Ups

Właśnie przed chwilą całkowicie i zupełnie niechcący (serio serio) przyprawiłam bogu ducha winnego człeka o co najmniej 8-stopniową (w skali od 1 do 10) konsternację. Ale to było naprawdę niechcący. No bo skąd mogłam wiedzieć, że to akurat ktoś obcy zadzwoni?

Zazwyczaj punktualnie o 15.00 dzwoni do mnie Mamut. Mamut zna mnie już spory kawałek czasu i jest chyba przyzwyczajony do dziwnych zagrań. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Możliwe, że się maskuje ale jak dotąd dobrze mu to wychodzi. Mamuta więc nie dziwi, gdy wraz z uzyskaniem połączenia słyszy: ‚Koło Gospodyń Wiejskich oddział Pierdziszew, słucham?’… albo ‚Zakład Pogrzebowy ‚Niebo’… albo ‚Cukiernia ‚Rogalik’ przy telefonie Ewa Strucla’… Ot takie urozmaicenia światłowodowe.

Dziś jednak to nie był Mamut. Dziś ktoś się bezczelnie wstrzelił z punktualnością przed Mamuta. Zadryndało. To odebrałam:

– Kancelaria Rzeszy, słucham! – zagrzmiałam groźnie w słuchawkę…

Niemal namacalna cisza po drugiej stronie uświadomiła mi (dość szybko mimo poniedziałku i całodziennej awarii komputera), że to chyba nie Mamut.
To nie był Mamut.

O rety! Ale wtopa 😉
Łans egejn…

Zaczynam się wprawiać.

Życzę sobie

zdrowia
tak długich nocy, żeby wszystko zdążyło mi się wyśnić przed świtem
półgodzinnych wschodów słońca
48-godzinnej doby, żeby dnie były nieco mniej szalone
pancernego budzika, żeby wytrzymał wszystko
nie mniej pancernego otoczenia
prawdziwych przyjaciół
ani jednego uśmiechu mniej
i ani jednego więcej – bo w końcu zamkną mnie jak nic w pokoju bez klamek
temperatury powyżej 20 stopni
zniżek na bilety PKP za okazaniem języka konduktorowi
darmowych kin i teatrów
niekończących się książek
flakonu grain de folie
sukienki z wystawy, którą mijam dwa razy dziennie choć wcale mi nie po drodze
braku kłopotów w pracy i z pracą
temperówki – koniecznie muszę zająć się swoim diabelskim temperamentem
zapasu tuńczyka, kukurydzy, brzoskwiń i ananasów w puszce na najbliższy rok
butelki kadarki
jednoosobowej czarnej yamahy 750 virago, wersja kanadyjska, rocznik ’78, z gmolem i dwiema skórzanymi sakwami
widzieć ‚kocham’ w oczach innych niż kocie
twardych soczystych jabłek
ciepłych rąk
pogody ducha na pilota
czasu na przemyślenia
i na spacery
metra na pragę
czarnego smoka co to od lat 10 na projekcie dojrzewa
odwagi by próbować niemożliwego
cierpliwości do świata i ludzi
wzajemności
życia
i umiejętności spełniania marzeń innym

Bajka urodzinowa

Przed chwilą spadłam z krzesła

a to wszystko przez pracę.

Właśnie bowiem dzięki mnie w bazie książkowej firmy ‚Pełna Kultura’ (myślałby kto) znalazła się premiera Państwowego Instytutu Wydawniczego.

I niby nic szczególnego w tym… a jednak.

Bowiem tytuł książki Dany’ego Lafferriere’a brzmi:

‚Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem?’

Pozdrawiam z podłogi

z rechotem długim… jak nie wiem co ;)))

Zaproszenie

W niedzielę złożę Mamutowi życzenia. W końcu nie co dzień wypada rocznica urodzenia córki.

W niedzielę kończę 26 lat. Po 13 na każdy bok. Taka ładna liczba. W sam raz dla bajek. Rocznik 1978 to musi być na prawdę pyszne wino.

W niedzielę byłabym u Just w Zawadzie i bawiłabym sie na kolejnym zlocie w miłym towarzystwie. Ale zdrowie nie pozwoliło… o kasie nie wspomnę.

Ale żeby mi nie było tak do końca smutno…

…w niedzielę po południu ubiorę się ciepło, wezmę zapas chusteczek i pójdę sobie jak co roku 17 października na ukochane Pola Mokotowskie przywitać się z moją ławeczką, potem pójdę do symbolicznego już historycznie (bo wszelkie urodziny i imieniny to od lat już tam przecież) Merlina gdzie nie trzeba płacić za wstęp a piwo jest naprawdę niedrogie.

Będę tam przed 19. Zajmę stolik. O siódmej zacznę świętować swoje urodziny. Skromnie bo skromnie ale zawsze.

Mam nadzieję, że zechcecie być tam razem ze mną 🙂
Będę czekać.

Bajka

Po jedenaste – nie molestuj policjantów

Na onet.pl ciekawostka:

Dwie kanadyjskie turystki, obie mocno pijane, dopuściły się molestowania seksualnego kilku weneckich policjantów, a kiedy funkcjonariusze odrzucili ich karesy, dotkliwie ich pobiły – poinformowała włoska telewizja.

Obrażenia policjantów wymagały interwencji lekarza. Agresywne panie (25 lat i 32 lata) pracują na statku wycieczkowym, który zawinął właśnie do Wenecji. Grozi im pociągnięcie do odpowiedzialności za molestowanie, groźby i pobicie funkcjonariuszy.

Ciekawe czy i za co by je pociągnęli polscy policjanci?

O tym jak Bajka urosła dwa metry

Skoro już jestem przy wspominkach, przypominaczach, pamięciach zewnętrznych i innych ustrojstwach, to napiszę notkę, którą już czas temu jakiś obiecałam Biko. W końcu mi się przypomniało. To piszę.

Pewnego dnia, a było to ładnych kilka miesięcy już temu, jechałam sobie do pracy tramwajem. Tramwaj jak tramwaj, droga jak droga, praca jak praca, ja jak ja. Tramwaj był linii 9 i był też dość mało wyładowany społeczeństwem, co stwarzało szerokie możliwości skorzystania z miejsc siedzących. Skorzystałam. Zresztą i tak żadnych staruszek, kombatantów, kobiet z widoczną ciążą albo z dzieckiem na ręku i inwalidów w promieniu ostrości wzroku nie zogniskowałam. Nikt mi też nie sapał ani nie fuczał nad uchem. Znaczy mogłam siedzieć do bólu. A ściślej ujmując do przystanku o wdzięcznej nazwie DH SMYK.

Siedziałam więc sobie grzecznie, słuchałam sobie jakiegoś przyjemnego mjuzika co mi z słuchawkach discmana prosto w trójcę: młoteczek-kowadełko-strzemiączko się sączył powodując dobre nastrojenie na rzeczywistość i spoglądałam sobie na krajobrazy zaokienne… gdy nagle spostrzegłam plecy siedzące przede mną.

Plecy jak plecy. Niby każdy posiada i nic w tym dziwnego. Ale te plecy zwróciły moją uwagę. Bo one się proszę państwa trzęsły. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że są to męskie plecy. Postanowiłam zbadać sprawę trzęsących się pleców. W końcu nieczęsto się takie widuje w porannych tramwajach. Wyłączyłam mjuzik i usłyszałam śmiech.

Męskie plecy siedzące przede mną się trzęsły bo oto ich właściciel zaśmiewał się z czegoś straszliwie i raz po raz wybuchał tłumionym rechotem.

Nic nie działa na moją ciekawość niż tłumione rechoty trzęsących się pleców rodzaju męskiego. Dlatego przysunęłam się bliżej pleców i bezczelnie zajrzałam im przez ramię. I wiecie co zobaczyłam? Nie wiecie, bo niby skąd macie wiedzieć. To ja wam powiem. Zobaczyłam białe kartki papieru, formatu A4, ot zwykły wydruk czegoś z internetu.

Ale coś mnie tknęło i nie była to autobusowa babcia. Tknęło mnie dziwne przeczucie. Wytężyłam wzrok i… prawie sama parsknęłam śmiechem. W tramwaju na miejscu siedzącym przede mną siedział sobie kolo i najnormalniej w świecie zaśmiewał się z lektury ze strony

Szok po prostu. Szok w tramkach. Jak pragnę podskoczyć 😉

W dodatku właściciel pleców i rechotu po chwili dostrzegł, że ktoś mu zagląda przez ramię i tłumi własny, osobisty gdakot. Jak dostrzegł to uśmiechnął się życzliwie, szeroko i powiedział z werwą: ‚dobre to, wejdź sobie na tę stronę i poczytaj, mówię ci’ i podał mi adres mojego własnego bloga. Odśmiechnęłam się równie szeroko nadal tłumiąc parsknięcie i podziękowałam grzecznie po czym wysiadłam z tramwaju bo nagle pojawił się przystanek DH SMYK.

Dałabym głowę, że przez pasy przechodziłam już wyższa o całe dwa metry 😉