Wszelki wypadek

Jadę do pracy.

Pociąg turkoce po szynach, ludzie wiszą gdzie i na kim popadnie, gimnazjaliści spierają się, kto ma więcej lajków pod zdjęciem z imprezy u Rafała.

Pozdrawiam Rafała, kimkolwiek jest, gdyż w odczuciu pasażerów SKM-ki jest już postacią mityczną.

WTEM ściana deszczu.

No tak.
Ale przecież mam parasol.

Dopiero po trzech minutach dotarło do mnie, że owszem mam. Nawet dwa. Jeden w domu, drugi w pracy. Na wszelki wypadek, gdyby padało.

Brawa dla mnie.
Dziś wystapię w stylizacji ala zmokła zielononóżka z wolnego wybiegu.

10 uwag do wpisu “Wszelki wypadek

  1. Witam znam ten ból, kiedy trzeba dojeżdżać do pracy czasami nawet kilkanaście kilometrów. Sam tak dawniej pracowałem i muszę powiedzieć, że jeśli tylko człowiek tam dojedzie już do miejsca, w którym pracuje to nie chce mu się nic, a tu dopiero trzeba rozpocząć etat, an pełnych obrotach.

    Polubienie

  2. Hahaha bojulia świetny pomysł! 😀
    No te parasole to już tak mają, że jak są niepotrzebne to się plątają pod nogami a jak zacznie lać.. to żadnego w pobliżu nie ma. Cwaniaki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s