Włóczykij

W sobotę rano pozostawiając Lokatora pod troskliwą opieką Dziadków-rozpieszczaczy, wsiedliśmy z Pablosem w jego Granatnik i pomknęliśmy ku stoczniowym żurawiom w odwiecznie wolnym mieście. Droga do Gdańska do trudnych nie należała ale stopień jej upierdliwości – głównie ze względu na nieskończenie durne objazdy i objazdy objazdów oraz zmienność warunków atmosferycznych – był znaczny. Przed przybyciem do miejsca przeznaczenia postanowiliśmy nieco się posilić. Jechaliśmy wszak sześć godzin. I słusznie w sumie bo jak się później okazało Gdańskiem zawładnęła dzika fala tłumu i nigdzie nie przebilibyśmy się przez system kolejkowy. Miejsce, które wybraliśmy w celach obiadowych okazało się być okolicznym centrum rozrywki. Wesela, dancingi i stypy reklamowała pierwsza strona karty dań a pod sufitem dyndały girlandy wiecznych balonów. Stopień ich wieczności potwierdzała gruba warstwa kurzu szczelnie pokrywająca zarówno kremowy, jak i bordo – naczelne kolory ewentualnych żałobników. Gdy pani o wyglądzie kozicy i z makijażem Kleopatry przyniosła zamówiony obiad byłam zaskoczona. Nie sądziłam, że kurzy filet można rozbić aż tak płasko. Ale przynajmniej było smacznie. Pablos stwierdził, że miłośnik sałaty i bukietu warzyw mógł się nawet najeść. W przypływie optymizmu. W Gdańsku nie dopełniliśmy się niczym bo tłumek fanów Pink Floyd gęstniał z minuty na minutę. Choć była dopiero 16 z małym hakiem, ustawiliśmy się przed bramą. Mieli wpuszczać za godzinę a już chętnych na zajęcie dobrej miejscówki było bardzo wielu. Stłoczeni obok siebie stali zarówno zdzichowi równolatkowie jak i gimnazjaliści. Trzy pokolenia. A gdziegdzie nawet cztery. Organizacja nie zaskoczyła pozytywnie. Typowo niestety. Godzinne opóźnienie otwarcia bram (a tłum wciąż gęstniał), wprowadzanie ludzi w błąd informacją, że zabrania się wnoszenia jakichkolwiek napojów (po fakcie okazało się, że plastikowe były dozwolone ale przecież chodziło o sprzedaż na terenie stoczni wody po 6 złotych, no way) i całkowity a odczuwalny brak jakiegoś supportu, który mógłby nieco umilić czas oczekującym. Całe szczęście, że David Gilmoure nie zawiódł. Punktualnie o 21 wyszedł na scenę wraz z zespołem i rozkwitła noc. Genialny koncert. Po prostu. Nie będę opisywać. Wolę go mieć tu gdzie jest, w głowie, w sercu. Są rzeczy, które łatwiej poczuć. Każda próba oddania ich zbiorem graficznych znaków czy umownych gestów spłyca je do banałów. Nic nie znaczących i nadętych. Muzyka to jedno ze zjawisk, które potrafię odbierać choćby koniuszkami paznokci i włosów. Sobotniej nocy nawet nie musiałam się o to starać. Gdy dodać do tego piękną oprawę graficzną, wizualną… mamy koncert. Mój imieninowy. Ulubiony. W drodze powrotnej nie przeszkadzało naście godzin wystanych na ostatnich nogach i przejechanych ostatkiem sił, zmęczenie ani mgła gęsta, śmietankowa. Wspominaliśmy to co się działo razem z Trójką. I choć oczy same się zamykały a momentami bywało naprawdę ciężko, daliśmy radę. O 6.30 wróciliśmy do Warszawy. Cztery godziny snu musiały zrekompensować wszystko. Później trzeba było wstać i się spakować. Wszak wieczorem czekała mnie i Igora podróż. Jedenastogodzinna randka z PKP. I jeszcze drobne 50 kilometrów do celu. Tak, tak, od wczoraj jestem wyjechana. Rezyduję w Bieszczadach. Miłego 🙂

13 uwag do wpisu “Włóczykij

  1. no tak, nasze drogi znow sie gdzies spotkają, chociaż nam pewnie nie dane…
    Ja też przez Bieszczady będę przejeżdżać, chociaż to będzie dopiero 1/5 mojej trasy docelowej. Zachciało mi się podóżowania 🙂

    Polubienie

  2. Biesy, no pięknie, ładnie choć pogodowo do dupy, mam nadzieje, iż to stan przejściowy. W drodze powrotnej zapraszam do Przemyśla(o ile jest na waszej trasie). Na kawe, herbate czy coś tam coś. Ewentualnie moge wam pomachać husteczką na dworcu PKP(fuj…). Fantastycznego wypoczynku życze! 🙂

    Polubienie

  3. A ja w Bieszczadach bede leczyc depresje dopiero w pazdzierniku.
    Jak ja Ci zazdroszcze…
    Wetliny, Cisnej…ech i tych zachodow slonca i za pachu i kolorow jesieni.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s