Załóż czapkę, zdejm kapelusz

Mam anginę i absolutnie nikt mnie nie kocha. Takie oto założenie wynikło mi spomiędzy mechatych już zwojów dziś rano, gdy tylko otworzyłam lewe oko. Na wszelki wypadek prawe wolałam otworzyć kiedy już nabiorę pewności, że nie śpię. Nabrałam. Pełne kurde wiadro. Budzik mi pokazał, że właśnie powinnam siedzieć, względnie stać, w tramwaju i wdychać czosnkowe opary kurujących się samopas emerytów i rencistów. Lotem koszącym opadłam na łazienkę. I właśnie kończyłam jedno oko, gdy żarówka zrobiła pyk i zgasła. Zdzira jedna no. Jak ja teraz zrobię drugie oko?

Długi sus i już stałam przy kuchennym parapecie dokonując rozmaitych ekwilibrystycznych wygibasów z mascarą. Lusterko przenośne – jedyne w miarę przezierne bo dwa pozostałe Lokator zawłaszczył i na dobre oznaczył tłustymi paluchami – wbiłam uchwytem w doniczkę z jukką albo inną draceną i wijąc się przed nim w konwulsjach usiłowałam nie wydłubać sobie oka, wzlędnie nie maznąć sobie czarnej smugi gdzieś w poprzek czoła. Z powodzeniem.

Dokładnie sekundę po tym jak zdążyłam pomyśleć, że kończę, rozległ się jęk rozpaczy bezdennej a olbrzymiej, czytaj: Lokator obudził się i zobaczył, że jest sam. Rano zaś obudzenie się i doznanie w sposób tak namacalny swojej samotności, wywołuje u Potomka spazmy. Ten typ tak ma. Na szczęście tylko poranki naznaczone są równie dramatycznie. Reszta dnia przebiega bez zarzutu. Zwłaszcza gdy jest to dzień powszedni i mam cudowną skądinąd wizję Lokatora w żłobku.

Zanim jednak wizja ulegnie realizacji, trzeba towarzystwo okiełznać, zapakować w odpowiednie stroje – a to nie jest łatwe, o nie bo w międzyczasie trzeba też zapakować we wszystko siebie – zatkać odpowiednimi zatyczkami, umieścić w odpowiednim miejscu w pojeździe, zaklinować co by nie zwiało przy pierwszym zakręcie i wystartować. A to też nie takie hop siup tralala. Całkiem jak bieg na setkę w liceum kiedy to okazało się, że jedna z koleżanek biegnie w butach na koturnie bo trampek zapomniała a druga w przyciasnych spodenkach siostry, bo swoje ma w praniu. Z tym, że wtedy pokładałam się ze śmiechu ja, a teraz ewentualni postronni obserwatorzy.

Dziś na przykład tak omijałam wszystkie kałuże, takim slalomem gigantem mknęłam przez te hałdy topniejącego śniegu i skutecznie omijałam psie kupy, że centralnie przed żłobkiem weszłam w wielką, ciemną i mokrą breję, pod którą czaiła się sporej głębokości chodnikowa dziurwa. Oczywiście wypełniona wodą. Cu-do-wnie! I tak chrypię jak stara elektromonterka z Poznańskiej bo anginę sobie wyhodowałam już kilka dni temu, więc teraz do kompletu dojdzie mi przeziębienie.

Well.

Żeby niespodzianek mogło być więcej, drzwi do wózkowni się wzięły i zatrzasły. I nie mogłam wyjść. Ale naturalnie zanim to nastąpiło, zdążyłam się już wkurwić faktem, że z pośpiechu podczas wyjmowania Lokatora ułamałam taki dzyndzel od suwaka w wózku. Bo w tym wózku jest taki pokrowiec na Dziecko – żeby mu zimno nie było – i on jest na suwak. I teraz nie wiem czym sobie będę ten suwak odsuwać skoro nie mam go za co złapać – chyba siłą woli. Albo będę wrzucać tam Igora z góry – może akurat wpadnie – a potem wytrząsać Go z pokrowca trzymając wózek do góry nogami. Świetny pomysł, co nie?

Do licha ciężkiego – zawsze ale to zawsze gdy jestem gdzieś okrutnie spóźniona, cały kosmos angażuje swoją energię by przynajmniej było wesoło. Tylko nie bardzo wiem kto te boki zrywa. Normalnie ukryta kamera, czy jak? Chciałabym przynajmniej żeby mi to ktoś nagrał, to mogłabym się później pośmiać sama. Bo w tamtym momencie prędzej bym kogoś zatłukła drobnym jasieczkiem z gęsiego puchu niż wygenerowała uśmiech. Jedyny skurcz mięśni odkryłam bowiem na czole. Jak mi zaczęła żyła pulsować, gdy chwyciłam za klamkę. I ona mi w łapie została.

Koniec końców wyszłam po kilku minutach bo akurat wchodził z Dzieckiem jeden Pan. Ale co On dostrzegł w moim spojrzeniu to nie wiem. Grunt, że skulił się i przemknął pod ścianą jakbym akurat była w posiadaniu wielkiego bata i zapasu ćwieków oraz rolki zbrojeniowego drutu.

Teraz siedzę sobie w pracy, buty się suszą, kawa się wchłania a ja robię się coraz bardziej podobna do człowieka. I gdyby nie ta przeklęta angina, mogłabym nawet nieśmiało przyznać, że jest mi dobrze. Bo generalnie to kwiat lotosu na oceanie wszechświata i ohmm. Nic mnie dziś nie ruszy. Nawet kurde jak się telefon będzie u-ry-wał. Niech se zdejmą majtki przez głowę. Ja choruję, mam na czole żyłę, chodzę na bosaka i generalnie wszystko mam wiecie gdzie.

I właśnie pracuję nad rozszerzeniem asortymentu.

Czy z taką żyłą wpuszczą mnie na Bahamy?
I czy kolor emalii na paznokciach koresponduje mi z moim Lamborghini?
I czy wodę w basenie podświetlić na lila-róż czy fuksję?

Bo ja już sama nie wiem.

____________________
Ps. Się_chwalę ciąg dalszy, czyli piszu-piszu o małych rozrabiakach, fatalnych zauroczeniach i jeszcze o niesamowitym dniu.

15 uwag do wpisu “Załóż czapkę, zdejm kapelusz

  1. Ja Cię kocham!! :)) uwielbiam Cię czytać, a czynię to od paru miesięcy i każdego dnia tupię nóżkami z niecierpliwości czekając na kolejną notkę..!! 🙂

    Pozdrawiam serdecznie z miasta Łodzi 😉

    Polubienie

  2. zamiast urwanego dzyndzla w suwaku weź albo zwykły spinacz biurowy (tam jest taka dziurka w której normalnie tkwił ten dzyndzel, w nią trzeba wsadzić spinacz), albo kawałek sznureczka i związać, tylko za sznureczek trudniej złapać, bo nie jest sztywny. ale działa. urwałam sobie u kurtki lata temu, teraz mam sznureczek z koraliczkiem 🙂

    Polubienie

  3. …do suwaka użyj dużą agrafkę, tak to się zdaje zwie, przerabiałem to kiedyś w katanie, póki Szponiasta nie zmieniła mi zamka. Bieda kształci.Buziaki…

    Polubienie

  4. popieram spinacz lepszy!
    uzyjesz agrafki to jutro przeczytamy o cholernie złośliwej agrafce:-))więc lepiej weź spinacz.
    anginy nie hoduj bo nie warto..może ją oddaj w dobre ręce ( w dobre gardło lepiej)
    pozdrawiam…

    Polubienie

  5. podświetlić seledynem i zapach sosnowy do kompletu.
    nie mam pojęcia ile rzeczy napsułam w pośpiechu. a ja zawsze jestem w pośpiechu i za pięć dwunasta 🙂
    Trzym się!

    Polubienie

  6. Alez my wszyscy Ciebie kochamy, Bajko :)…
    A jak mowi stare przyslowie pszczol – „jak sie czlowiek spieszy, to sie diabel cieszy”, do tego dochodzi zlosliwosc przedmiotow martwych, pare praw Murphy’ego, a efekt wiadomo jaki. To zawsze tak.
    Pozdrawiam!

    Polubienie

  7. anginę do kompletu mogę przyjać. przy moim zapaleniu oskrzeli, nie zrobi mi już różnicy, a ze antybiotyk na wszelkie możliwe choroby dostałam, łącznie z kiłą i rzeżączką, to może szybciej pójdzie sobie w sina dal…
    zdrówka życzę!

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do bu Anuluj pisanie odpowiedzi