Znów jest nudno

Z okazji piątku Lokatora ze żłobka wysiedli i powiedzie na drogę grzechu i rozpusty Wujek Pablos. Będą siedzieć, oglądać gołe baby, rozmawiać po męsku i w ogóle sodomia z gomorią (jak to mawia Mamut) na całego. Dzięki temu bez stresu i z sercem spokojnym będę mogła czekać na kod dostępu do wyjścia na ulicę i próby dotarcia do domu przed północą. Są duże szanse, że uda się nawet przed padnięciem z głodu.

Z okazji niedzielnego chrztu mamy w piątek wieczór zbiórkę na plebanii. My, czyli mniej lub bardziej szczęśliwi rodziciele i rodziciele chrzestni ich mniej lub bardziej rozdziawionych w uroczym wrzeszczando dziatek. Plebania kojarzy mi się z grubymi kucharkami i zapachem duszonej cebuli. Zupełnie nie wiem czemu bo na przykład Ziucie kojarzy się z serialem w tiwi. Żorżykowi z kolei z filmami porno. On to ma wyobraźnię…

W każdym razie mam nadzieję, że kościół nie zapadnie się pod ziemię z okazji mojej w nim wizyty. Pablos chyba też na to liczy. Bardzo ładny jest (ten kościół bo wujek to za słowo ‚ładny’ mógłby się obrazić) i szkoda by było. No może tylko te kuranty przebrzydłe mogłoby coś uszkodzić z lekka i ściszyć, żeby co godzinę mi szklanki w szafce kuchennej nie brzęczały. Powinnam też zacząć spisywać gdzieś grzechy i to szybko, bo dostałam karteluszkę, z której wynika, iż mam się poddać spowiedzi. Dobrowolnie. Obawiam się, że mogę zablokować jakiegoś księdza uwięzionego w konfesjonale na ładnych kilka godzin. Ma ktoś może jakiś niepotrzebny gruby notes?

Z okazji wprowadzonej prohibicji władnym-bezwładnym udało się osiągnąć cel może nie zamierzony ale za to jak wiele do myślenia dający – naród, nawet ten, który do tej pory upijał się od wielkiego dzwonu, wytoczył się z domów i stylem rozpaczliwym zapełnił kilometrowe kolejki pod monopolami. Ludziska, jak kto stał, brali naręcza, zgrzewki i dwupaki piw, win, wódek i pokrewnych używek i z mina ulgi przemieszaną gdzieniegdzie obawą ‚ale czy na pewno wystarczy?’ powrócili przed telewizory chłonąć dalsze pomysły speców od masowej alkoholizacji. Dziwnie się patrzy na takie ‚ogonki’ wracając autobusem linii 159 w środowy wieczór.

Autobusem wracałam z kolei z okazji próby chóru. Tym razem prowadził Arsen i rozpracowywaliśmy przepiękne cerkiewne brzmienia. Normalnie ciarki na plecach robiły sobie tor wyścigowy. Nie wiem czy jest cokolwiek co lubię śpiewać bardziej. Akordy, które same się układają gdzieś pod powiekami, basem wibrujące powietrze, przeplatanki, kameralny skład i maksimum muzyki. I pionowe strojenie, nie linearne, partia po partii, pionowe, w akordach, oltugeder – to jest to. Kiepsko się to opisuje. Lepiej słuchać. Albo śpiewać. To już w ogóle najlepiej. Spóźniłam się na próbę a i tak nie miałam problemu z melodią. Czuje się samo. Jadąc tym wieczornym 159 nuciłam sobie po cichu ‚otcze nasz… imia twoje… spasi nas ot łuki…’ i też samo się tak. Czasem pocą mi się oczy. Ten typ tak ma. Pyłki pewnie.

Pamiętam, że kiedyś widziałam reklamę jakiegoś grającego sprzętu – walkman, discman, coś w tym stylu. Była sobie dziewczyna i były sobie na jej uszach słuchawki i było sobie metro jakieś w podziemiach. I ona stała tam, zamknęła oczy i zasłuchała się tak i wczuła, że zaczęła śpiewać. Najpierw cichutko, potem coraz głośniej. Potem nadjechał pociąg, dziewczyna przestała śpiewać, otworzyła oczy a na posadzce przed nią zamieniło się od bilonu. Rzucali jej ludzie drobne, ot co. To chyba pięknie musiała. Myślę sobie.

Zupełnie nie wiem czemu akurat teraz mi się to przypomniało. Na pewno nikt nie rzucałby mi pieniędzy pod stopy za zaśpiewanie tego, czego słucham czasem w słuchawkach. Ale też mam tak, po próbach zwłaszcza, że zamykam oczy i śpiewam, może nie tak głośno i nie dla innych, tylko dla siebie i pod nosem, ale śpiewam. Samo się śpiewa. Bo to przecież nie tak umyślnie. Jak się na tym łapię to przestaję i rozglądam się czy aby na pewno nikt nie słyszał. Spaliłabym się ze wstydu. Ale gdzieś w środku chciałabym tak umieć, na głos, ze środka, nieważne kto patrzy i słucha. Się nie bać. Chciałabym być taką dziewczyną. Niekoniecznie w metrze (choć akustyka fenomenalna) i niekoniecznie z drobniakami u stóp (grubsze wszak też byłyby mile widziane). Ale tak śpiewać chciałabym umieć. Że dech zapiera.

5 uwag do wpisu “Znów jest nudno

  1. ja tam wierzę, że każdy ma w życiu taki momę, że śpiewa anielsko wręcz i pięknie niewyobrażalnie. I kiedyś on sobie sam nadejdzie tak od niechcenia. Ten moment oczywiście.

    i pytanie mam:
    „Pablos chyba też na to liczy. Bardzo ładny jest i szkoda by było.”

    Yyyy? No fakt, szkoda wujka Pablosa by było jak cholerka… 😉

    Polubienie

  2. Piesni cerkiewne maja w sobie cos.Potrafilam wstawac rano i biec do cerkwi,zeby posluchac.Ja czlowiek nocy, dla ktorego ani rano ani kosciol w sensie instytucji nie istnieje:-)
    A cerkiew piekna,pachnaca,zlota jak zabawka choinkowa…:-)

    Polubienie

  3. Wiesz, Bajka, ja jestem taką dziewczyną, która chodzi po ulicach, i śpiewa. Podobno całkiem niebrzydko, ale moje kumpelki i mój facet nie wiedzą w takich sytuacjach, gdzie się mają schować :)) Czasem idziemy ulicą, i On mi nagle uświadamia, że śpiewam, i że – jesteśmy na ulicy właśnie. Najtrudniej jest wytłumaczyć, że to niespecjalnie…. 🙂 Swoją drogą – naprawdę Ci dobrze, że znajdujesz czas na próby chóru! Też bym tak chciała…

    Polubienie

  4. kilka tygodni temu byłam na chwilę w Petersburgu. Weszliśmy ze znajomymi do cerkwi, trwała jakaś modlitwa… około 15 popów.. tak niesamowicie mocno śpiewali, a chór kobiecy odpowiadał, tak mi się wydaje, że to taki dialog, nie znam się, mój boże… gęsia skórka, ciarki, drżenie rąk i zawirowanie głowy… mogłabym tak stać i słuchać wieki całe

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s