Droga Redakcjo

Czy to normalne, że gdy wychodzę rano z mieszkania, wszystko wygląda jak po pożarze? Albo wizycie włamywacza amatora? Albo po jakimś niezłym tornado? Nie jestem pewna czy wszyscy tak mają. Ale ja w każdym razie tak mam. Spory udział w generowaniu bałaganu ma w tej całej imprezie Lokator, którego zabawki wraz z częściami garderoby, rozsianymi tu i ówdzie po podłodze jak też po okolicznych sprzętach, tworzą malowniczy pejzaż naszego em.

Wstaję rano… znaczy zrywam się po omacku dusząc budzik i łykając nieparlamentarne stwierdzenia pod tytułem: adresat zbiorowy (bo przecież razem ze mną budzi się Ludzki i słucha) by w przepięknym stylu poślizgnąć się w sposób niekontrolowany na piszczącym hipopotamie i boleśnie stłuc sobie szanowną czteroliterową. Tłamszę wkurwa co go mam już w uszach nawet i gulgocząc mknę do łazienki. W ślad za mną mknie oczywiście Obywatel Wścibski, bo On zawsze musi być na posterunku. Niczym TVN24 – jest zawsze tam gdzie coś się dzieje, działo lub ewentualnie dopiero zamierza wydarzyć. Jeśli nic się akurat nie wydarza zbyt długo, to On już sam się o to postara. Żeby nie było mi zbyt monotonnie.

Łazienka to niewyczerpana kopalnia pomysłów i wielkiej radości małego odkrywcy. Na ten przykład dziś Lokator odkrył, że jak się kosz na brudne rzeczy do prania wywróci do góry dnem to Mamut (czyli ja) robi bardzo śmieszny wytrzeszcz. Kolorów jeszcze Ludzki zapewne nie odróżnia. Inaczej nie umknęłaby Jego uwadze błyskawiczna zmiana ubarwienia mojej twarzy z bladego na czerwone. Dym buchający uszami to zapewne już zbyt daleko posunięta alegoria. Ale gdyby dało się go wykrzesać o szóstej rano, sąsiedzi z pewnością wezwaliby strażaków. Gdy już opanuję jednoczesne mycie zębów, obserwowanie Lokatora, czesanie się i ubieranie, nagle okazuje się, że papier toaletowy jest dłuższy niż by się komukolwiek mogło wydawać i można z niego zrobić same ciekawe rzeczy. Opanowuję sytuację egejn, zbieram papier, rysuję sobie oczy żebym wiedziała którędy wyglądać i niweluję ogromną dziurę w głowie zamykając usta. Lustro nie pękło – dobra nasza.

Teraz już pozostaje tylko złapać Ludzkiego pomykającego gdzieś po podłodze i wyciągającego z szuflad kolejne skarby, zatkać Mu otwór gębowy butelką, okiełznać Jego niechęć do zmiany pieluchy i mordercze zapędy przy wkładaniu rajstop, upchnąć całość w jakiejś stosownej do pogody kreacji, po raz fefnasty wytłumaczyć sobie, że do piekarnika Młodzież i tak już się nie zmieści, więc pora uczepić się innego zestawu myślowych tortur ratunkowych, w przelocie powyrzucać Młodzieży z rąk piloty, nożyczki, klapki i gazety, założyć buty (obojgu), kurtki (obojgu), torebki (sobie), znieść Towarzysza razem z wózkiem na parter, odsapać swoje i raźnym kurcgalopkiem pokonać drogę do żłobka.

Dopóki mój miły Lokator pozostawał na Dolnym Piętrze, wyobrażałam sobie siebie w przestronnym wnętrzu (potęga wyobraźni jest wszak wielka), uśmiechniętą, zrelaksowaną, w jednej wypielęgnowanej dłoni trzymającą filiżankę z cappucino, drugą wypielęgnowaną dłonią głaszczącą po głowie swoje grzeczne i mądre Dziecko, od czasu do czasu ewentualnie grożącą paluszkiem ze stosownym ‚nie wolno bo…’ na ustach. W tych okolicznościach przyrody nie było jakoś miejsca na piszczące hipopotamy czające się na każdym kroku by podstawić nogę, smarki i zaglądanie do sedesu, totalny brak prywatności, wkurwy i wścieki powszednio-odświętne, gotowanie zupy z jedną nogą w stałym uścisku małych, ciekawskich raczek i nieustający bajzel na kółkach. Było spokojnie, aksamitnie i wrzosowo. Teraz myślę sobie, że jest super nawet jak się czasem powściekam i raczej nie zamieniłabym mojego Igora na jakąś nieruchomą kukłę w kącie pokoju. Spokój to może i owszem, czasem by się święty przydał ale aksamit to już strasznie demode jest a wrzos się sypie jak stara oficyna. I włazi pod dywan.

Wolę mieć tornado co rano, bo przynajmniej wiem, że Ludzkiego interesuje wszystko, zawsze, wszędzie i o każdej porze. Jest Dzieckiem i ma do tego prawo. A porządek? Cóż, w bałaganie też bywa przyjemnie. Trzeba sobie tylko obniżyć próg wymagań. Na codzienne sprzątanie zdecydowanie nie mam siły. Ani ochoty. Najmniejszej. A jutro już i tak nie nadepnę na hipopotama. Wiem gdzie leży 😉

8 uwag do wpisu “Droga Redakcjo

  1. Taaaaak :-)))
    To powyżej to na temat utopijnej wizji życia matki. No jeszcze sie trochę pojarzę :-)))))
    No dobra przeszło.
    Do układanki dorzucę jeszcze puzzla w postaci progenitury informującej pięć kondygnacji „Mama co robisz? Kuuuuupę …?”

    Polubienie

  2. Piotrus jest na etapie rozrzucania po mieszkaniu swoich skarpetek, starannie oddzielonych jedna od drugiej, chociaz w szufladzie sa schowane parami. Na razie chodze i skladam do kupy na powrot, ale chyba w koncu mi sie odechce.

    Polubienie

  3. Miło. Nazprawdę.
    Ja to zawsze odgruzowuję dwa pokoje, kuchnię i korytarz po powrocie z pracy. Ot tak żeby np. mieć gdzie torbę postawić. Wieczorem pakuję dwie skrzynie „czegokolwiek” odkopując tapczan. Następnego dnia po pracy wygląda jakbym nic nie robił. Albo sobie tylko wyśnił to sprzątanie.
    Sprawcy: 4 lata + 2 lata.
    Znaczy Gremlinami potocznie zwani.
    Ze zgrozą patrzę w kalendarz na termin nadchodzących świąt. Wszelkie niedobory powstałe w wyniku rocznej amortyzacji używalności zabawek wszelakich zostaną uzupełnione. Już babcie, ciocie i pozostali wujkowie o to zadbają.
    A ja chyba dobuduje nowy pokój…
    A w sparwie przedmówczyni i skarpetek to młodszy sam sobie wyciąga z szuflady jak trzeba ubrać, tylko zawsze bierze dwie, ale pary – no bo przecież ma dwie nogi. A że są razem złożone to już nie da się wytłumaczyć.
    Z pozdrowieniami dla doświadczonych i doświadczanych.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s