Kupiłam Jankowi szmacianą lalkę. Pragnął gorąco. Obnasza z dumą po okolicy.
W drodze do przedszkola z okazji pięknej pogody jedną ręką pcham wózek z Leną, w drugiej dzierżę pulchną łapkę Syna. Trzeciej brakuje mi by otrzeć pot z czoła a czwartą chętnie wsadziłabym burżujsko w kieszeń. W końcu kto bogatemu zabroni.
Wtem zachwycona porażającą zmysły urodą mych dzieci Miła Pani zagadnęła Jana, jak mu na imię i czy siostrzyczka czasem nie będzie płakać, że zabrał jej lalę. Odparł uprzejmie, że Janek i że nie, bo to jego lalka, nie siostrzyczki.
Tu czasoprzestrzeń zakrzywiła się i zaczęła skrzypieć. Stopy rozmówczyni same wykręciły się w drugą stronę i nagle przypomniała sobie o pozostawionym żelazku. Na gazie.
Po minie Miłej Pani wnoszę, że ilekroć nas zobaczy, przeżegna się i przejdzie na drugą stronę ulicy. Odchodząc sarknęła coś o dżenderach i psiej krwi.
Hau!
Nie no po prostu głupota ludzka nie ma granic. Przecież to zrozumiale, że dzieciaki lubią się bawić czy eksperymentować z różnymi zabawkami. Nigdzie nie jest powiedziane, że samochody są tylko dla chłopców, a lalki dla dziewczynek.
Mój synal jak był mały też miał taki okres w swoim życiu, że bawił się lalkami i nawet domek dla barbi, (który należał do mojej siostry, a leżał gdzieś na strychu) rozkładaliśmy wspólnie. Jednak dość szybko mu się ta zabawa znudziła. Z kolei siostrzeniec mój ma swoją ulubioną przytulankę Dorę i nigdzie się bez niej nie rusza 🙂
PolubieniePolubienie
Mam ostatnio takie wrażenie, że wszystko zaczyna być sprowadzane do dżenderów… strzeżmy się… bo za jakiś czas facet jedzący sałatkę zostanie zrugany, sałatki są przecież dla kobiet…
PolubieniePolubienie
Już chciałam spytać, czy takie rzeczy zdarzają się naprawdę… a potem sobie przypomniałam, jak byliśmy u znajomych. Mieszkają z teściami, moja młoda, wtedy półtoraroczna, bawiła się zabawkami ich trzyletniego synka. Mały trochę jej pozwalał, trochę zabierał – ot, norma. W pewnym momencie dumny z własnej szczodrości przyniósł jej piszcząco-grający autobus, na co babcia natychmiast się zerwała, niemal wyrywając to młodej, z wołaniem: ona NIE BĘDZIE CHCIAŁA się tym bawić, to nie dla dziewczynek!
PolubieniePolubienie
A mój synek lubi bawić się, że jest Tatą swojej przytulanki…Czy to naprawdę tak źle, Pani Od Dżender?
PolubieniePolubienie
dobrze ze miał lalkę nie lala ( w sensie że Kena ) no bo wtedy to by było 🙂 a tak to zdrowy objaw że interesuje się lalkami 😀
PolubieniePolubienie
Haha i dziwisz się, ze sąsiedzi donoszą jak ognisko palicie? Po czymś takim spodziewaj się mopsu i wszystkich świętych na kontroli. 😀
PolubieniePolubienie
śmieszne to jest. Moje wnuki bawią się na zmianę, raz w wyścigi samochodowe/rowerowe/hulajnogowe a innym razem w dom, gdzie Malczyk jest tatusiem, Misia jest mamusią a lale i misie ich dziećmi. To co? że niby kazirodztwo c’nie?
Tym wszystkim politycznie poprawnym życzę…lepszych zajęć 😉
p.s. Bajeczko, ja już tu byłam, czytam Cię od wielu lat nie zawsze komentując 😉
PolubieniePolubienie
Pamiętam, że gdy mój brat miał około czterech czy może już pięciu lat zapragnał bardzo mieć wózek i lalkę. Ja byłam około rok starsza, ale miałam nadal swój wózek, i ani mi się śniło go oddawać. No i jak wychodziłam na podwórko to ja ze swoim wózkiem i mój braciszek ze swoim. Ludzie również byli zdziwieni. Ale dzieci mają przecież różne zabawki.
PolubieniePolubienie