Ten tego

Na próbach chóru męczymy Carla Orffa i jego Carminę. Efekty mają być słyszalne na majowym koncercie. Póki co przypomina to piłowanie lasu pilniczkiem do paznokci. Albo na odwrót. Nieważne.

Tak sobie myślę, że gdybym skomponowała w życiu coś poza dzwonkiem w moim starym telefonie (którego to dzwonka nie dało się słuchać dłużej niż pięć sekund bo zęby cierpły nawet psu sąsiada) i gdyby do tego to ładne było, i przeszło do historii jako coś wybitnego, pięknego i w ogóle cud, miód i maliny, i gdyby to potem miała ćwiczyć jakaś banda oprawców muzyki (a niestety zanim się osiągnie efekt zamierzony to uszy więdną co najmniej raz na minutę)… to ja bym wylazła z tego grobu co to by mnie w nim pochowali (bo zawsze wszystko co kto zrobił wybitnego odkrywają dopiero jak on akurat weźmie i zemrze) i w te pędy pogoniła towarzystwo, bo nawet fauna podziemna by wyginęła zamiast mnie dalej konsumować z namaszczeniem. Ten Orff to ma cierpliwość. A z tego co wiem to cała masa chórów się już nad nim pastwiła i jeszcze pastwić będzie. Biedaczysko. Chyba, że ogłuchł. To nawet lepiej. Najlepszego panie Karolku. Miłego leżakowania.

W nocy śniło mi się, że latałam na miotle i wrzucałam ludziom przez okna czerwone motyki. Cieć czy jak? I czemu motyki a nie na ten przykład imadła? To chyba już na zawsze pozostanie dla mnie niezbadaną tajemnicą bo sny raczej mi się nie kompilują w seriale. Nie ma odcinków ani sobotnich powtórek. A szkoda. Chętnie bym sobie zapamiętała gdzieś na stronie te z Bradlejem w roli drugoplanowej. Oskara to by może nie dostał ale zapalenia korzonków to już prędzej.

Młody ma się coraz lepiej i gdyby nie ten parszywy katar co Go męczy od wyjścia ze szpitala to już byłoby całkiem dobrze. Boję się tylko co będzie jak wróci do żłobka. Mam nadzieję, że nie powtórka z rozrywki bo chyba sobie palnę w łeb z marchewki. A tak a propos palnięć i tego, że w łeb to przypomniało mi się jak kiedyś miałyśmy z Katą pomysł tyleż absurdalny co komiczny, by chodzić po mieście w prochowcach z klamkami do drzwi w kieszeniach. W końcu nie od dziś wiadomo, że ci co mają klamki czują się bezpieczniej.

W sobotę ma nawiedzić nas wujek Mini, Minimal znaczy i będziemy obmyślać strategię rozwoju żylaków na przestrzeni kanapy. Skala przemysłowa to to nie będzie ale wujek Mini ma do obejrzenia jakieś pięćdziesiąt przedwojennych i lekko powojennych horrorów i mówi, że sam nie zdzierży. Nic dziwnego. Ile można patrzeć na to jak laska jedzie samochodem. Prędzej czy później ktoś jej w końcu musi łeb urwać.

Przy okazji pragnę nadmienić, iż bardzo intryguje mnie kwestia, kiedy to mi ktoś coś urwie, albowiem wczoraj pralka mi wyła do północy. Głośna jest skubana a ściany dla odmiany jak u jakiego Szoguna. Włączyłam diabelstwo o dwudziestej pierwszej, bo w końcu miałam chwilę na uprzytomnienie sobie, że jak tak dalej pójdzie to Młody będzie świecił swoim gołym lokatorskim tyłkiem nawet w ciemnościach, ale przez przypadek na gotowanie. Teraz więc mam sąsiadów oburzonych w stopniu znacznym i głębokim, moje koszulki w rozmiarze koszulek Młodego a koszulki Młodego w rozmiarze nieistniejącym w tej galaktyce. Śmieszne, nie?
Szfak.

A teraz siedzę w pracy, korzystam z przerwy na przerwę i zamierzam wynudzić się jak mops po lobotomii przez całe jedenaście minut. Cztery właśnie straciłam.

Miłego kurde dnia

9 uwag do wpisu “Ten tego

  1. ej. teraz to się przyznam, że jak czytałam o tym chórze, to se myślałam „eee, chór tam teges”.
    ale przy carminie b. to juz trzeba jakby ryknąć z grubej rury, nie? w sensie pod wrażeniem jestem;-)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s