Akcja ewakuacja

Hasło: pakowanie. Odzew: chaos. Normalnie sajgon, mekong i ogólny mieszkaniowy bajzel. Pakowania się nie znoszę jeszcze bardziej niż geograficzki z liceum. Geograficzka była paskudna, miała purchawkę na nosie, krzywe nogi, na imię Wiesława a najbardziej na świecie lubiła dłubać w zębach i rzucać w nas kredą. Pakowanie jest mniej uciążliwe ale też potrafi wgnieść człowieka w fotel. Zwłaszcza takie na raty i z Obywatelem Piszczykiem na etacie. Obywatel Piszczyk jak nowe miano sugeruje właśnie nabył nową umiejętność i osiąga częstotliwości odbierane chyba głównie przez nietoperze. Niestety macierzyństwo zbliża do tych uroczych zwierzątek – pewnie przez fakt, że można usnąć w każdej pozycji, nawet głową w dół – zatem i ja odbieram te ultradźwięki. Z powodzeniem. Młody sam jest mocno zaskoczony tymi ariami, więc powtarza je raz po raz upewniając się, że to na pewno On a nie na przykład Strucel. Zaśmiewa się przy tym do łez. Moich. Ale wróćmy do pakowania. Mieszkanie przypomprzypomina plac budowy po porannym browarku. Niejednym. Ze swoimi rzeczami mam problem, bo to nigdy nie wiadomo co się akurat może przydać i dużo wziąć byśmy chcieli a mało możemy, a tu jeszcze muszę spakować ruchomości lokatorskie, których – co nieprawdopodobne i dla każdej rasowej kobiety niedopuszczalne – jest więcej niż moich. Ubranka (całe mnóstwo), pieluchy takie i owakie, proszek dzieciowy, kosmetyki (pozazdrościć liczebności), lekarstwa, ręczniki (bo na zmianę), termos, grzałka, kubki, mleko (bo trzeba raz dziennie przyzwyczajać do żłobka), herbatka (na dźwięczne bąki), butelki, smoczki, fotelik (na próby), nosidło (na mamę), wózkowa gondola w charakterze łoża, śpiworek, kombinezon i zestaw czapek. I to wszystko na 10 dni. Przy tym wszystkim jedna torba dla mnie to ewenement. Jeszcze nigdy nie pakowałam się tak oszczędnie. Zawsze polegało to na tym, że wywalałam z szafy to na co miałam ochotę, upychałam kolanem i w drogę. Teraz zrobiłam selekcję. Potem jeszcze jedną. I jeszcze. I gdy sterta wreszcie osiągnęła pożądane, z uwagi na pojemność torby, wymiary, wpakowałam ją do środka uszczelniając po drodze cukrem, herbatą, sokiem i klapkami pod prysznic. Tak przy okazji to strasznie jestem ciekawa jak się Młodemu spodobają kąpiele w umywalce. Miejmy nadzieję, że bardzo. Liczę też na zaprzestanie serialu ‚Rosną mi zęby, więc niech mnie w Laponii usłyszą’ i spokojne noce. Niestety, że tak to ujmę z francuska: marne’ szanse’. Współtowarzysze ‚cichego’ blokhausu A nas nie polubią. W B nie było już dla nas miejsca. A szkoda. Tam przynajmniej nocny Igor nie wyróżniałby się z otoczenia. No i nie ma schodów. W tym A są. Ale zobaczymy. Może jakoś to będzie. W końcu sentymenty to tylko kwestia psychiki. Nie wiem też jeszcze do końca z kim będę w pokoju a biedni to będą ludzie. Dzieć mój ostatnio budzi się i pół nocy spędza na pokrzykiwaniu, że Mu się nudzi. A potem drugie pół marudzi, że nie może usnąć ze zmęczenia. I chyba właśnie czas na tę pierwszą połowę. Idę stanąć na bramce. Jutro o tej porze będę już daleko.

Jedna uwaga do wpisu “Akcja ewakuacja

  1. bą włajaż blondasy 🙂
    jak wyjeżdżaliśmy z Lu na wakacje to mieliśmy zez Ślubnym jedną torbę na spółę, ale niezbędniki dziecka zajmowały pół samochodu.
    Spoko, kiedyś przed wyjazdem usłyszysz od syna „Matka, po co ci taka duża torba ?”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s