PMS, czyli koszmar z ulicy Wiązów 17 i 2/53

Dzisiaj przez pół dnia Mister Możdżer robił mi dobrze swoim pianinem. Wot artist. Dodam, że rączek od klawiatury nie odrywał. Mało tego. Nawet nie był tego świadom. Ech.

Wstałam razem z nim, razem z nim wzięłam prysznic, szalałam z dzikim odkurzaczem razem z nim, zrobiłam porządki i very big pranie też, z nim wypiłam kawę i to ani na chwilę nie przestał grać. Musi chyba jakiś nie ten teges skoro nawet nie zauważył. Faceci…

A teraz siedzę z plastikowym wiaderkiem przed nosem i zażeram się resztą kwaszonej kapusty co to mi z wczoraj została. Wcześniej wypiłam baileysa z lodem i dobrze mi z tym. Ciekawam tylko jak to wpłynie na talent pana Leszka.

Hmmm… szkoda, że nie mam pączków… albo żelków Haribo… albo grzybków w occie… albo kompotu z wisienkami… albo śledzia… albo nektarynek… albo ziemniaczanych chipsów… albo winogron… a najlepiej wszystkiego na raz.

O rety! Przez to wszystko znów nie będę mogła spać 😉

7 uwag do wpisu “PMS, czyli koszmar z ulicy Wiązów 17 i 2/53

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s