Kupiłabym ten kożuch gdyby był żółty

Nic mnie tak dobrze nie nastraja do życia jak wycieczka krajoznawcza autobusem komunikacji miejskiej. Serio serio. Miło, przytulnie i jeszcze cyrk w pakiecie startowym. A i kierowca może mieć ubaw. Zwłaszcza jak są drzwi otwierane przyciskiem i on inaczej nie otworzy bo by mu przecież ręka uschła i odpadła w pięć sekund. Babcie stoją i wymachują laskami a ten brzęczyk do dechy i jedziemy. Wycwaniłam się w dalszej trasie i gdy widzę ludzi na przystanku – a z reguły tkwię z wózkiem i wózka zawartością, więc niedaleko drzwi – wciskam magiczny przycisk. Wtedy z kolei bywa, że kierowca spektakularnie strzela focha i na kolejnym przystanku nie otwiera wcale. I tak ostatnio zastanawiałam się czy czasem nie wysiąść przez okno. Awaryjnie. A potem nakopać delikwentowi do tyłka i patrzeć czy równo puchnie. Ale zstąpił z chmur i łaskawie użył kciuka.

Właśnie kątem oka oglądam łyżwiarstwo figurowe i komentuje Babiarz. Trochę go przekręciło przy lądowaniu. Dobrze, że to nie jazda konna. Byłoby, że wyciągnął kopyta. O matko jaką ta kobieta ma żuchwę! Rety. Toż ona może jednocześnie jeść szparagi w poprzek i myć zęby ryżową szczotką. Albo zmieścić komplet garnków Inginio. Bez rączki.

Wracając do autobusu, to najciekawsze są rozmowy z gatunku: a jak te kółeczka się tak kręciły to powstawał taki kolor, taki wiesz, trochę fuksja, trochę melanż, trochę złamany bakłażan i ona z tego jeszcze miała taką lamóweczkę, taką wiesz, przy samej stójce i z tyłu z takim wiesz, z takim jakby karczkiem i to wszystko było obłędne mówię Ci, takie wiesz no wyczesane i wyrąbiste. A już całkiem milusio i fajniusio gdy dwie lafiryndy prowadzą rzeczoną konwersację wprost przez naszą głowę. Bo stoją dokładnie jedna po lewej, druga po prawej stronie. Zawsze w takich przypadkach mam ochotę warczeć, gryźć i mordować z użyciem siekiery.

Złamany bakłażan?

No halo!
Trochę przyznam umarłam.

Albo taka scenka rodzajowa z parką w tle. Parka sobie stoi, ona szczebiocze i kwili, on zen i oaza spokoju acz wkurw wielopoziomowy wyraźnie w natarciu:

Misiu?!
– No.
– Ale powiedz no jak ty myślisz?
– Z czym?
– No z tym czy powinnam czy nie powinnam?
– Ale co?
– No coś ty? Nie słuchałeś?!
– Eee… słuchałem przecież.
– No to powinnam czy nie powinnam?

I tak do pętli. Doprawdy miałam silne wrażenie, że delikwent miał nieodpartą ochotę zbliżyć ją nagłym ruchem do kasownika. W charakterze biletu. Ja przyznaję, miałam. Wielokrotnie.

Jeden Pan właśnie ćwiczy bączki na lodowisku i bynajmniej nie rozchodziło się tu mi o problemy gastryczne a takie piruety, co to nigdy nie wiem jak się który nazywa ale są czarowne. Zwłaszcza w duetach. I tylko się modlę zawsze wtedy, żeby żadne nie spadło na ryj, albo nie rozerwało sobie rajstop w kroku. Zwłaszcza panowie. Byłby wstyd, bo na lodowisku ciepło nie jest.

Swoją drogą zawsze mnie szalenie rozbawia widok mężczyzny w rajstopach. A nawet samo wyobrażenie. Myślę sobie, że gdybym miała partnera i on by tańczył w balecie, nasze pożycie składałoby się głównie z rechotu i trzaskania drzwiami. Przecież gdyby wrócił do domu to bym w spazmach wyfroterowała panele. Wyjątkiem jest Lokator, bo rajstopy nosi i nie ma problemu. Gorzej jeśli kiedyś zobaczy zdjęcia ze żłobka a na nich siebie w tych, bądź co bądź damskich wyrobach przemysłu dziewiarskiego. Zobaczy i zemdleje. A zaraz potem wstanie i zamknie mnie w piwnicy. Razem z pudłem po telewizorze. I bez rafaello.

A czy Wy też macie w domu jakieś miejsce gdzie trzymacie rzeczy, których nie lubicie albo odczuwanie lekki dyskomfort w ich towarzystwie a z jakichś powodów nie mogą zostać wyrzucone? Ja mam piwnicę i tam jest olbrzymie pudło, którego się boję, wazon, który jest tak brzydki, że aż mi go szkoda i nie mam sumienia na eksmisję, wściekle różowe adidasy, które już tam były i chyba o nich zapomniałam i obraz, który kiedyś dostałam w prezencie i głupio było mi spytać czy ten paw po marchewce to tam specjalnie. Oraz mam szufladę w kuchni. W szufladzie zaś mam dużo różnych rzeczy, których nie lubię ale nie wiem dokładnie co bo umyślnie tam nie zaglądam. Bo przecież nie lubię.

Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że pojęcie normy i ja nie jesteśmy zbyt kompatybilne. I nie wiem czy to się leczy kiszonymi ogórkami ale właśnie usiłuję. Pyszne.

Babiarz wspina się na wyżyny entuzjazmu i elokwencji. Zawsze po tym poznaję, że startuje Polak. Najpierw odświeżają wszelkie jego sukcesy odkąd skończył walić kupę w nocnik, a potem jak coś nie wychodzi,  jest tłumaczonko, dla słabszych. Że może i Tulup był tylko pojedynczy a Riesberger nie wyszedł wcale, ale za to jak pięknie uśmiechnął się tu – o proszę! – na tym zbliżeniu. I to pewnie sprawka niedostatecznie sprężonego lodu. I biomet niekorzystny przecież zapowiadali. A w Meksyku motyl zatrzepotał i lawina zeszła na Kasprowym i to temu. I pewnie dlatego też nie skoczył bo wiatr miał za silny. Na lodowisku. Zamkniętym. W hali. I właściwie to bardzo dobrze mu poszło, tylko kamerzysta źle to ujął. A w ogóle to to jest przecież Zagrzeb a nie bój o złote kalesony.

Czyli kupiłabym ten kożuch… gdyby był żółty.

12 uwag do wpisu “Kupiłabym ten kożuch gdyby był żółty

  1. U mnie w przedszkolu były dwie zwalczające się frakcje (gangi?) – kalesoniarzy i rajtuźników. Najgorsze, że już nie jestem pewien, w której z dwóch frakcji byłem – choć zdaje mi się, że jednak w rajtuźnikach, przynajmniej w młodszych grupach. Gryzło to ohydztwo w uda i spadało.

    Polubienie

  2. rajstopki Woli. Li i jedynie.
    Mam taką półkę w szafie. U Gwiazdy. A na niej te ubrania, których nie założe nigdy, ale nie moge oddać, ani ukradkiem wywalić. Morelowy sweter w pawie. Szary z łbem tygrysa leżacym mi na ramieniu. Mirabelkowy pracowicie wydziergany przez afrykańską- nie- teściową w takie jakby włochate wysepki… Mam nadzieję, że mole, miłe zwierzątka, załatwia problem za mnie….

    Polubienie

  3. ale mi chcicy na ogórka zrobiłaś!:D

    piwnicy się boję. tam brudno, ciemno i myszy biegają. wrr…
    a ja mam z kuzynką koszmar dzieciństwa w postaci beżowych rajstop. Zamiast beżowe mówili ‚cieliste’. Makabra na resorach.

    Polubienie

  4. Tak sobie po cichutku czytam już będzie z rok ale co tam się będę ujawniał… Ale dziś przeszłaś samą siebie i kwiczę sobie parskając jednocześnie na monitor 😉 dobrze że nic nie jadłem akurat. Tak więc wyrazy uznania i przypadkiem niech Ci do głowy nie przyjdzie zawiesić działalności bo zawiedziesz stałego czytelnika. Pozdrawiam. Również Pana L. 🙂

    Polubienie

  5. Normalnie to ja sobie zwykle poprawiam humor czytając od jakiegoś czasu Twój blog. Normalnie to Twoje notki działają niczym cały banan wepchnięty w poprzek w moje usta. Ze skórką. Normalnie to ja sobie cichutko siedzę i cieszę twarz do monitora. Ale dziś to ja nie-normalnie spadłam z krzesła. A jak już zdołałam podnieść swą rzyć szanowną z podłogi, z całą stanowczością potłuczonego jestestwa stwierdziłam, że miałam rację wysyłając tego smsa. I że nie powstrzymam się przed napisaniem Ci dwóch słów prawdy. A oto i one: ekhem ekhem… RZąDZISZ, KOBIETO! :)))

    Polubienie

  6. apropos rajstop przedszkolnych – Synuś mój akuratnie siedzi ze swoim przedszkolnym antagonistą, albowiem jeden z nich był Panem Górki a drugi Panem Huśtawek, rzecz jasna się nienawidzili. W rajstopkach się nienawidzili. A teraz oglądają na zdjęciach siebie w tychże rajstopkach i zaśmiewają się tak, że faktycznie nie zasnę aż do północy, kiedy to muszę się zaudać z nimi na zakup Pottera. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s