Wymiana

Szesnaście godzin w autokarze to nie problem. O ile to nie ja w nim siedzę. Dziewiętnaście w drodze powrotnej to już mała różnica. Ale zawsze. Na przyszłość muszę opracować jakiś system. W sensie jak i gdzie wsadzić nogi żebym nie chciała sama ich sobie odrąbać siekierą. Poza tym dało się wytrzymać. Co prawda już po godzinie jazdy zdałam sobie sprawę, że zapomniałam wziąć ze sobą antybiotyku. Jak się jednak później okazało wyszło mi to na zdrowie. Ale po kolei. Dojechaliśmy do Darmstadt przed południem. Byliśmy wystarczająco zmęczeni, głodni i wymięci by zasłużyć na miano włóczęgów świata. Na szczęście nasi koledzy przyjęli nas tak miło, że szybko uśmiechy wróciły na swoje miejsce. Po solidnej kawie poznaliśmy naszych ‚gospodarzy’, którzy zaprosili nas do swoich domów. Taniej to dla obu uczelni i przyjemniej dla nas, a przy okazji można w praktyce sprawdzić swoje umiejętności językowe. Oczywiście dla chętnych zapewniono miejsca w hostelu, jednak ja cieszę się, że zdecydowałam się na ‚rodzinę’. Razem z Anią trafiłyśmy do domu Sandry i Thorstena i obie zgodnie stwierdziłyśmy, że to fantastyczni ludzie. Ofiarowali nam tyle ciepła i serdeczności, że szybko zrewidowałam swój dotychczasowy pogląd na tę nację, bo miałam ich za co najmniej chłodnych. Tymczasem poznaliśmy ich wielu i każdy był niesamowicie uczuciowy. Dom Dubslaffów mieścił się w uroczej okolicy i był urządzony w pięknym stylu. Oboje większość zrobili sami. Począwszy od łóżka, asymetrycznej szafki i absolutnie obłędnego czerwonego miękkiego fotela, który wspaniale bujał, a na kuchennym stole skończywszy. Generalnie był minimalizm, sporo fotografii i doniczkowej zieleni za oknem, ciekawe pomysły i doskonała użytkowość. No i fortepian… Po obiedzie mieliśmy do wieczora próbę. Jakoś wtedy chyba pojawiła się na dobre. Wysypka. Drobna pokrzywka coraz bardziej drażniąca i ekspansywna. Wytrzymałam próbę i wspólną kolację z jeszcze jedną ‚rodziną’. Wytrzymałam nawet atak dzikiego swędzenia w drodze powrotnej. Ale nocy wytrzymać nie dałam już rady. Rano okazało się, że wyglądam jak spuchnięte czerwone coś. Pojechaliśmy do szpitala. Całe szczęście, że istnieje służba zdrowia przyjazna ludziom. Co prawda istnieje w Niemczech a nie w Polsce, ale sam fakt napawa mnie optymizmem. Wszak blisko. I całe szczęście, że była ze mną Ania i Sandra. Pani doktor mówiła głównie po niemiecku a ja porozumiewałam się z nią w języku angielskim. W praktyce wyglądało to tak: ja mówiłam, Ania tłumaczyła a Sandra ubierała to w zgrabne zdania. Diagnoza brzmiała: alergia na penicylinę. Dostałam sterydy, maść i życzenia powodzenia w przyszłości. W efekcie wszyscy zwiedzili Darmstadt a my szpital. Ale za to na pewno była to najoryginalniejsza wycieczka. Wieczorem był wspólny koncert. Było bajecznie, tyle powiem. I nawet drapać mi się nie chciało. Na koniec była impreza w jakimś klubie a my poszliśmy na kolację do Dirka i Carmen, goszczących trzy dziewczyny. Pesto było pyszne. Wino również. Rano śniadanie i wycieczka do Haidelberga. Miejsce rodem z baśni Andersena i bardzo urokliwe. Oczywiście nie było czasu na rundkę po sklepikach, ale było obowiązkowe grzane wino na rynku. Taką oto miłą tradycję mają nasi zachodni sąsiedzi. Przy okazji zachorowałam na lampę z wystawy. Nie miałam jednak tyle ojro, więc się samozaparłam i zrobię taką samą. Po powrocie kolejna impreza i rytualny pad na łóżko. Smarowane plamy zaczęły znikać, można było się więc wyspać. O tyle o ile. Później niestety trzeba było już wracać. Wymieniliśmy uściski, podziękowania i obiecaliśmy sobie szybkie spotkanie. Może na letnie warsztaty uda nam się połączyć siły. W drodze powrotnej wszyscy spaliśmy jak susły. Nikt nie miał na nic siły. Całkiem przyjemnie byłoby gdyby dało się podróżować nieco wygodniej. W domu byłam w poniedziałek wieczorem. Przywitał mnie stęskniony Lokator i lekko wystraszone Mamuty. Długo z nimi nie gadałam bo wszyscy byliśmy senni. Przyznam, że nie wiem jak spotkałam się z poduszką. Ale na pewno szybko. W nocy Igor był niespokojny i miał gorączkę. Musiałam wziąć Go do łóżka żeby w ogóle dało się zmrużyć oko. Sądziłam, że to nadmiar wrażeń w związku z moim powrotem. Tym bardziej, że rano już nie miał temperatury. Zawiozłam Go do żłobka a sama z wywieszonym ozorem pojechałam do ‚nowej’ pracy w sklepie, gdzie wśród faktur, przekopywania kurzu na półkach, stania na info i pakowania prezentów upłynął mi wtorek. To był ciężki dzień. Miałam nadzieję, że o 16.30 się skończył i teraz będzie już z górki. Wyprzytulam Młodego, pobawię się z Nim, nadrobimy opowiadanie bajek Igorynek. Ale nie. Ze żłobka pojechaliśmy prosto do lekarza. Gorączka, zapalenie spojówek i początki zapalenia uszu. Strasznie mi szkoda tego małego blondasa, który płacze, choć praktycznie nigdy tego nie robił i nie chce jeść, choć dotychczas niczym nie pogardzał. I powiem szczerze, że spodziewałam się nieco łagodniejszego powrotu do rzeczywistości. A poza tym staram się sama nie drapać tej cholernej wysypki.

Ja chromolę takie święta.

13 uwag do wpisu “Wymiana

  1. Miałaś dużo szczęścia z tą penicyliną. Uważaj też na ampicylinę i inne pochodne. Mój brat nie przeżył wstrząsu anafilaktycznego. Trzymajcie się dzielnie i mimo wszystko życzę Wam zdrowych i wesołych świąt. PS. W Krakowie na Rynku też dają grzańca 🙂

    Polubienie

  2. będzie dobrze:)

    powtórzę,masz szczęście z penicyliną,mnie dopadło ostro przy ostatnim zastrzyku,przeżyłam dzięki przytomności pielęgniarki,której tydzień wcześniej zmarł pacjent..

    a blondas wyzdrowieje,do świąt mu przejdzie,życzę Wam tego.

    Polubienie

  3. Witaj, zrób sobie ciepłą kąpiel i dodaj do niej krochmalu (prawdziwego z mąki ziemniaczanej). Powinno pomóc, albo przynajmniej złagodzić sedzienie. Mimo wszystko Spokojnych Świąt 🙂

    Polubienie

  4. rety! kto ci podal penicyline bez zrobienia testow? przeciez moglas zejsc z tego swiata, gdyby okazalo sie ze alergia jest silniejsza…
    a Igor? wyzdrowieje i bedziecie razem juz bardziej swiadomie przezywac te swieta. Bedzie dobrze, zobaczysz, bo bedziecie razem…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s