Spotyka się dwóch katów.
– Nie widziałeś mojej żony?
– Stary przecież ja jej nie znam. Nie wiem nawet jak wygląda.
– Taka blondynka krótko ścięta.
Miesiąc: Październik 2004
Po jedenaste – nie molestuj policjantów
Na onet.pl ciekawostka:
Dwie kanadyjskie turystki, obie mocno pijane, dopuściły się molestowania seksualnego kilku weneckich policjantów, a kiedy funkcjonariusze odrzucili ich karesy, dotkliwie ich pobiły – poinformowała włoska telewizja.
Obrażenia policjantów wymagały interwencji lekarza. Agresywne panie (25 lat i 32 lata) pracują na statku wycieczkowym, który zawinął właśnie do Wenecji. Grozi im pociągnięcie do odpowiedzialności za molestowanie, groźby i pobicie funkcjonariuszy.
Ciekawe czy i za co by je pociągnęli polscy policjanci?
O tym jak Bajka urosła dwa metry
Skoro już jestem przy wspominkach, przypominaczach, pamięciach zewnętrznych i innych ustrojstwach, to napiszę notkę, którą już czas temu jakiś obiecałam Biko. W końcu mi się przypomniało. To piszę.
Pewnego dnia, a było to ładnych kilka miesięcy już temu, jechałam sobie do pracy tramwajem. Tramwaj jak tramwaj, droga jak droga, praca jak praca, ja jak ja. Tramwaj był linii 9 i był też dość mało wyładowany społeczeństwem, co stwarzało szerokie możliwości skorzystania z miejsc siedzących. Skorzystałam. Zresztą i tak żadnych staruszek, kombatantów, kobiet z widoczną ciążą albo z dzieckiem na ręku i inwalidów w promieniu ostrości wzroku nie zogniskowałam. Nikt mi też nie sapał ani nie fuczał nad uchem. Znaczy mogłam siedzieć do bólu. A ściślej ujmując do przystanku o wdzięcznej nazwie DH SMYK.
Siedziałam więc sobie grzecznie, słuchałam sobie jakiegoś przyjemnego mjuzika co mi z słuchawkach discmana prosto w trójcę: młoteczek-kowadełko-strzemiączko się sączył powodując dobre nastrojenie na rzeczywistość i spoglądałam sobie na krajobrazy zaokienne… gdy nagle spostrzegłam plecy siedzące przede mną.
Plecy jak plecy. Niby każdy posiada i nic w tym dziwnego. Ale te plecy zwróciły moją uwagę. Bo one się proszę państwa trzęsły. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że są to męskie plecy. Postanowiłam zbadać sprawę trzęsących się pleców. W końcu nieczęsto się takie widuje w porannych tramwajach. Wyłączyłam mjuzik i usłyszałam śmiech.
Męskie plecy siedzące przede mną się trzęsły bo oto ich właściciel zaśmiewał się z czegoś straszliwie i raz po raz wybuchał tłumionym rechotem.
Nic nie działa na moją ciekawość niż tłumione rechoty trzęsących się pleców rodzaju męskiego. Dlatego przysunęłam się bliżej pleców i bezczelnie zajrzałam im przez ramię. I wiecie co zobaczyłam? Nie wiecie, bo niby skąd macie wiedzieć. To ja wam powiem. Zobaczyłam białe kartki papieru, formatu A4, ot zwykły wydruk czegoś z internetu.
Ale coś mnie tknęło i nie była to autobusowa babcia. Tknęło mnie dziwne przeczucie. Wytężyłam wzrok i… prawie sama parsknęłam śmiechem. W tramwaju na miejscu siedzącym przede mną siedział sobie kolo i najnormalniej w świecie zaśmiewał się z lektury ze strony
Szok po prostu. Szok w tramkach. Jak pragnę podskoczyć 😉
W dodatku właściciel pleców i rechotu po chwili dostrzegł, że ktoś mu zagląda przez ramię i tłumi własny, osobisty gdakot. Jak dostrzegł to uśmiechnął się życzliwie, szeroko i powiedział z werwą: ‚dobre to, wejdź sobie na tę stronę i poczytaj, mówię ci’ i podał mi adres mojego własnego bloga. Odśmiechnęłam się równie szeroko nadal tłumiąc parsknięcie i podziękowałam grzecznie po czym wysiadłam z tramwaju bo nagle pojawił się przystanek DH SMYK.
Dałabym głowę, że przez pasy przechodziłam już wyższa o całe dwa metry 😉
94 gra jakbym sobie zamówiła koncert życzeń
I dobrze.
Jakoś wybitnie dobrze mi się w te klawisze stuka przy ostrym graniu.
To lubię. Dobre na wkurwa przestrzennego ukierunkowanego na pracę. Na inne wkurwy też.
Przypomniał mi się dawny radiowy tekst. Chyba z Trójki… a może to było też 94. Mniejsza o większość…
Nie pamiętam już kto ów tekst wygłosił ale było to całkowicie przypadkowe, świetne zagranie, po którym obaj rozmówcy wybuchnęli perlistym śmiechem a ja sięgnęłam po telefon i zapisałam sobie w przypominaczu:
‚Jak się patrzy na twarz Dzidziusia to widać, że rock’n’roll odcisnął na niej swoje piętno’
Wyrazista jest… to fakt ;))
Miłego wieczoru
W końcu od czego ma się przyjaciół
– Czemu jesteś taka smutna?
* Widać mam zły dzień
– Od dwóch tygodni?
* Pewnie to Matrix albo Dzień Świstaka
– A mogę ci jakoś pomóc?
* A masz mocny sznurek?
– Nie mam
* To nie możesz
po chwili… z radosnym triumfem
– Ale mam sznurówki!!! ;))
Wczoraj
Wczoraj był sajgon w robocie. I wczoraj był dziwny telefon. I wczoraj byłam gotowa zadrapać na śmierć za rogalika i kawę… no ostatecznie mógłby być pączek. Do 12. Bo potem było mi już wszystko jedno. I tak nosem wciskałam enter ze zmęczenia. Biomet był niekorzystny czy jak? Kij wie.
Wczoraj było mi ciepło. Aż za bardzo. Założyłam na siebie pół szafy i wyglądałam jak w drodze na biegun. Dziś mam drugą połowę. W końcu nigdy nie wiadomo gdzie wylądujemy po pracy.
Wczoraj prosto z pracy pobiegłam na angielski. I od progu poczułam się lepiej widząc na sali kolegę, z którym od dwóch lat opowiadamy sobie dowcipy. Siedzę z nim w biurze przez ścianę. Zawsze to milej zobaczyć czyjaś znajomą facjatę w nowym miejscu.
Wczoraj prosto z angielskiego pobiegłam na chór. Jestem coraz lepsza na długie dystanse. Trzy tramwajowe przystanki zajmują mi mniej czasu niż tym ‚stalowym rumakom’ pod napięciem. Nie wiem czy to tylko wina wszędobylskich ulicznych korków.
Wczoraj na chór przyszła Malinka i Hal. I było jeszcze milej. Przypomniały się dawne (choć nie tak dawne) dzieje, kiedy to każdy jeszcze znajdował czas na wszystko – na to żeby powyć wśród znajomych również. Fajnie było…
Wczoraj po chórze poszliśmy wesołą ferajną do Medyków na grzane wino. I wczoraj usłyszałam opowieść o tym, jak to na dworcu, grzecznie, przy kasach, w drodze na Krym Wojti zostawił podróżną torbę z zajedwabiście drogim profesjonalnym sprzętem fotograficznym. I jak to ta torba się odnalazła. Z całą zawartością. Bo policjanci myśleli, że to bombka jakowaś i zabrali. I nawet potem oddali. Oczywiście po odpowiednich perturbacjach ale oddali. Mogli co prawda oddać od razu jak tylko Wojti od tej kasy odszedł, ale sądzili, że on to specjalnie zostawił i woleli sprawdzić. Czujni ci nasi policjanci.
I wczoraj usłyszałam koniec całej opowieści – jak to pewna dziewczyna patrząc na Wojtiego stwierdziła, że on to ma szczęście. A Wojti uśmiechnął się i powiedział tylko: – Ano mam – i dodał – siedzi obok mnie – wskazując na siedzącą u jego boku Anię…
Mówcie co chcecie. Może dla niektórych to zbyt nierealne, może już mało kto z nas wierzy w taką miłość (taką bo ta, o której tu piszę trwa już spory czas i ciągle z przyjemnością patrzę na nich oboje). Mówcie co chcecie. Ale nie znam osoby, która nie chciałaby takich słów o sobie usłyszeć.
I o tym wszystkim myślałam wczoraj.
Wuj kowal a problematyka ratownictwa na świecie
Halucynka
hunger strike na 94
odpłyyyywam…
Bajka
byle nie za daleko
bo szalupom jak rzucem
to z uwagi na wadem wzroka
mogem ciem trafić wew web
i bulbniesz na dno
jak nic
Halucynka
szalupom?
Bajka
no a czym
chyba nie imadłem?
Halucynka
kowadłem!
Bajka
tia… najlepiej z kowalem
przystojnym
co?
Halucynka
eee tam
na wuj mi kowal
Bajka
nie masz wuja
to i ci kowal nie na wuj
tylko na gwałt
o ile lubisz sado-maso 😉
One kozie death
No i stało się…
Zapisałam się na angielski. Firma płaci połowę. Po połowie najwyżej zrezygnuję jak kasy nie będzie (chyba, że mi leki potanieją) a znać anglijskij jazyk nada… Bedę teraz lingwistycznie wyedukowana. Co mi tam. Przynajmniej będę wiedziała jak kogoś zbluzgać na 600 sposobów i może przy okazji kupić bułki za granicą.
Poszłam grzecznie po pracy do Dżuniora na Mieszałkowską. Wdrapałam się na to drugie piętro – tam zapisy. Na wstępie, zanim zdążyłam rzec, że ja nie z elektrociepłowni albo inny ze mnie hydraulik, zaatakowała mnie jakaś Miły Uśmiech Nr 5, w łapy wcisnęła formularz i test, wysłała do pustej sali i poleciała z radosnym ćwierknięciem, że powinno mi to zająć pół godziny…
Zapomniałam jej powiedzieć, że ja angielskiego to owszem i się uczyłam… ale przez jeden słownie rok i to w dodatku jakieś 5 lat temu a od tamtej pory nie wyjeżdżałam za chlebem do Anglii, nie przyjechała do mnie ciocia z Hameryki ani korespondencyjnie nie ćwiczyłam szermierki na Florydzie. Jednym słowem zapomniałam rzec, że ja zwyczajnie nie znam angielskiego.
No ale hardam i stwierdziłam, że się nie dam. W końcu skoro jak kto do mnie w tymże narzeczu gaworzy i rozumiem to może i słowo pisane skumam i przyczaję. Skumałam i przyczaiłam. Test rozwiązałam. Zostało mi jeszcze 12 minut do tego jej przepisowego pół godziny więc poobserwowałam sobie przez otwarte drzwi Miły Uśmiech Nr 5, który niczym rącza łania biegał między klientami. Biedna dziewczyna. Postanowiłam ulżyc jej w cierpieniu i gdy minęła 18.30 podreptałam grzecznie… do jej kolegi.
A co. Niech laska ma jedną gębę do oglądania mniej. Kolega Miłego Uśmiechu Nr 5 prezentował nie mniej uroczą klawiaturę w nie mniej promiennym służbowym uśmiechu. Posadził mnie na fotelu i czekać grzecznie kazał. Powiedziałam mu na odchodne, że nie powinien się spodziewać po tym teście nic w zasadzie bo ja nie znam angielskiego ale odśmiechnął się i tyle go widziałam.
Chyba nie wziął moich słów na poważnie bo za 5 minut wrócił do mnie w tą samą kartką tyle, że teraz na odwrocie stało jak wół nabazgrolone 40/80. Dzięki mojej upiornie rewelacyjnej logice i bezwzględnej inteligencji domyśliłam się, że skoro było 80 okienek w formularzu i 80 zdań w teście to siłą rzeczy te 40 to te, na które udało mi się odpowiedzieć poprawnie. Wow – pomyślałam sobie – albo ten test to dla debili robią albo mam jakieś paranormalne zdolności.
Następnie zostałam zawezwana do pani lektor, która rozmawiała ze mną po angielsku wyjaśniła mi, że te zdolności moje to one wcale nie są takie paranormalne. Mało tego – zdziwiła się niepomiernie, że po takim czasie nauki i po takim czasie przerwy bez kontaktu z językiem poszło mi tak jak poszło. Rozpływając się w ochach i achach nie zauważyła, że ja też się zdziwiłam. Jak diabli. Bo ja nie wiedziałam, że ja potrafię rozmawiać po angielsku. Fakt, z początku coś dukałam i ciężko szło ale potem mimo mizernego zasobu leksykalnego szło mi całkiem dobrze. Jak na kompletną nieznajomość lingwistyczną to ponoć jestem bardzo dobra. O rety! Może ja znałam angielski w poprzednim wcieleniu?
Rozmawiałyśmy o jakichś pierdołach – w stylu – czym się interesuję, co robię w pracy, jaką skończyłam szkołę i po co mi ten cholerny angielski. Potem wciągnęłam ją w rozmowę o motocyklach i pani lektor wpadła. Z błyszczącymi oczyma wyznała, że ją też kiedyś fascynowały jednoślady ale zawsze uważała to za zbyt niebezpieczne by spróbować. Dowiedziała sie też i tym skąd się wzięła ‚bajka’… i o tym, że piszę blogi też. Zobaczymy. Może kiedyś trafi na któryś z nich i pośmieje się razem ze mną z tej mojej przygody z językiem, którego ponoć nie znam 😉
No bo trafiłam od razu na trzeci poziom…
1, 1+ i 2 – bye, bye
Dziś pierwsze zajęcia. Pójdę.
One kozie death 😉
Lady Stefan the Great






A mówią, że w dzisiejszych czasach nie ma już bezpośrednich mężczyzn…
bezpośredni
cześć, lubisz od tyłu?
bajka
jasne
pochyl się i powiedz aaa
bezpośredni
nie ja tylko ty
bajka
no wiem
nie ja tylko ty
bezpośredni
nic nie kumasz
bajka
stary żaby to w stawie
najlepiej skokowym
bezpośredni
jak masz na imię?
bajka
Ryszard, mów mi Rysiu
będzie bardziej intymnie
bezpośredni
ups to sory
myślałem, że jesteś laska
bajka
tak wiem, wszyscy mi to mówią
mam kobiece dłonie