Z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć

No bo kto by spał jakby go odkopali po czternastu latach? I to tak całkiem nieoczekiwanie? Bardziej się co prawda denerwuję tym, co ja tam mogłam ewentualnie nabazgrać w podlotkowym liście niż samym faktem, że to jednak jakiś żywy człowiek a nie zbiór umownych znaków wysłanych mailem z wupe. Bo mam nadzieję, że nie byłam na tyle głupia, by wypisywać rozpaczliwe ajlawiu i zabierz mnie stąd. Jeśli tak bowiem to lepiej żeby mnie nie znajdował. Czułabym się co najmniej niesymetrycznie. Chociaż z drugiej strony… Tamtymi czasy kochałam się również w połowie dostępnych mi medialnie piosenkarzy i aktorów. Tylko do nich nie napisałam żadnego listu. Aaaa! Normalnie mam takie ciśnienie teraz, że aż się boję wsiadać do metra. Mogę eksplodować.

Wczoraj wydrukowałam wszystkie maile, obie notki, zwinęłam wszystko w rulonik i zabrałam do domu. Miała mnie odwiedzić Alty, a że o niczym nie ma pojęcia, bo wyjechana i bez netu, zaskok miał być pełen. Był. Najpierw powitanie, tralalala, prezenty, Ludzki i gadulstwo a potem wręczyłam jej papiery. I przycupnęłam obserwacyjnie. Siedziała i czytała a z każdym słowem jej oczy robiły się większe. I tak ma duże, więc dobrze, że listów było tylko sześć. W przeciwnym wypadku zazdrościłabym jej jeszcze bardziej.

Było Ty… i Ale… i Ja nie mogę… Fakt. Kosmos nieprzeciętny.

Oczywiście obie zgodnie stwierdziłyśmy to co wszyscy wcześniej – znaczy historia prawie jak z filmu i w ogóle akcja, napięcie plus natężenie ogromne. Potem oczywiście ja mówiłam, że X, czyli Xawery (jak go ochrzciła Nielot, choć w rzeczywistości ma dużo ładniejsze imię) nie odpisze a ona mi coś o rumakach na białych koniach czy jakoś tak. Ja tam się na kopytnych nie znam ale dżokeje mogliby protestować. Następnie naturalnie zbunkrowane w kuchni rozprawiałyśmy do późnej nocy o tym i o owym Xawerego traktując jako przerywnik. Co chwila słychać było:

– Ale czy nie uważasz, że to niesamowite?

I następowały rozliczne ochy, achy, wzdechy, bezdechy i inne atrakcje.

Koniec końców ustaliłyśmy, że:

* po pierwsze to niezły harlequin mi się ukręcił, tylko jakiegoś romansu w tym wszystkim brakuje, no ale jakby wątek miłosny (prawie) sprzed lat jakiś jest;
* po drugie jak się odezwał to pewnie nie po to by teraz zamilknąć, więc skoro mu się w ogóle chciało kopać w tych googlach i pisać do obcej baby, to raczej sobie popiszemy teraz;
* po trzecie fajnie byłoby się spotkać;
* po czwarte zakładamy, że jest fajny, bo trzeba być optymistą i wierzyć, że ludzie się aż tak nie zmieniają;
* po piąte, szóste i osiemnaste mógłby przy tym być jakiś miły dla oka i innych organów i choć nie musi być od razu rumakiem na białym koniu, to ewentualnie może nie posiadać na składzie żony, kochanki, wesołej gromadki, przewlekłej choroby psychicznej, łysienia plackowatego tudzież popaprania emocjonalnego w stopniu znacznym lub głębokim.

W nocy kręciłam się w wyrze jak samotny groszek ptysiowy w młynku do pieprzu i raz po raz nachodziły mnie obrazy z przeszłości. Normalnie stary Skrudż z tymi swoimi duchami na Wigilię wymięga i szczy po nogawicach. Skjuzmi. Siusia. Usnęłam jakoś chyba całkiem przypadkiem. Śniło mi się, że Xawery okazał się wielkim, tłustym prosiakiem, bigamistą, naciągaczem, emocjonalnym popaprańcem klasy es ze świeżo rozwiniętą psychozą, w wolnych chwilach bełkoczącym coś o samotnym pyłku na oceanie wszechświata, który usiłuje mnie poderwać na nieświeżą wuzetkę z kremem i gania z siekierą po Krakowskim Przedmieściu. Jak rany tylko mi tam węgorza elektrycznego brakowało. Z tego wszystkiego podobała mi się tylko okolica.

Samo więc się rozumie, że nocy nie zaliczyłam do udanych. Ewentualny szczęśliwy małżonek już jakby mniej zaczął razić w oczy. Ale bądźmy szczerzy… Jeśli jakikolwiek facet w okolicach mojego wieku jest fajny, niegłupi, atrakcyjny i do tego bez kobity na składzie, to nie ma bata – nie może być normalny. Albo jest życiową fajtłapą w dziurawych skarpetkach, albo narcyzem, który nie znalazł jeszcze odpowiedniego lusterka, albo gejem, albo seryjnym mordercą psychopatą. Z tego wszystkiego wybieram geja lub psychopatę. Albo byłby fajny psiapsiół na przyszłość albo przynajmniej jakaś przygoda. A może w ostatnim momencie uratowałby mnie jakiś przystojny Pan Policjant?

Dobre.

No, już się pośmiałam. Teraz reszta. Przyszłam dziś do pracy nieco wcześniej niż zwykle. Znaczy tak jak powinnam, na ósmą, ale sie wyjątkowo ani minuty nie spóźniłam. Naturalnie pierwsze co zrobiłam to odpaliłam komputer i uruchomiłam pocztę. Bla, penis, bla, viagra, bla, bla, bla. Nic. Zaczęłam robić swoje ale co parę minut klikałam w ikonkę outlooka. Bo przecież może się zawiesił, zepsuł, obraził. Nic to, że nastawiony na odbiór co minutę. Cisza. Na pewno mnie olał. Nie napisze. Kurza jego melodia. Zdążyłam już zrobić wszystko co miałam do zrobienia na rano i nagle… Ding.

Nadeszła nowa wiadomość.
Czy chcesz ją teraz przeczytać?

No pewnie osiole! A kiedy? Otwieram niecierpliwie. Dziewiąta zero dwie. Ach, ach. To On. Prawie spuchłam z ciekawości co tam, jak tam, o co w ogóle chodzi i gdzie zaparkował tego konia.

Napisał, że przeprasza bardzo i w ogóle ale ma właśnie kolejny zwariowany dzień i masę roboty do skończenia przed urlopem (acha, czyli wybiera sie na urlop!), więc znów krótko. I że bardzo późno wrócił wczoraj do domu i po kilkunastu godzinach przed kompem już nie dał rady nic napisać. I że jest administratorem dużej sieci komputerowej i zawsze ma coś do zrobienia a przeszło 300 osób potrafi skutecznie zmęczyć człowieka. I żebym się nie martwiła, bo napisze więcej.

A kto się martwi? Halo? No chyba nie ja. Co prawda jeśli wybiera się teraz na urlop to zapewne by gdzieś świętować koniec roku z początkiem następnego. I zapewne, drogi Watsonie, nie sam, zatem szanse na to, że jest singlem zmalały prawie do zera. Ale się przecież nie będę martwić z tego powodu. Może wybiera się z przyjaciółmi… A poza tym na Chiny Ludowe przecież to TYLKO jakiś strasznie dawny znajomy ze szpitala. Dwutygodniowy znajomy. Nie mogę sobie od razu wyobrażać nie wiadomo czego.

Odpisałam:

Życzę Ci więc spokojnego urlopu i poczekam cierpliwie.
W końcu czekałam jakieś czternaście lat 😉
Jak znajdziesz czas i ochotę… adres znasz.
Serdeczności

Odpowiedź dostałam błyskawiczną:

W tym wypadku chodzi tylko o czas, ochoty mi nie brakuje.

Aaaaa! Aaaaa!

Dlaczego odnoszę wrażenie, że to się na mailach nie skończy? I dlaczego sama mam na to nadzieję? I dlaczego, skoro piszę, że nie chcę rumaka na białym koniu, to właśnie wszystko mi w głowie krzyczy, że chcę? I dlaczego choć nic o sobie nie wiemy najwyraźniej każde z nas stworzyło sobie własne obrazy pod powiekami? I dlaczego projektuje mi się od razu milion pięćset scenariuszy a każdy do bani? I dlaczego sądzę, że on jest sam a zaraz potem sama się za to ganię? I dlaczego on niby miałby myśleć, że ja jestem sama? I że nie mam Dziecka na przykład? I dlaczego jeszcze mu tego nie napisałam? No ale niby jak? Halo, halo! Mam Dziecko i tak tylko piszę żebyś wiedział? Przecież na razie wymieniliśmy tylko rakiety rozpoznawcze powietrze-powietrze. Gdzie jeszcze do ziemi. I dlaczego on mi tak ładnie w każdym początku kolejnego listu mówi po imieniu? I dlaczego dlaczego? I w ogóle.

Sio, sio, sio. To po prostu zwykła odkopana z bardzo zamierzchłych czasów znajomość. I nic z tego nie będzie ponad kilka wiadomości i ewentualny kolejny kontakt w skrzynce. Tak. Właśnie. Nie ma co się nastawiać na Wenezuelę.

Ale Meksyk.

Jestem gdzieś tam… pod sufitem.

15 uwag do wpisu “Z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć

  1. trzymam kciuki by ani zonaty, ani zakochany, ani jakis bylejaki. tylko wiesz podobno Dunczycy sa najszczesliwszym narodem bo niczego nie oczekuja. Tylko kto by chcial byc Dunczykiem??!!!
    ja mysle, ze on jednak jest sam i ze bedziecie zyli dlugo i szczesliwie i w przyszle swieta bedzie nosil Igora na barana. Zeby sie udalo Bajeczko!!!!!!!!!

    Polubienie

  2. w trzymanie kciuków włączyłam już mojego sieciowego męża. Bajeczko, brasilian soap opera wysiada. nie daj nam czekać. i niech ten Twój admin też się pospieszy.
    palce mamy zagryzione do trzeciego paliczka.
    znaczy, dobrze będzie 🙂
    serdeczności ;))

    Polubienie

  3. Halu – bez popisów tu proszę 😉 łatwiej cI bo znasz imię ale powiem Ci, że nie znam żadnego geja o tym konkretnym… A kilku znam 😉

    Polubienie

  4. A ja myślę, ze facet w szczęśliwym związku nie odgrzebywałby starej znajomości (bo w ogóle nie przeglądałby starych listów)

    i znam co najmniej trzech singli, którzy spędzają sylwestra wyjazdowo z kumplami ze studiów/pracy i nie ma tam z nimi kobiety…

    i z doświadczenia tylko Ci poradzę… skup się na tym, czy ON Ci się spodoba, a nie na tym, czy Ty JEMU przypadniesz do gustu.
    Takie podejście ustawia relacje w odpowiedni sposób 🙂 W końcu to Ty masz być szczęśliwa, prawda? :))

    Polubienie

  5. Meksyk, Wenezuela, jak zwal tak zwal. Trzymam kciuki, zeby byl happy end. A samotny groszek ptysiowy w mlynku do kawy doprowadzil mnie do histerycznego chichotu :))))

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s