Się dzieje

W piątek była pełnia. To wszystko tłumaczy. W poprzednim życiu musiałam być wilkołakiem. Zresztą wszystko podczas pełni dostaje świra – koty, psy, ludzie, a nawet internet. Serwis zdjęciowy na ten przykład powitał mnie po węgiersku.

Postanowiliśmy wybrać się na sobotnie Juwenalia na Pola Mokotowskie. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy – zapowiadało się kilka miłych uchu koncertów. Tłum gęsty, uczestnicy tłumu w wieku mocno rozprzestrzenionym, pośród tego wszystkiego my. I klawo, myślę sobie, bo w końcu to nie pierwszy rockowy wypad Lokatora, umówmy się. Niestety nie wszyscy zgromadzeni byli tego samego zdania, a śmiem twierdzić, że dość liczba ich grupa, była zdecydowanie przeciwna. Ta grupa, odziana w oranż – jakże trędi w aktualnym sezonie – oraz insygnia władzy – identyfikatory oraz wielki czarny napis OCHRONA na plecach – w osobie Pani Stanowczej wyraziła się złowieszczo a kategorycznie, że:

– Pani z dzieckiem nie wejdzie!

Rozejrzałam się wokół, ale zdecydowanie mówiła do mnie. Dzieci w promieniu kilkudziesięciu metrów nie stwierdzono – były wprawdzie takie podrośnięte, ale to już nastolatki, więc niech mnie ręka i noga broni się tak o nich wyrażać – mówiła do mnie.

– Ale ja już weszłam. – zauważyłam zgodnie z prawdą, bo akurat Pani Stanowcza z całą swoją stanowczością znajdowała się po zakazanej ponoć nam stronie imprezy.

– To Pani wyjdzie! – wykrzyknęła histerycznie i skierowała mnie w stronę bramki wylotowej.

Spojrzałam wymownie, może dodałam nieco zbyt dostrzegalną szczyptę ironii, bo lala się uniosła i wzmogła głosowo. Oraz zaczęła mnie dotykać. Ja generalnie niespotykanie spokojny człowiek jestem, ale dotykać to się pozwalam zazwyczaj po nieco bliższym poznaniu i zdecydowanie wolę w tym celu interaktywować osobnika rodzaju męskiego. Pani Stanowcza była jednak kobietą, obcą mi zupełnie i w dodatku niemiłą.

– Może mnie Pani jeszcze wypchnie? – zaproponowałam, bo i tak była na dobrej drodze.

W tym miejscu Pani Stanowcza zreflektowała się – widać Iggy z wysokości moich ramion też patrzył na nią jak na kosmitkę – pojęła, że chyba jednak nie wyciągnę jednak spod płaszcza siekiery ani innej broni i odeszła z godnością do swojej zagrody.

Postałam chwilę w miejscu.

Rozejrzałam się… a następnie poszłam wprost przed siebie – w kierunku zupełnie przeciwnym do sugerowanego mi z takim oddaniem przez Stanowczą w oranżu.

Bo to ja decyduję czego i z kim mam ochotę słuchać.

Mieliśmy bardzo dobre miejsca na górce. Młody wytańczył się za wszystkie czasy – oczywiście faworytką została Ciotka Halka – klaskał, machał rękami, podrygiwał, skakał. A kiedy się zmęczył i zaczął wymownie przytulać, poszliśmy. I tyle. Następnego dnia też chciał na koncert… ale poinformowany, że w niedzielę niestety żadnego nie ma, pomyślał chwilę, po czym przystał na inny pomysł i poszliśmy do ZOO 🙂

5 uwag do wpisu “Się dzieje

  1. Panie w oranżach na juwenaliach to generalnie potrafią być niezłe.
    Mi chciała zakwestionować legitymację studencką, bo nadmieniona była jeszcze w książeczce, jak to na SWSP, a nie w kartoniku, jak na tych wszystkich lansiarskich uczelniach państwowych xD

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Mariquita Anuluj pisanie odpowiedzi