Notka długa, wielowątkowa i z brzydkimi wyrazami

pada sobie deszczyk
siąpi na dwa dachy
zaraz się zarobię
aż po same pachy

Upał zelżał i daje się wziąć kilka wdechów na przystanku w centrum Warszawy. Do tej pory miałam bowiem wrażenie, że ile oddycham lepikiem do papy. Albo innym równie rześkim materiałam budowlanym. Wczoraj powietrze było uderzające. Dosłownie. Wychodziło się z jakiegokolwiek pomieszczenia gdzie temperatura nie osiąga czterdziestu stopni i człek się zastanawiał czy jeszcze ustoi czy ma się od razu położyć i czekać na słoneczny zenit. W końcu jak Afryka to Afryka. Ludzie padali jak muchy, karetki miały kursy jak taksówki w sylwestrową noc a tramwaje zgodnie odmawiały współpracy ze względu to na przegrzaną trakcję to na plastyczne tory. Jeszcze tylko przygodnie poznanych sępów brakowało.

Od tygodnia trąbią wszem i wobec, że dziś będą burze i ulewy. Burze, ulewy i w ogóle kosmos dla płetwonurków przychodnikowych. Dziś czyli dziś. I co? I oczywiście dziś jak ta sierota po Stalinie musiałam się ubrać w sukienkę z gatunku ‚niby jestem normalna ale jak popada to się robię przezroczysta’. Bo w razie deszczu sukienka przylepia się do ciała a materiał robi się przezierny. Wkurzające ale dawno w niej nie zmokłam, więc w pamięci brakło stosownego komunikatu czcionką w rozmiarze 45. Kurza morda no. Nawet bilobil by mi nie pomógł bo bym zapominała go zażyć. Notorycznie. Nie dość, że bez parasola, to oblepiona sukienką będę do domu wracać przez pół miasta. A rano jeszcze się zastanawiałam, czy ją czy nie ją bieriom. I stwierdziłam, że bieriom bo fajna jest, niebieska, miła, przewiewna i na upał w sam raz. Fajna. Tylko na deszcz jakby niespecjalnie. Chyba, że mam wszystkim po drodze prezentować pasiaste gaciochy i busthalter. I tak mam dekolt wysoce niestosowny a gdybym chciała prezentować wyżej wzmiankowane desusy właśnie, nie zakładałabym nic na wierzch. Więc co jest grane ja się pytam. Albo nawet zapytowuję. Rety! Czy lobotomię da się zamówić do domu?

a teraz nie pada
tylko z okna leje
jak wiatrak zamoknie
chyba oszaleję

Wczoraj byliśmy z Młodym na chórze i sobie pośpiewaliśmy. Każde w innej tonacji ale kto by się tam zagłębiał w szczegóły. Grunt, że dobra zabawa była. Ludzki został obściskany, obcmokany i obnoszony z każdej strony przez wszystkie ciotki w okolicy, więc szczęście wręcz wylewało się z Niego każdym dostępnym otworem ku uciesze Obywatela Wzmiankowanego i lekkiemu ponderwieniu rodzicielki, czyli mnie. Nie po to bowiem ładuję w Ciebie Synu mój jedyny hektolitry papek, kaszek, przecierów i herbat, byś mi potem to wszystko oddawał w wersji ‚przegląd tygodnia’. Refluks refluksem ale ja tu węszę zwyczajną rodzinną złościwość i wredotę. Zobaczysz, jak dorośniesz to ja będę do domu wracać na czworakach rzygając pokątnie i nie wiem kto się wtedy będzie śmiał ostatni. Pewnie sąsiedzi.

A na przystanku powrotnym 159 o godzinie 20 z minutami, czyli o zwyczajowej porze popróbowej, zbierają się Panie Elektromonterki. Panie Elektromonterki chodzą nocami od latarni do latarni i sprawdzają. Nie wiem co i wiedzieć nie chcę ale sądząc po ich odzieniu nocami też jest upalnie. I niezbędne są do tego pończochy wystające spod kiecki szerokości krawata. Zanim jednak się do tych swoich latarni rozejdą, zbierają się na przystanku. Tym samym, na którym stajemu też my z Lokatorem czekając na miejski dyliżans wiozący nas do domu. I zawsze strasznie głupio się tam czuję z Młodym w nosidle. Zwłaszcza, że On jak to On, uśmiecha się do Pań Elektromonterek tak, że szerzej już się nie da bo by Mu głowa pękła. A one uśmiechają się do Niego. Obopólnym zachwytom generalnie nie ma końca a Ludzki zdecydowanie za mało ludzki jest jeszcze na jakiekolwiek tłumaczenia. Zwłaszcza, że i tak chwilowo nie wiedziałabym jakie. Więc tylko usiłuję nie czerwienieć wpatrując się w rozkład jazdy, który znam już na pamięć. Zwłaszcza gdy samochody niebezpiecznie zwalniają.

siarkowodór i dwutlenek
wydziela się z naszych łazienek

Klatki schodowe przypominają schron bombowy. Zdobyty przez nieprzyjacielskie siły wroga. Roboty rozpruwają piony i poziomy po przeciwległej stronie a mnie już ciarki urządzają na plecach gonitwy chartów. Wkurw osiągnął apogeum gdy wczoraj poprosiłam Panie Kerownyku! o szybki ogląd sytuacji w moim wucecie i ocenę o co dokładnie im się rozchodzić będzie. Tym robotom znaczy. Panie Kerownyku! przyszedł, zaszurał, mlasnął, łypnął i odrzekł, że ‚normalnie’. Niemiły był i jechał szczypiorem na kilometr ale w sumie nie moja sprawa czym on jeździ do roboty, więc tylko wydrążyłam tunel w nurtującym mnie osobiście problemie kiblowym.

– Czyli?! – dodałam pytanie pomocnicze i rzuciłam koło ratunkowe z bramki numer jeden. Albowiem u przyjaciela był abonent. Chwilowo niedostępny.

Na to on mi, że tu się rozpruje, tam się skuje, tu zrobi dojście a tu dziursko do kuchni i mię normalnie zgięło. W pół mię zgięło. Kucie, łupanie i dziurwa w ścianie?! Totalna demolka. Zero łazienki, jedna wielka riuna, ciemność i zgrzytanie zębów. Masakra piłą łańcuchową, nawet teksańska, to pestka w porównaniu z tym co chciałam temu Panie Kerownyku! zrobić. Natentychmiast i z przytupem. Na moją sugestię bowiem, że z klatki schodowej też mają swobodny dostęp do rur wszelakich i nie muszą mi całkowicie niszczyć łazienki by wymienić piony i poziomy. U mnie wystarczy wykuć tyle co na muszlę. Bynajmniej nie koncertową ale też akustyczną wielce. Na to mi Panie Kerownyku! – nie macnąwszy nawet rur, które były wymieniane na plasticzane przy okazji niedawnego remontu łazienki przez właścicieli – stwierdził autorytarnie, że ‚ICH to nie interesuje bo ONI wywalają wszystko jak leci’. I że inni się zgodzili i nie robili problemów. Fajnie, tylko inni może nie mają przed sobą wizji nieczynnej i ciemnej łazienki (podwieszany sufit z lampkami też wywalić zamierzają bo muszą się tam wkuć) z małym dzieckiem w środku afrykańskiego lata. A glazurę i terakotę to mam chyba sobie wytworzyć stopami metodą chałupniczą i przykleić na gumę do żucia. Ależ zero problemu doprawdy.

jestem oazą spokoju
pierdolonym, kurwa, zajebiście wyluzowanym
kwiatem na tafli jeziora
*

Powiedziałam, że się odezwę jak się skontaktuję z właścicielem mieszkania. Mam nadzieję, że odmówi współpracy z robotami. I generalnie jak ktoś mnie chce dziś czymś wnerwić to ma ostatnią szansę. Potem zatrudniam się w charakterze rotweilera przywillowego i liczę na to, że mną ktoś kogoś poszczuje. Albo, że przynajmniej się wścieknę.

Ps pomocniczy:
Nie wiem o co chodzi z tym kodem i po co on komu ale wiem, że jeszcze jedno pytanie o ów kod i moja homeostaza ulegnie zaburzeniu. Wówczas mogę kogoś pogryźć. Dotkliwie. Lojalnie uprzedzam.

Ps ulewny:
Czy już wspominałam, że uwielbiam deszcz?

Miłego dnia oczywiście 😉

__________________
* cytat z halutowego kubka

8 uwag do wpisu “Notka długa, wielowątkowa i z brzydkimi wyrazami

  1. Nie zgadzaj się na tę dziurę. Mi kiedyś zrobili przy takiej okazji dziurę w ścianie kibelka, która to ściana była również ścianą kibelka sąsiada i mogliśmy się witać przy czynnościach fizjologicznych co rano przez miesiąc, bo zalepić dzury już nie było komu.

    Polubienie

  2. mi najbardziej podoba się ten kawałek o wyluzowanym
    kwiatku na tafli jeziora. proszę wybaczyć ignorancję: skąd to jest, bo w tekście wygląda jak cytat. no i życzę Ci Baj żeby właściciele się nie zgodzili na roboty.

    Polubienie

  3. kurna wpisuję się pro forma, bo świat zwariował: wszędzie, dosłownie wszędzie kody!
    a wczoraj to juz szału dostawałam, ech lajf:) żeby tylko takie problemy były:):):)

    Polubienie

  4. jeśli Panie Elektromonterki są grzeczne to na zdrowie z tymi uśmiechami 🙂
    hasło z kubka Hal mam przypięte na monitorze. ubawiło już kilka osób normalnych i jednego derektora.

    Polubienie

  5. roboty budynkowe to udomowiona odmiana dzikich robotów drogowych. nad nimi wszystkimi górują zaś – może święte? – roboty na wysokościach.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s