Przypadki przygodnie nieprzypadkowe

Siedzę w pracy przy biureczku, macham lewą nóżką i najspokojniej na świecie popijam kawę. Piąteczek. W perspektywie wieczorne spotkanie ze znajomymi (po tym Ważnym, w intencji którego kciuki potrzebne), jutrzejszy wieczór panieński i niedzielny wypad z Nowym i Lokatorem do Mamutowa.

Co mi właśnie przypomina, że muszę skoczyć do sex-shopu…

Nie żeby do Mamutowa pejczyk. O nie, nie. Dla Maliny na ten jej wieczór chciałam coś wyszperać. Prezeski w panterkę, tiulowy peniuar i kajdanki może. Hmmm. Nie wiem.

Jakieś pomysły?

A czy ja już wspominałam, że kiedyś miałam przygodę z sex-shopem?

Znaczy nie, że przypadkiem zabłądziłam bo myślałam, że to piekarnia. Tylko taka błyszcząca i różowa, z neonami. Po prostu kiedyś byłam z J. i Ojciec J. był właścicielem kilku podobnych przybytków i gdy Dziewczyna pracująca w jednym w charakterze kasjera (a przy okazji moja koleżanka) poszła na urlop, zastępowałam ją przez dwa tygodnie.

Nowy twierdzi, że powinnam to sobie wpisać w CV. Moja ścieżka kariery prezentowałaby się wówczas niezwykle interesująco.

Nie wpisałam różnież opiekunki dziecięcej, roznosiciela ulotek, wyprowadzacza psów, sprzątaczki, modela malarskiego i wielu innych, ale to chyba nie przyniosłoby aż tak piorunującego efektu.

W każdym razie na tle różów, tiulów i podwiązek oraz sztucznych cycków i penisów ja sama prezentować się musiałam zgoła kuriozalnie. Zwłaszcza, że był to cudowny czas studiów, gdy douczałam się notorycznie na zajęcia z opasłego trzeciego tomiszcza „Historii filozofii” Tatarkiewicza i chrupałam słone paluszki.

No ale jak wiadomo petunia non oret. Pamiętam, że za przygodę z sex-shopem zainkasowałam całkiem miłą wypłatę. I całą wydałam na bieliznę 😉

Baba no.

Ale śmiesznie bywało, nie powiem. Na przykład wchodził sobie cichcem do sklepu Pan. Początkowo Pan zglądał po ścianach i na boki, coś tam gmerał przy filmach, powymarszczał się, pocmokał aż wreszcie zebrał się w sobie i wypalił takim z deczka rozpaczliwym falsetem:

– A czy pani tańczy?!

Z lekka mnie zamurowało i prawie udławiłam się sławetnym wyrobem Lajkonika, bo jak w mordę strzelił było widać, że czytam a nie tańczę ale na szczęście szybko przestawiłam się na tor myślenia Pana – ty zbereźniku jeden, ty – i odparłam uprzejmie acz stanowczo:

– Nie, nie tańczę.

Pan był niepocieszony i pełen energii a pytanie ponawiał niejednokrotnie ale pozostawałam nieugięta. Sytuacja powtarzała się przez cały pierwszy tydzień. Po upływie tego czasu w końcu nie wytrzymałam i nieco mniej uprzejmie poinformowałam Pana, że jeśli jeszcze raz mnie spyta czy tańczę, osobiście odstepuję mu kankanem rodowe klejnoty. A buciki zaprezentowałam konkretne – zwyczajowo jak to ja – glany.

Pan spłonił był się natentychmiast jak młoda dziewoja i jął tłumaczyć coś tam zawzięcie. Jąkał się, dukał, przepraszał i w ogóle majordomus w pigułce. Dopiero po pięciu minutach zorientowałam się, że mówi o ogłoszeniu wiszącym na drzwiach, które niedawno powiesił nasz znajomy.

Że kurs tańca towarzyskiego…

13 uwag do wpisu “Przypadki przygodnie nieprzypadkowe

  1. historyjka znakomita,godna Boy-Żeleńskiego, albo (bo Boy może nie jest w tym przypadku najlepszym wzorcem ) – w najlepszym Bike stylu. Miłego weekendu

    Polubienie

  2. petunia non oret to rozumiem pecunia non olet, si?
    Kazdego dnia zaskakujesz mnie ciekawostkami tu. dobrze sie Ciebie czyta, poimijajac ta, zapewne umyslna, zmiane w paremii 🙂

    Polubienie

  3. to ja mialam nieco inna przygode 🙂 pracowalam w solarium i pewnego zimowego dnia wszedl mezczyzna z zapytaniem, czy lezac na lozku bede mogla przy nim posiedziec. bo jego to tak podnieca, jak kobieta na niego patrzy. rety jak sie wtedy wystraszylam 🙂 ale przegnalam typa i wiecej juz mnie nie nachodzil…

    Polubienie

  4. Bajek, Ty sie wyhamuj z tymi hiperważnymi dniami, b od trzymania kciuków to Ci czytelnicy dostaną skurczu spastycznego dłoni, tudzież trwałej niemocy życiowej, bo zaciśniętymi ręcami nic sie nie da zrobić, no!
    Od dzisiaj trzymam kciuki pośladkami 😉

    Zaiste, ciekawa przygoda sexshopowa xD pan sie musiał czuć nieco urażony 😉
    NA wieczór panieński proponuję zakupić kajdanki – koniecznie ofutrzone na różowo. Sama posiadam i się przydają – choćby do rozśmieszania znajomych ;]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s