W Dolinie Śmierci w czterdziestym którymś…

…odnotowano 54 stopnie pana Ce, więc nie narzekajmy.

Chciałam lato to mam. Mam i teraz nie wiem zupełnie co z tym fantem zrobić. Jak bym się nie ubrała, czuję się jak lekko zblanszowana brukiew. A jak się rozbiorę to się nawet nie czuję bo mi siadają synapsy i robi się zwarcie. Jak wczoraj w łazience na ten przykład. Przyszła Lukrecja, włazi do wuce, zapala światło a tu wszystko pierdut. Korki wysadziło w kosmos. Bo SIEM żaróweczka wzięła i przepaliła. Żaróweczka, w mordę jeża, taka co jest tak cholernie wysoko, że prędzej wyskaczę dziurę do piwnicy niż doskoczę do niej ze stołka. A tak przy okazji – pragnę szczudeł. W tym mieszkaniu wcześniej musiał mieszkać Guliwer. I strasznie go nie lubię bo nasyfił w kuchni za szafkami i hodował królika. I nie sprawdzał żarówek.

Wszystko się przepala – taki ukrop. Tylko ja się przepalić nie mogę. Choćbym nie wiem jak chciała. No bo jak to tak. Po kiego grzyba Młodemu przepalona matka.

W pracy spływam z krzesła. Jeszcze z wdziękiem bo w miarę rano. O tramwajach wolę się nie wypowiadać bo dziś pobiłam światowy rekord we wstrzymywaniu powietrza z zewnątrz w płucach i czekam na wpisanie do księgi rekordów mistrza Guinessa. Pięć przystanków na bezdechu. O jeny! Potem niestety już zaczęłam przypominać dorodny okaz buraka pastewnego, więc musiałam poszukać jakiegoś rozwiązania. Zamiast rozwiązania, którego jakoś nikt z obecnych nie chciał zgubić, znalazłam okno. Znaczy było tam cały czas ale dawało równie dużo świeżego powietrza co kotary z pluszu w dawnym kinie Polonia i dlatego jego obecność dotarła do mnie dopiero po dłuższej chwili. No ale było, tak? Więc się liczy. Tyle, że cholernie wysoko sobie było.

Dziś do kurki siwej w ząbek czesanej jest chyba po prostu Dzień Wszystkiego Cholernie Wysokiego. 27 czerwca – zapamiętać. Szfak.

Musiałam dość ciekawie wyglądać stojąc na palcach i udając żyrafę. Tam w tym tramwaju, upał mi świadkiem, zamarzyłam być taką kobitą z obręczami na grdyce. Życie mają raczej dość nieciekawe i nie zazdroszczę jak im utkwi jaki kłaczek pomiędzy obręczą numer 58 a 59 ale w dusznych tramwajach i z ponad trzydziestką w cieniu na liczniku traci to jakby na znaczeniu. Jakby. Jakby jednak do pracy dotarłam. No to siedzę. I piszę. I spływam. W wdziękiem.

I zastanawiam się tylko czy wypłynąć teraz na ten upał i wkapać się równie subtelnie do sklepu po wodę czy poszukać w pracy wazonu.

Zaczynam rozumieć na czym polega kac gigant.

Pees popołudniowy.
Nie żebym potrzebowała ustawicznego głaskania po głowie albo nagłego kopa w nery, bo nie potrzebuję (fryzura by mię wzięła przyklapła a nerki wolę w stanie obecnym) ale czasem się tak jakoś zadumowywuję… i nic dobrego z tego nie wynika 😉 Mianowicie. Statystyki kłamią. To niemożliwe bowiem, żeby z trzystuparu wczorajszych i prawie dwustu dzisiejszych czytaczy (w tym on-line około dychy) – minus siedem w porywach do dziewięciu – wyznawało zasadę, że milczenie jest złotem. Musi nudno piszę. Dziecko, praca, marudzenie – chyba się przeniosę na Rodos 😉

Mimo wszystko jednak warto czytać ze zrozumieniem. I z odrobiną choć poczucia humoru. Marudzenie to tylko marudzenie, z reguły przechodzi i śmieszy, i nie należy przywiązywać do tego wagi ciężkiej. Ani państwowej.

Za komentarze serdecznie dziękuję
w imieniu próżności i własnym 🙂

22 uwagi do wpisu “W Dolinie Śmierci w czterdziestym którymś…

  1. po pierwsze piszesz za ciekawie, żeby jeszcze coś z sensem dało się dopisać pod spodem, a po drugie tylko nieliczni sobie radzą z kodami 😉

    Polubienie

  2. A czy ty moja droga potrzebujesz nieustannej adoracji? Jeśli tak to za każdym razem jak tu wejdę pozostawię po sobie znak, ale ostrzegam wchodze czasami i po dziesięć razy
    😉

    Polubienie

  3. Zostawiam ślad, a co do kodów, to może tak jak mi trzeba podać instrukcję obsługi tego diabelstwa. Mnie to przerosło znaczy chyba nie jestem za mądra 😉

    Polubienie

  4. ja chcialam powiedziec, ze mi kody niestraszne, jeno moj boss przed ktorym z blogami sie kryje i czasem jak notke zdarze przeczytac to cud boski i na pomyslenie i koment czasu nie starcza:)

    Polubienie

  5. kody fajne som:) znaczy to, co się z nich układa czasami.

    a ja wchodzę czasem i po dziesięć razy, by sprawdzić, czy ktoś się nie obraził a) na mój koment; b) na Twoją notkę; c) na siebie nawzajem.
    oczywiście wchodzę jak szwagier łaskawy:/ albo gdy mąż nie widzi, że z jego kompa:)

    Polubienie

  6. o co chodzi z tymi kodami?ostanio nie było i było dobrze!Ja czytam każdą notkę i nawet do archiwum zaglądam w chwilach wolnych, ale komenty nie są moją mocną stroną :]Pozdrawiam.

    Polubienie

  7. ja bym zwaliła wszystko na ten przeklęty upał. nie żebym od razu chciała listopadowego deszczu, ale w takiej temperaturze mózg mi się nieco roztapia.
    a wogóle to dzień dobry. bo ja tu pierwszy raz zaparkowałam 🙂

    Polubienie

  8. jako, że tak marudzisz nad wszystkim- nad liczbą osób które tylko przyczłapią, lukną i pójdą też, także zdecydowałam sie wpisac…bóg mi światkiem że przy tym upale (poddasze-od dachu ciepło idzie do środka) powinnam darmowe butelki wody otrzymywać…wiatraczek chodzi jak opętany resztkami zakurzonych sił:) także jednoczę się w bólu i przesyłam pozdrowienia. kto chce niech luknie: http://www.pulsaaa.blog.pl

    cya 🙂

    Polubienie

  9. wlasnie ciekawie piszesz jak nie wiem co. i prawdziwie – w kwestii tramwajowych aromatow np. a ja wczoraj w takiej puszce blaszanej stalam w korku (w 518 znaczy sie) i kierowca jadac rozwiazywal sudoku, ktore sobie umiescil na ikerownicy. czas mial, cieplutko bylo, to co sie mial spieszyc, nie?

    po co jest ten kod wlasciwie, hm?

    Polubienie

  10. wczoraj po południu zerknęłam na termometr i było 49, w słońcu co prawda, ale w autobusie myślałam, że fiknę i już nie podniosę się.
    dziś cudnie deszczyk siąpi i wiaterek jest, uf.

    Polubienie

  11. Ja teżczytam codziennie (chyba ze nie włażę wogóle na neta), ale nie komentuję, bo jak nie mam nic sensownego do powiedzenia (napisania) to co się będzie wymądrzać 🙂

    Polubienie

  12. A ja cię dawno temu (taka jestem odwieczna) pytałam, czy to ma dla ciebie jakieś znaczenie – koment, albo nie. Odpowiedziałaś , że niekoniecznie. To nie wpisuję, czasem nawet dobrze, bo po żadnej stronie nie trzeba stawać.

    Polubienie

  13. Hmm… Powiem tak – ogólnie nie jestem zwolennikiem blogów, ale ten mnie przyjemnie zaskoczył… Masz styl i poczucie humoru… Chyba zacznę czasami zaglądać 🙂 Pozdrowienia z Karkonoszy (w Śnieżnych Kotłach jeszcze śnieg jest miejscami:))

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do fiszka Anuluj pisanie odpowiedzi