Międzynarodowy Dzień Koloru

W bardzo dawnej prehistorii 22 stycznia byłby Dniem Dziadka, współczesny ultra_nowoczesny i z fajerwerkami kalendarz mówi jednak dość jednoznacznie: dzień koloru i basta. Łamiąc konwenanse zatelefonowaliśmy rano do Tateusza i życzyliśmy Mu – Lokator  się głównie wyszczerzał ale można to podciągnąć pod życzenia – wszystkiego pomarańczowego. Znaczy udało się pogodzić oba święta i nie wyjść na troglodytę na linii tradycja-współczesność. Zdzich co prawda stwierdził, że niezbyt mu ten pomarańczowy koresponduje z pulowerkiem ale pouczony o nowych trendach zamilkł był potulnie.

Trzeba iść z duchem czasu.

Ja dziś poszłam w beże i brązy.
Oraz do dentysty.
Jak co wtorek.

Śmieję się, że to lepsze niż romans. Co tydzień już w wieczór poprzedzający spotkanie myślę o wiertłach, ssawkach i innych interesujących przyrządach. Następnie wstaję rano, się_ogarniam i taka się_ogarnięta przejeżdżam pędem zaspaną Warszawę na pół – bo przecież klasycznie jestem już spóźniona na autobus, więc może tramwaj na początek – by usiąść w fotelu i otworzyć szeroko usta. Toż to czysta i niczym nieskrępowana perwersja. A jeśli dodać do tego, że ze swojego punktu usadowienia Pan Doktor doskonale widzi mój pępek przez dekolt, robi się prawdziwy erotyk. Na szczęście o tej porze tylko króliki myślą o czymś innym niż błogi sen bądź ewentualny przewrót na drugi boczek. Ja osobiście docieram do gabinetu w fazie REM. Drugi uczestnik schadzki również nie wygląda na zbyt przytomnego ale najwyraźniej jest typem uprawiającym somnambulizm chirurgiczny, czyli krzywdy nie zrobi bo wie co, gdzie a nawet jak. I którędy.

Dziś przeżyłam jednak lekką konsternację.

Pan Doktor pochylił się już nade mną z pękiem rozmaitych narzędzi, już zastygłam w pełnym rozdziawie, gdy nagle oprawca zasępił się nieco na obliczu, zajrzał mi w otwór gębowy i padło:

Starość to Panu Bogu nie wyszła…

Że halo???!!!

Ty wyleniały borsuku jeden Ty – zdążyło tylko pomyśleć moje urażone ego.

Powietrze zawisło i zgęstniało w oczekiwaniu, fotel skrzypnął z zaciekawieniem, nawet chmury za oknem pociemniały a mój wytrzeszcz zrobił się baaaardzo wieloznaczny. Niestety nie zdołałam się należycie i w terminie oburzyć bo autor refleksji natentychmiast wwiercił mi się w podświadomość, jednak gdy tylko odzyskałam czucie, bycie oraz mowę i już chciałam burknać coś wściekle, Doktor sam zmitygował się i przyznał, że absolutnie o własnej Matce mówił. Absolutnie. Bo dzwoni codziennie i Jej smutno, że dzwoni a jak nie dzwoni to czuje się samotna i wtedy dla odmiany Jemu smutno.

No! Miał szczęście. Widać mój wkurw można było zobaczyć nawet z kosmosu. Chiński mur, Amazonka i wściekła kobieta na fotelu dentystystycznym. Piękny widoczek, nie  ma co. Bo co prawda pierwszej świeżości już nie jestem ale jeszcze datę przydatności mam odległą i mglistą jak listopad na Mazurach. I radzę to sobie dobrze zapamiętać, bo będzie niezapowiedziana kartkówka z biologii.

A Mamuty to już tak mają – wnoszę z obserwacji uczestniczącej – że czy dzwonią czy dzwonimy my, zawsze okazujemy się być za duzi i za dalecy. Dlatego cieszę się, że Igorowski jeszcze taki przytulny i taki obok. I mi nie powie z oburzeniem: Oj co Ty, Mama!

Za chwilę sypnie Mu się wąs, będzie miał posępne spojrzenie, stosy czarnych ubrań i płyt z zespołami, których nazwy według mnie są niezłą akupunkturą dla oczu, a na wszelkie próby złamania odległości metra będzie reagował gwałtownie i alergicznie. Pocieszam się, że mamy małe mieszkanie i zapas Zyrtecu jak na pułk wojska.

6 uwag do wpisu “Międzynarodowy Dzień Koloru

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s