Kult w Stodole

Kata w ramach urodzin (i nie tylko) zabrała mnie na koncert Kultu. Koncert oczywiście był fantastyczny i fenomenalny a Kazik jest nie do zdarcia. Co potwierdza tysiące naocznych i nausznych świadków. Tylko niestety my już się starzejemy, albo czasy się zmieniły tak jakoś niepostrzeżenie. Nie o to chodzi, że średnia wieku drastycznie się obniża bo to nie tak – na Kult zawsze przychodziły i siuśmajtki i dziadki – taka muzyka i to właśnie jest w tym wszystkim najlepsze. Jestem przekonana, że nigdy nie będę się tam czuła staro, czy nie na miejscu, bo zawsze widzę masę osób starszych od siebie o grube tomiszcza minionych wiosen. Ale kiedyś o ile pamiętam (a pamiętam bo nigdy z tym problemu nie miałam) młodsza młodzież zachowywała się w miarę normalnie. Czyli jak kto komu gdzieś wdepnął czy łokieć wsadził (co jest zrozumiałe na koncercie gdzie sie tańczy, skacze, bryka i ogólnie dokazuje) to burknął cichcem przepraszam (albo na migi bo czasem decybele były bardziej stężone w powietrzu niż piwny smrodek) i starał się nie uskuteczniać powtórek z rozrywki. Tymczasem teraz im młodzież młodsza tym łokcie ma mocniejsze a odruch burczenia zanikł był chyba jeszcze za poprzedniej reformy szkolnictwa. Widziałam pokrwawione nosy i straszną złość w oczach – i tu nie chodziło tylko o przypadkowe wymachy kończyn czy wypadki przy pracy pod sceną. W związku z powyższym coraz trudniej się dziwić, że coraz mniej małych dzieci rodzice targają na własnych barkach by usłyszeć po raz setny ‚mieszkam tu tu tu tu’. Ja osobiście bałabym się zabrać Lokatora na Kult w Stodole, choć pamiętam, że jeszcze dziesięć lat temu całe połacie sali przy drzwiach były okupowane przez Pieluchowców. Wtedy sobie pomyślałam, że to strasznie fajne zabierać dzieci na dobrą żywą muzykę, nie ograniczać się tylko do płyt… i że też tak chcę. Kiedyś. Teraz pomyślałam, że świat się strasznie zmienił. A ludzie razem z nim. I chyba nie nadążam. Bardzo mi przykro, że nie mogę spełnić jednego z moich dość istotnych postanowień w kwestii muzycznej edukacji Lokatora, bo bardzo liczyłam, że Syn będzie mi towarzyszył na koncertach i razem posłuchamy sobie sekcji dętej a potem z biegiem lat będziemy obstawiać, w którym tym razem miejscu rąbnie się w tekście Pan Staszewski. Pan Staszewski – człowiek jakich mało. Ale jak widać nie zawsze można mieć co się chce. Przynajmniej nie w tym miejscu. Może poczekam na Juwenalia. Kto wie. Szans jeszcze kilka przewiduję.

Siedziałyśmy sobie pod ścianą sącząc zawartość plastikowych kubeczków i czekałyśmy na pierwsze takty. Ktoś coś mówił, ktoś inny go słuchał, a ktoś nie, dziewczyna w szortach bardzo starała się nie pokazać, że taki koncert to coś nowego, że to wcale nie jedno z pierwszych wielkich wyjść w jej karierze, że rodzice nie będą czatować przy oknie gdy wróci a ona sama jest na luzie. Ludzie przewijali się nam przed oczyma jak kolejne klatki z celuloidu. Kata opowiadała o cudnym swetrze, który prawie mi kupiła w szmateksie ale gryzł i drapał a głupio jej było wysyłać mi esemesa o treści ‚czy lubisz jak gryzie i drapie?’. Po raz kolejny szacowałam zmiany jakie zaszły tu od zeszłego roku. Barman uwijał się na czas zamieniając beczkę piwa w pianę grubą na dwa palce, chłopak w dredach śmiał się zbyt głośno by dalej wydawać się naturalnym, wszystko toczyło się swoim torem. Nagle pod barem zamajaczyła mi znajoma postać. Znajoma niegdyś bardziej niż najbardziej moja kieszeń. Postać zaczęła niebezpiecznie się przybliżać a ja poczułam, że pieką mnie policzki. Zamarłam. To był Jakub. Ten sam, z którym dawniej sny same dzieliły się na pół. Logiczne. Jest tutaj, przyszedł na koncert. Przecież zawsze słuchaliśmy tej samej muzyki. Stanął tuż przede mną, na dwa rąk wyciągnięcia, powietrze zgęstniało niemal namacalnie, podszedł dwa kroki, rozejrzał się, najwyraźniej kogoś szukał, potem jeszcze przeszedł obok tak blisko, że na ramieniu poczułam szorstki materiał znajomej nogawki i wrócił tą samą drogą. Dopiero teraz drgnęłam. Wzięłam kolejny oddech strzepując z karku zimny dreszcz. Nie poznał mnie. Tak po prostu wtopiłam mu się w tło. Ostatnio widział mnie przecież w okularach i z włosami do pasa. Kilka lat i trochę zdarzeń temu. Raczej nie przyszło mu do głowy, że ta łysa dziewczyna zastygła pod ścianą po turecku z kubkiem w dłoni to ja. W sumie to dobrze. Ale. Dziwne uczucie. Ja. Taka przezroczysta, w pół słowa urwana.

Dziwne uczucie.

6 uwag do wpisu “Kult w Stodole

  1. Koncertu zazdroszczę strasznie. Mało brakowało, a bym tam też była, ale @#$@#% samopoczucie tym razem nie pozwoliło. Ale będzie jeszcze kilka okazji, prawda:-)?

    A co do Jakuba… Może lepiej, że nie poznał. Że nie było okazji do zmieszanych pytań i przerywanych tłumaczeń. Może się mylę, ale myślę, że lepiej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s