Się trzęsie

– Interesuje Państwa poród rodzinny?

Wielce uprzejmy Biały Kitelek W Pończochach zamrugał do mnie rzęs wachlarzem i ściupił szminkę w kolorze Śliwka 1500 w jedwabistym uśmiechu, co to rozpływa się w ustach, nie na dłoni. Odmrugałam ochoczo i lekko zdezorientowana łypnęłam w prawo… i w lewo. Potem dyskretnie obejrzałam teren za sobą ale poza drzwiami nic charakterystycznego nie spostrzegłam. W pokoju nie licząc lekarskiej wagi byłyśmy same. – Do kogo ona kurza stopa mówi? – pomyślałam – W końcu Lokator się jeszcze nie uzewnętrznił. A może jednak?! Nieee – spojrzałam w dół by upewnić się, że piłka jest na stosownym poziomie – Zresztą chyba poczułabym gdyby nagle zechciał zamienić swoje dolne piętro na antresolę…

Do porządku przywołała mnie badawcza mina Białego Kitelka W Pończochach. Najwyraźniej domagał się odpowiedzi. I jak tu delikatnie zasugerować, że jednak przyszłam tu sama a duchy nie istnieją? To przecież jak ze Świętym Mikołajem. Wszyscy wiedzą, że on wcale nie taki święty ale nikt nie odważy się tego pierwszy powiedzieć. Zwłaszcza dziecku. Postanowiłam zaryzykować refleksję, że Pipi Langstrumpf się przejęzyczyła i wcale nie naoglądała się Patricka z Demi przy glinianym warsztacie.

– Nie. Myślę, że zwykły poród to będzie wystarczająca dawka adrenaliny. Z rodziną spotkam się kiedy indziej – odparłam najuprzejmiej jak potrafiłam starając się nie spoglądać porozumiewawczo w kierunku paprotki malowniczo zwisającej z sufitu.
– Ale są Państwo pewni? Porody rodzinne cieszą się obecnie dużą popularnością… – nie dawał za wygraną Biały Kitelek W Pończochach.
– W przypadku cesarskiego cięcia to i tak chyba wspólne pogawędki przy kawie odpadłyby w przedbiegach – stwierdziłam tłumiąc nagły chichot, który uskutecznił mi się w aparacie gębowym.
– Ale mąż mógłby na przykład filmować wszystko kamerą i mieliby Państwo potem przepiękną pamiątkę… – przekonywał fioletowy przecinek uśmiechu.

– Ocho – pomyślałam – Już widzę tę cudowną rozrywkę. Niech żyje niedzielny obiad przy oglądaniu takiej ‚pamiątki’. ‚Siostro, skalpel!’ między ziemniaczkiem a kęsem kotleta. Urocze. Doprawdy urocze. Ale ale…

– Nie mam męża – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– No to partner. Pani sobie nie zdaje sprawy jak to buduje ojcowskie więzi. Takie uczestniczenie w narodzinach dziecka… – ciągnęła nieustająco Pończosznicza Lejdi.
– Partnera też nie posiadam – ucięłam krótko… być może za krótko.

Kitelek lekko zbity z tropu zlustrował mnie niczym połączenie narkotykowego owczarka i komisji śledczej, zacisnął się jeszcze mocniej w Śliwce 1500 – jesteś tego warta, po czym wypalił:

– Partnerka też może być…

No i teraz leżę i kwiczę. Chociaż matce na wylocie nie wypada turlać się po podłodze. Z tego wszystkiego zapomniałam się z Kitelkiem pożegnać a tak się biedny starał 😉

W każdym razie było wesoło. A z nowin absolutnie powalających, to osiemnastego stawiam się w pełnym rynsztunku w szpitalu, gdzie spędzam noc na wyścigach łóżek przez korytarz i grupowym pędzeniu bimbru z aloesu… a dziewiętnastego dnia bieżącego miesiąca zrobią mi kozikiem uśmiechnięte brzunio (oczka sama sobie potem domaluję) i możecie mi mówić per Mamut. Będziemy mieć całkiem świeżego Nowego Obywatela na zewnątrz. Kolejny pretendent do Medalu Z Kartofla w kategorii darcie ryja, jedzenie, sikanie i spanie na czas. O rety! Chyba zaczyna się cykor. Ale będzie jazda…

23 uwagi do wpisu “Się trzęsie

  1. eee ja stanowczo obstawiałam na SIE-DEM-NA-STY października, jako datę cięcia. a tu co? I złudzenia me poszły… się kołtunić. Bu – jak rzekła pewna myszka do pewnego lwa.

    Polubienie

  2. no i mnie wciągnełaś:-)))))) teraz to ja już musze Cie czytać bo z ciekawości nie wytrzymuje;-) Trzymam kciuki i nieważne którego byle było zdrowe bo śliczne to każde MAŁE jest:-)Powodzenia!

    Polubienie

  3. halo no! już?
    a wiesz, przez łepetynę śmignęła mi myśl, żeby zgłosić się na partnerkę. nie do kręcenia albo przecinania rury, o nie.
    ale fajnie, jak ktoś zabezpiecza tyły.
    tak se myślę ja, com jeden poród rodzinny przeżyła i jeden samotny.
    rodzinny był słaby, ale zaplecze do realizacji zachcianek o niebo lepsze niż w drugim przypadku.

    Polubienie

  4. Ja to szybko czasy sie zmieniaja i obyczaje.Mnie pytano o date PIERWSZEJ miesiaczki i date slubu. Zadnej nie pamietalam. Biale kitle byly oburzone: no jakze mozna nie pamietac daty wlasnego slubu?

    Polubienie

  5. no to witamy w krainie cesarzowych…

    19 powiadasz. ładna data.

    ale jaja – Obywatel na wyjściu jest!!! Bajko – najedz się pizzy i takich innych smakowitości, bo potem będzie krucho.

    Całujemy
    agA i Zosia

    Polubienie

  6. Ja też przychylam się do 17.10. Myślę, że nie Kitle decydują tylko Młody (z Twoim Bajecznym wsparciem, oczywiście). Ale, musisz przyznać, elastyczna i na czasie interlokutorka. Rodem z „Seksmisji”. A no właśnie- na koniec rodzi się chłopak. łoooooooł!!!!!!!!!1

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s