Wczoraj Jan kategorycznie odmówił spożycia obiadu.
Akurat gościliśmy Rodziców. Mamut oczywiście z miejsca wyraziła obawę, że Młody nie dożyje kolacji i zejdzie śmiertelnie z głodu.
– I co Mu innego zrobisz? – zadała mi pytanie z naciskiem na natychmiast, teraz, zaraz.
– Nic. Zje jabłko, albo więcej na kolację – wyjaśniłam ze spokojem.
– To może Go jakoś przekonaj, zagadaj i przemyć Mu ten obiad? – walczyła o każdy gram Wnuka kochana Babcia.
– Przeżyje – oceniłam rzeczowo – Widocznie nie jest głodny.
– I Ty tak spokojnie jesz podczas gdy On nie? JA BYM TAK NIE MOGŁA. – oburzyła się Rodzicielka wycierąjac sosik ostatnim kawałkiem pieczonego ziemniaczka.
– Uhm – wyznałam znad łososia. Bardzo dobrego zresztą.
Wiem najlepiej, że wmuszanie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego. W przedszkolu upychałam z powodzeniem kotlety mielone za kaloryferem i gdyby nie sezon grzewczy, który rozpoczął się niedługo, zapewne byłabym powodem gigantycznej plagi robactwa w tejże placówce. Do dziś mielone jem lewym zębem, bez frajdy i wyłącznie przez grzeczność dla pracy kucharza.
Dobrze, że od czasu naszych Rodziców dużo się zmieniło. Wychowanie ma znaczenie. Kiedyś głównym wyznacznikiem był fakt, czy dziecko zjadło i ile. Dziś coraz częściej dostosowujemy rozmaite dobre rady do dziecka. Dziecko to człowiek, tylko jeszcze mały. Każdy z nas jest inny. I dobrze.
Jan spałaszował na kolację pół lodówki nabiału. Sądząc po minie, głód nie doskwierał Mu jakoś znacząco.
Och, przerabialiśmy latanie za dzieckiem z kanapeczką. To znaczy nie my, tylko babcia. Chyba na tym poprzestanę, inaczej komentarz przeistoczy się w doktorat 😉
PolubieniePolubienie
Babcie chyba tak mają… Niezależnie od tego czy wnuk ma rok czy też przeżył ich już 30! 🙂 Też uważam, że skoro dziecko nie chce obiadu to znaczy, że głodne nie jest! Co innego jeśli nie je przez dłuższy czas… 🙂
PolubieniePolubienie
Ja długo się trzymałam i udało mi się dobre rady puszczać mimo uszu… ale powoli zaczynam się łamać 😦 Młoda ma 3 lata i waży szalone 12,3 kg – tyle co dobry roczniak. Szykuję się, żeby jej badania zrobić, bo pewien niepokój, przyznam, jest.
Przed mocniejszym stresem ratuje mnie fakt, że sama byłam zawsze najchudsza wśród rówieśników i można się było na mnie z powodzeniem anatomii uczyć.
PolubieniePolubienie
Mam na stanie niejadka (cokolwiek dziwnego w porównaniu z innymi, bo kocha owoce i warzywa, ale trudno szaleć z radości, gdy na kolację zje 5 pomidorków koktajlowych i ćwiartkę jabłka). Na naglące pytania babć i wszystkich innych odpowiadam ze stoickim spokojem: wszyscy w domu grubi, niech jedna będzie chuda dla odmiany…
PolubieniePolubienie