I pada deszcz

Wczoraj jeszcze nie padał.
Wczoraj wracałam z pracy i patrzyłam na Dziewczynę Rozlepiającą Ogłoszenia na słupach. Ukradkiem rozlepiającą, bo to absolutnie niedozwolone i surowo karane z artykułu i na mocy ustawy jest.

Szast, prast, tu arkusz papieru śmignął, tam taśma bezbarwna, myk, myk i po robocie. Gdyby nie ten charakterystyczny skrzek taśmy to nikt by nawet nie spostrzegł, że to nie taki zwykły przechodzień z reklamówką czarną a zarobkowicz. No ale z czegoś trzeba żyć. A praca to pewnie niełatwa i stresująca. Tu robić jedno, tam patrzeć czy nikogo – żadnej władzy odgórnej czy oddolnej – akurat niet na horyzoncie. No i nabiegać się trzeba mocno.

Dziewczyna Rozlepiająca zdążyła taśmę i ulotki schować a zza rogu jak szpiedzy z Krainy Deszczowców wyskoczyli miejscy strażnicy co prawo i porządek prowadzą mandatami za ‚przez ulicę w złym miejscu przechodzenie’ bądź ‚ogłoszeń nieprawne rozklejanie’ a nie reagują na kieszonkowców na ten przykład. Nawet gdy im się ich pod nos doprowadzi. Za rękę, za którą delikwenta złapaliśmy. Ot, jakie miasto, taka straż. Albo raczej jakie czasy, tacy kieszonkowcy.

Dziewczyna Rozlepiająca z pewnością marzyła przynajmniej raz o cichej taśmie.

Dwa przystanki dalej wysiadłam a razem ze mną starsza pani. Narzekała, że znów nie można z tramwaju wysiąść bo samochodami zatarasowana droga. A to taki przystanek co od niego trzeba przejść do torowiska przez ulicę. Ale moje myśli już skupiły się na czymś innym. Zobaczyłam staruszka. Chodził o lasce i ledwie się na tych swoich starych nogach trzymał ale chodził uparcie od słupa do słupa i zdzierał wszystkie wiszące na nich ogłoszenia. To o zaginionym psie, na którego czeka Zosia też. A zdzierał to wszystko jak leci z taką zaciętością i agresją, z twarzą wykrzywioną w grymasie złości na wszystkich i wszystko, że aż mnie zmroziło, jak tak na mnie łypnął zza słupa.

Jak bardzo trzeba być wściekłym i co tę wściekłość powoduje?

Skąd tyle agresji w narodzie – pytała Nielot w notce o zabijaniu robala w poczekalni. Skąd tyle otwartej wrogości dodam ja. I takiego metodycznego, zimnego czegoś, co powoduje, że ciarki na plecach ma się z zupełnie innego powodu niż muzyka i wzruszenie. Nie mam pojęcia. Ale ten pan musiał mieć bardzo smutne życie.

Mnie też wiele rzeczy przeszkadza a ogłoszenia na słupach estetyczne nie są i szpecą jak diabli ale to jedna w tych wad, obok których mogę przejść nie zatrzymując się nad nimi dłużej niż ułamek sekundy. Albo ułamki dwa. Inna sprawa, że często z tych ogłoszeń ktoś korzysta – ktoś znajdzie mieszkanie, psa, kota, ktoś sprzeda pralkę. Nie każdego stać na dostęp do internetu czy ogłoszenie w wybiórczej. Poza tym teraz wiem, że ktoś w ten sposób ciężko zarabia bo na własne oczy widziałam. Widziałam zmęczenie i zestresowanie tej dziewczyny. I taśmę słyszałam tak szybką, że nie sądziłam, że tak się da. I od razu inaczej na to patrzę.

Ulotki też biorę. Nawet tylko po to by wyrzucić je później do kosza.

6 uwag do wpisu “I pada deszcz

  1. a ja to raz za, raz przeciw. zależnie od humoru. ankieterom nie odmawiam, bo wiem, jak to jest. ale czasem – tu częściowo usprawiedliwiłbym staruszka – ogarnia mnie śmieciowstręt. tyle papieru, tyle słów, tyle informacji przymusowej, pisanej i mówionej. że można się wściec. ale co sie mam wściekać, jak poniekąd sam z tego żyję, a nie ze strugania milczących mebelków, jak bym chciał.

    Polubienie

  2. Je banana strasz. Chyba wszyscy studenci ją kochają. Wielocjantów zresztą też.
    A staruszek prawdopodobnie po prostu ma urojenia. Taka jest moja teoria, znam trochę takich i wiem, że nie da im się wytłumaczyć, iż ogłoszenie „Zaginął piesek marki Lessi” nie zagraża ich życiu.

    Polubienie

  3. ja powiem tak:Nie raz, nie dwa sama w ten sposób zarabiałam na przyjemności, w chudych studenckich latach i choc się natyrałam jak dzika, tom była zadowolona. Dlatego też ulotki zbieram, nawet jeśli czasem nie czytam. Ale często czytam i często korzystam.
    Nie mniej jednak, (akurat, że tak w temacie) I mnie żółc zalewa czasami. Zwłaszcza tu gdzie mieszkam, myślę sobie, że mnie maja za jakąś nawiedzoną furiatkę, borończynię placów zabaw.
    Bo porobili takie tu u nas, ogrodzone i z czystym piaskiem, żeby sie pociechy gdzie bawic miały.
    I ogrodzone sa po to, żeby tam psy nie właziły i nie sikały do tego piachu.
    A ja co i rusz przeganaim. A to mamuśki z yorkami (Muszelka, nie wchodź do piasku, tu się połóż), a to babcie z jamnisiami (ona nie sika, bo ona jest stara już), a to wyrostków z huskimi, których dziś pomimo deszczu przez okno zwałam.
    Jak tu się nie denerwowac, no pytam jak?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s