Music for umbrellas

najbardziej niesamowitym w dzisiejszym dniu

Weekend był męczący. Ale o tym nie napiszę. Jak o wielu rzeczach, które kiedyś mogłam wysypać jak kasztany z kieszeni płaszcza. Nie, nie jestem smutna. Wręcz przeciwnie. Cieszę się bo z każdym dniem coś zdobywam, coś dostrzegam i czegoś dotykam. Igor rośnie i uśmiecha się coraz doroślej. Chwilami mam wrażenie, że widzę Go po raz pierwszy w życiu. Chwilami, że akurat takim… po raz ostatni. Zadziwia mnie ta ulotność z jednej strony a siła, determinacja i cierpliwość z drugiej. Kolej rzeczy to jednak perpetum mobile. Nawet gdybym chciała napisać wniosek, przykleiła stos znaczków skarbowych i znalazła odpowiednie ministerstwo, nie da się zatrzymać chwili. W końcu teraźniejszość to chyba najbardziej mętne pojęcie o rzeczywistości. Mija szybciej niż okamgnienie. A nie ma go w żadnej tabeli miar i wag.

jest kamyk na moim biurku

Nie mam czasu dalej przyglądać się chandrze. Zakopałam ją pod stertą makulatury i wyniosłam na śmietnik. Mam nadzieję, że nie trafi do domu. Na zewnątrz starannie odseparowałam białe szkło od plastiku i papieru. Mało istotne to w sumie biorąc pod uwagę fakt, że odpowiednie służby porządkowe i tak wywalą wszystko do jednej śmieciary i na jedno wysypisko. To ostatnio takie powszechne, że pewne rzeczy robić się powinno a nikt o tym nie pamięta, a jak już się komuś udaje, wszyscy inni mają to za fanaberię i w najlepszym przypadku po prostu olewają z góry na dół. To o czym pamiętamy jest z reguły strasznie mało przydatne. No bo po co mi data jakiejś tam bitwy z zamierzchłej przeszłości, skoro własnego numeru muszę szukać w ustawieniach komórki. Albo dlaczego wiem czym jest pantograf i jak zapisać dowolną liczbę w systemie zerojedynkowym a zapomniałam którędy się idzie do ogrodów na dachu. I kolory tęczówek też zapominam. Choć kiedyś obok tembru głosu był to mój osobisty wewnętrzny identyfikator człowieka. Pomieszało się wszystko.

jeszcze trzy dni temu

Starsi ludzie pamiętają przeszłość z najdrobniejszymi szczegółami. Jest wybielona, pokolorowana na nowo ale grochy na sukience są jak z wczorajszej wystawy. Mają za to trudności z przypomnieniem sobie własnych imion, adresów, tego co robili przed kwadransem. Ja pamiętam i to sprzed pięciu godzin. Ale uczucia zapominam. Zakopuję i wynoszę na śmietnik. Potem przeczekuję ostatni deszcz w parku pod kasztanem by w ostatnim momencie wyjść prosto w burzę. Uwielbiam burzę. Włosów, mózgów i atmosferycznych wyładowań. Czasem wracam boso. Niemądrze. Bardzo. Ale lubię. Igranie z losem zawsze wychodziło mi najlepiej.

była to część egipskich piramid

Parasoli nie lubię. Noszę tylko dla Syna, nad wózek. Gdy stoimy pod spłachetkiem materii chroniącej od deszczu od razu czujemy się silniejsi. Ludzie potrzebują totemów, amuletów, słów, tysięcy gestów, miliardów zapewnień. Dopiero wtedy mogą przestać skupiać się na oddychaniu. Wdech-wydech. Powtarzalność świata uspokaja. Gdy już jestem pod parasolem lubię wsłuchiwać się w rytmy, stukoty, kapnięcia, plumkania, puk-puki. Niekiedy dopasowuję do tej ścieżki własne brzmienia, słowa, gesty. I mam cały teatr. Nie tylko muzykę gdzieś spod stratosfery.

dziś świat się skurczył i pasuje do kształtu mojej dłoni

5 uwag do wpisu “Music for umbrellas

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s