To dobry pies… ale ma słabe nerwy

W nocy do mieszkania włamał się złodziej.
Świeci latarką, szuka kosztowności i nagle słyszy głos:
– Jezus cię widzi… – rozgląda się ale nikogo nie zauważył, szuka dalej a tu znowu ten sam głos:
– Jezus cię widzi… – facet się wkurzył, rozgląda się porządnie, patrzy a w klatce siedzi papuga i powtarza:
– Jezus cię widzi…
– A Ty kto?!! Jak się nazywasz?
Papuga na to:
– Mojżesz
– Mojżesz? Idiotyczne imię dla papugi!
– Nie gorsze niż Jezus dla rottweilera…

Gazeta Wybiórcza – Ubezpiecz złodzieja twojego samochodu

Obywatelu! Skradziono ci samochód? Płać OC, bo… złodziej może spowodować wypadek!

– Ktoś musi wziąć odpowiedzialność za złodzieja – to słyszy się w PZU.
Paranoja czystej wody.

Panu Krzysztofowi skradziono auto, zgłosił sprawę na policję, zignorował żądanie przez złodziei okupu bo miał komplet dokumentów i stwierdził, że ma gdzieś to co oni chcą. On chce odszkodowanie. W lipcu prokuratura umorzyła śledztwo bo oczywiście winnych nie znaleziono. Miesiąc później PZU wypłaciło AutoCasco i miało byc po sprawie. A jednak niespodzianka.

Po pięciu miesiącach od kradzieży zdziwiony niepomiernie (no wcale mu się nie dziwię) pan Krzysztof dostał wezwanie do zapłaty OC. Ma opłacić stawkę za ten i przyszły rok. No i się wkurzył koncertowo, bo niby skąd ma wiedzieć co się dzieje z jego autem skoro je stracił i jakim prawem ma opłacać za złodziei ubezpieczenie?!

Pan Krzysztof zadzwonił do inspektoratu w Zakopanem, gdzie ubezpieczał auto a tam miła pani powiedziała mu, że musi płacić, bo złodziej przecież mógł spowodować wypadek. To jest tak zwana odpowiedzialność za złodzieja. Ręce i cycki opadają. A w kieszeni otwiera się zestaw noży ze stali nierdzewnej do nabycia za jedyne 666.66 groszy. Nie dość, że cię okradli to jeszcze za nich płać…

A to wszystko przez to (ponoć), że pan Krzysztof po kradzieży auta nie wyrejestrował.

Pewnie byłoby prościej gdyby w inspektoratach PZU zamiast opowiadania sobie nowych odcinków ‚D jak dupa’ czasem udzielali klientom rzetelnych i wyczerpujących informacji.

Bo lubię

nie znoszę gdy pod płaszczykiem zainteresowania kryją się tylko pozory
nie znoszę gdy pod pozorem moich dłoni ktoś zagląda w cudzy dekolt
nie znoszę gdy cudzy dekolt jest li tylko w kwestii wyobrażeń a i tak nie przestaje się w niego wgapiać
nie znoszę gdy ktoś wgapiając się nie odrywa wzroku i rozmawia ze mną jakgdyby nigdy nic
nie znoszę gdy ktoś myśli, że nie zauważę
nie znoszę gdy ktoś nie zauważa, że nie zrobi ze mnie głupszej niż jestem
jestem więc obserwuję
i wyciągam wnioski
nie znoszę, gdy istnieje taka możliwość, nie mieć z rozmówcą kontaktu wzrokowego
nie znoszę tłumaczeń, że to peszy
nie znoszę peszyć na darmo
nie znoszę gdy mówi się do mnie imieniem innej osoby
i gdy patrzy się na mnie nieobecnym wzrokiem
nie znoszę widzieć gdy iskrzy tam gdzie o granie unplugged modlę się do samego diabła
nie znoszę gdy sam diabeł ma mniej jaj niż ja sama
nie znoszę jaj
nie gdaczę
a na kurę domową mam za wielki grzebień

nie mam pms-a
nie jestem sfrustrowana seksualnie
nie zabrakło dla mnie gazety w kiosku
nie krzywię się jak piczka w grochu
radzę sobie z agresją bez teksańskiej masakry piłą łańcuchową
swoim opanowaniem mogłabym związać huragan Żorżyk a na strzępy porwać najbardziej zatwardziałego kidnapera
i zwyczajowo nie miewam stanów maniakalnych
ale chętnie bym komuś tak ze szczerego serca przyjebała
tak profilaktycznie
.

Reni Jusis ‚It’s not enough’

Dobranoc

pees… i wkurwia mnie nieziemsko jak notki dodają się z opóźnieniem godnym styczniowych składów PKP

Ups

Właśnie przed chwilą całkowicie i zupełnie niechcący (serio serio) przyprawiłam bogu ducha winnego człeka o co najmniej 8-stopniową (w skali od 1 do 10) konsternację. Ale to było naprawdę niechcący. No bo skąd mogłam wiedzieć, że to akurat ktoś obcy zadzwoni?

Zazwyczaj punktualnie o 15.00 dzwoni do mnie Mamut. Mamut zna mnie już spory kawałek czasu i jest chyba przyzwyczajony do dziwnych zagrań. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Możliwe, że się maskuje ale jak dotąd dobrze mu to wychodzi. Mamuta więc nie dziwi, gdy wraz z uzyskaniem połączenia słyszy: ‚Koło Gospodyń Wiejskich oddział Pierdziszew, słucham?’… albo ‚Zakład Pogrzebowy ‚Niebo’… albo ‚Cukiernia ‚Rogalik’ przy telefonie Ewa Strucla’… Ot takie urozmaicenia światłowodowe.

Dziś jednak to nie był Mamut. Dziś ktoś się bezczelnie wstrzelił z punktualnością przed Mamuta. Zadryndało. To odebrałam:

– Kancelaria Rzeszy, słucham! – zagrzmiałam groźnie w słuchawkę…

Niemal namacalna cisza po drugiej stronie uświadomiła mi (dość szybko mimo poniedziałku i całodziennej awarii komputera), że to chyba nie Mamut.
To nie był Mamut.

O rety! Ale wtopa 😉
Łans egejn…

Zaczynam się wprawiać.

Życzę sobie

zdrowia
tak długich nocy, żeby wszystko zdążyło mi się wyśnić przed świtem
półgodzinnych wschodów słońca
48-godzinnej doby, żeby dnie były nieco mniej szalone
pancernego budzika, żeby wytrzymał wszystko
nie mniej pancernego otoczenia
prawdziwych przyjaciół
ani jednego uśmiechu mniej
i ani jednego więcej – bo w końcu zamkną mnie jak nic w pokoju bez klamek
temperatury powyżej 20 stopni
zniżek na bilety PKP za okazaniem języka konduktorowi
darmowych kin i teatrów
niekończących się książek
flakonu grain de folie
sukienki z wystawy, którą mijam dwa razy dziennie choć wcale mi nie po drodze
braku kłopotów w pracy i z pracą
temperówki – koniecznie muszę zająć się swoim diabelskim temperamentem
zapasu tuńczyka, kukurydzy, brzoskwiń i ananasów w puszce na najbliższy rok
butelki kadarki
jednoosobowej czarnej yamahy 750 virago, wersja kanadyjska, rocznik ’78, z gmolem i dwiema skórzanymi sakwami
widzieć ‚kocham’ w oczach innych niż kocie
twardych soczystych jabłek
ciepłych rąk
pogody ducha na pilota
czasu na przemyślenia
i na spacery
metra na pragę
czarnego smoka co to od lat 10 na projekcie dojrzewa
odwagi by próbować niemożliwego
cierpliwości do świata i ludzi
wzajemności
życia
i umiejętności spełniania marzeń innym

Bajka urodzinowa

Przed chwilą spadłam z krzesła

a to wszystko przez pracę.

Właśnie bowiem dzięki mnie w bazie książkowej firmy ‚Pełna Kultura’ (myślałby kto) znalazła się premiera Państwowego Instytutu Wydawniczego.

I niby nic szczególnego w tym… a jednak.

Bowiem tytuł książki Dany’ego Lafferriere’a brzmi:

‚Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem?’

Pozdrawiam z podłogi

z rechotem długim… jak nie wiem co ;)))

Zaproszenie

W niedzielę złożę Mamutowi życzenia. W końcu nie co dzień wypada rocznica urodzenia córki.

W niedzielę kończę 26 lat. Po 13 na każdy bok. Taka ładna liczba. W sam raz dla bajek. Rocznik 1978 to musi być na prawdę pyszne wino.

W niedzielę byłabym u Just w Zawadzie i bawiłabym sie na kolejnym zlocie w miłym towarzystwie. Ale zdrowie nie pozwoliło… o kasie nie wspomnę.

Ale żeby mi nie było tak do końca smutno…

…w niedzielę po południu ubiorę się ciepło, wezmę zapas chusteczek i pójdę sobie jak co roku 17 października na ukochane Pola Mokotowskie przywitać się z moją ławeczką, potem pójdę do symbolicznego już historycznie (bo wszelkie urodziny i imieniny to od lat już tam przecież) Merlina gdzie nie trzeba płacić za wstęp a piwo jest naprawdę niedrogie.

Będę tam przed 19. Zajmę stolik. O siódmej zacznę świętować swoje urodziny. Skromnie bo skromnie ale zawsze.

Mam nadzieję, że zechcecie być tam razem ze mną 🙂
Będę czekać.

Bajka