Halo, to ja, nadal żyję i mam się świetnie… momentami

Wielodzietność to sport ekstremalny.

Ma oczywiście całą masę uroków – jeszcze nie do końca poznałam wszystkie, właściwie to poznałam na razie kilka, ale wierzę, że najlepsze dopiero przede mną – ale poza cudownymi widokami, solidną dawką endorfin i uczuciem jakby 12 godzin pędziło się wyścigówką w bliżej nieokreślonym kierunku, przeważa jednakowoż wyrzut adrenaliny przeplatany z palpitacjami serca. Czasem mam uczucie jakbym się bardzo mocno rozhuśtała na huśtawce i nagle usłyszała taki charakterystyczny trzask… Rozumiecie.

1. Bo oto odkładam do leżaczka-bujaczka uśpioną po pieczołowitym uspokajaniu Córkę.

2. A uspokoić ją było ciężko, oj ciężko, gdyż albowiem spotkała się nagle z czółkiem Syna nr 2, Jana, który to w przypływie braterskich uczuć zalewających go od stóp do głów, postanowił przytulić się do niej i dać solidnego całusa, ale jak na 2,5-latka słabo wymierzył odległość, masę i prędkość własnych 15 kilogramów.

3. Pieczołowicie uśpiona Córka wreszcie smacznie śpi, Mamusia oddycha spokojnie i nie bez ulgi, świat znowu jest piękny i można pomyśleć o chwili dla siebie.

4. Wtem do pokoju z wrzaskiem wpada Syn nr 1, Igor i oznajmia tonem kategorycznym jak na prawie 9-letnie chłopię, że on się z Jankiem bawił nie będzie, ponieważ Janek właśnie zniszczył mu:

a. samolot mozolnie i samodzielnie składany z klocków Lego,

b. album z naklejkami piłkarskimi, które jak wiadomo są aktualnie cenniejsze od złota, królestwa i połowy księżniczki,

c. porządek, nad którym właśnie pracował i dopiero co go zaprowadził,

d. reputację.

5. Z chwilowej zadumy, jak to możliwe by w tak krótkim czasie zniszczyć aż tak wiele, wyrywa mnie wrzask Syna nr 2, Jana, który najwyraźniej również postanowił poskarżyć się mnie i reszcie świata na niedolę, niesprawiedliwość społeczną i kryzys w stosunkach międzynarodowych.

6. Lena kwili z leżaczka-bujaczka i jak wiadomo ma krótki lont, po Mamuni, zatem mam jakieś 30 sekund zanim rozedrze się zupełnie nieprzyzwoicie jak prosię w chlewiku.

7. Ogłaszam tonem nie znoszącym sprzeciwu, że liczę do trzech i ma być spokój i że:

a. nie ma takiego samolotu z klocków Lego, którego nie da się zbudować na nowo, a na szczęście jako Matka Przewidująca przechowuję instrukcje,

b. istnieje taki wynalazek jak taśma klejąca i nawet ją posiadamy,

c. porządek jak wiadomo jest stanem ulotnym ale odnawialnym i chętnie pomogę w zagnaniu do jego odnawiania winowajcę,

d. nie da się zniszczyć czegoś, czego nie ma i że Igor stanowczo ma ograniczyć oglądanie u Dziadków seriali dla istot dorosłych, gdyż potem gada głupoty, których nawet nie rozumie.

8. Porywam wrzeszczące już i purpurowe niemowlę w ramiona i utulam ponownie, utulam, kołyszę, utulam, kołyszę…

9. Jednocześnie wydaję dyspozycje nocnikowe Jankowi i odpytuję Igora z angielskiego – test już lada dzień.

10. Odkładam uśpioną znów Córkę na leżaczek-bujaczek i spocona jak po maratonie postanawiam:

a. zmienić Synowi nr 2 spodenki, gdyż miał wypadek i jeszcze musi potrenować celność,

b. napić się wody,

c. sprawdzić igorowe lekcje,

d. wziąć prysznic,

e. nie oszaleć.

Czy udało mi się to wszystko? Czy świat przetrwał i wszyscy przeżyli? Czy lekcje były odrobione? Czy Janek dziarskim tupotem tłuściutkich kopytek i radosnym śpiewem forte fortissimo, że „jedzie pociąg z daleka” nie obudził siostry po raz enty? Czy Mamunia nie powinna aby teraz zażywać relaksu z Martini w SPA&Wellness w jakimś Miłomłynie? Czy w moim życiu jest miejsce na medytację i ćwiczenia oddechowe wg hrabiego doktora Marka?

Dowiecie się w następnym odcinku.

Aktualnie Janek ma anginę, Igor sprawdziany drugoklasisty, z Leną wczoraj spędziliśmy pół dnia w szpitalu na Niekłańskiej, gdyż jej Pani Doktor nie podobały się wyniki krwi młodej, Książę Małżonek ma w weekend operację przegrody, którą mu kiedyś już przełożyli i teraz podejście numer dwa. A ja jak wiadomo mam wyćwiczoną maksymę pod hasłem kwiat lotosu na tafli jeziora. Zatem keep calm and grow a mustache.

Dzieci to prawdziwe wyzwanie. Ahoj przygodo!

Idę wypić duszkiem litr mineralnej z myślą, że to chłodny, orzeźwiający, wybitnie alkoholowy drink. Może być bez palemki.

18 uwag do wpisu “Halo, to ja, nadal żyję i mam się świetnie… momentami

  1. no proszzzzzzz…. a ja tu właśnie myślałam, jakąż porę wybrać, żeby zadzwonić w najmniej nieodpowiednim momencie i zapytać nieśmiało „co słychać?” jak widać, każda pora byłaby nie w porę, a ja znów jestem na bieżąco:-) Kochana, widzę Cię oczami duszy i nie ustaję w pewności, że DAJESZ RADĘ!!!! buziaki dla Wszystkich

    Polubienie

  2. 🙂 wielodzietność jest suuuuuuuuuuuuuuuper
    czasem jest jazda bez trzymanki
    ale jak w sobotę rano przy śniadaniu zanosi się śmiechem szacowny ojciec rodziny, matka wariatka, Nadia utalentowana, Kaja uparta i Aniela śmiesznotka to na nic nie da się tego zamienić 😉

    Polubienie

  3. 🙂 Widzę, że też pani uprawia jak i ja gimnastykę akrobatyczną i biegi z przeszkodami. Pełna chata jest wyjątkowa w swoim rodzaju choć ta wyjątkowość nie raz odbija mi się czkawką. Mam czwórkę niesamowitych urwisów: Krzyś, Wojtuś, Natka i Asiulek, o niespożytych siłach, ciekawych pomysłach ;), nieludzko porannych godzinach wstawania szczególnie w weekendy kiedy tak bardzo by się odespało wszystkie zaległości.

    Polubienie

  4. Jestem tutaj po raz pierwszy i sam wpis bardzo mi się podoba. Mimo, że ewidentnie jesteś zmęczona zachowujesz poczucie humoru. Sama nie posiadam dzieci ale chodzę co jakiś czas do znajomej, która ma 2 letnie trojaczki. Dziewczyny są urocze, ale ja mam dość ich po 2 godzinach. Są wszędzie na kolanach, na rękach, na oparciu sofy, właśnie wyjmują coś z szuflady, której znajoma nie zdążyła zamknąć bo robi obiad. Najbardziej zawsze podobało mi się usypianie ich kiedy były mniejsze. Kiedy jedna lub dwie zasnęły trzecia uznała że ona spać nie może więc w płacz i obudziła siostry, trzeba się było namęczyć. Kiedyś zostałam z nimi całą noc i miałam dość wszystkiego do tego stopnia iż postanowiłam nie mieć więcej niż dwójki dzieci i to w jakimś 5-letnim odstępie.

    Polubienie

  5. Ja nie wiem jak wy kobiety to robicie. Ktoś tutaj słusznie nazwał to gimnastyką akrobatyczną. To się nazywa wielozadaniowość, którą kobiety mają we krwi, a faceci przy dobrych wiatrach się jej nauczą lub nie. Tak samo z zakupami. Moja żona jest w stanie nieść 10 toreb i jeszcze sobie sama odkluczy drzwi. I nie narzeka. Ja jestem w stanie nieść po jednej torbie w jednej ręce i jeszcze narzekam, że mam ciężko i nieporęcznie. Coraz częściej stwierdzam, że kobiety to … nadludzie. I pomyśleć, że pisał to facet.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s