam?”. Zważywszy na fakt absolutnego zasapania i zadyszenia, jestem zobowiązana.

Dotarłam do domu. Wspięłam się po schodach. Teraz tylko prysznic i pobędę sobie trochę lokomotywą w kątku. Zdecydowanie umyślnie nigdy nie robię sobie zdjęć po treningu. Chyba, że chciałabym kogoś nastraszyć.

Wasza Czerwoność

6 uwag do wpisu “O zrazach

  1. Może nie uwierzysz ale śniłaś mi się dzisiaj 🙂 Byłyśmy koleżankami, spotkałyśmy się gdzieś na mieście, tradycyjny uścisk z poklepywaniem po plecach, ja sobie przypominam, że ty pisałaś, że się odchudzasz, patrzę na ciebie i się w sumie dziwię, na co ty tak narzekasz skoro wyglądasz całkiem normalnie … nie byłaś ani chuda ani gruba, ot wiadomo, normalne kobiecie kształty ale żadnej opony nie było !

    Pozdrawiam

    Polubienie

  2. Mam anemię i po treningu/biegu wyglądam w końcu jak człowiek. Skóra normalna, fiolet pod oczami maleje. Może to jest jakiś trop 😉 ale tylko jeśli chodzi o oblicze. Cała reszta podobnie, plus chodzenie dwa dni po treningu na ugiętych nogach. Pozdrawiam w bólu.

    Polubienie

  3. Jupiii!!!!! W akcie desperacji, po zniknięciu poprzedniego bloga, wpisałam dziś w googlach Radziecki termos. I co??? I moje oczęta ujrzały bloga w nowej odsłonie. Jestem i nie dam się wygnać. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s