Jeden por

Zima w mieście może być na prawdę piękna. Mimo jesiennego przecież w założeniach listopada. Mimo braku zbyt wielu rzeczy i nadmiaru masy innych – całkiem niepotrzebnych. Bo zima z Igorem to jest Coś. W dodatku pierwsza. Ważne, prawda? Też tak myślę. Dlatego codziennie chodzimy na długie spacery. Znaczy ma się rozumieć ja chodzę a On leży i łaskawie pozwala się wozić swoim kabrioletem z turbodopalaniem na dwa stawy skokowe. Najpierw mkniemy załatwić nie_cierpiące_zwłoki_sprawy i zakupić najpotrzebniejsze rzeczy. Za owoce i warzywa błogosławię pobliski targ. Przynajmniej tu nie mam problemu z wózkiem. Z resztą radzimy sobie jak umiemy, czyli dość chaotycznie jeszcze ale nabieramy wprawy. Jest więc szansa na grande prix w plebiscycie na najbardziej pomysłowe parkowanie dziecięcego pojazdu przed sklepem, wydobywanie śpiącego Obywatela, baczenie by tegoż snu Mu nie zakłócić bo syrenę włączy, błyskawiczne przemknięcie między półkami, sapanie w kolejce i ponowna instalacja dostojnego ciała w karocy. Nie ma jak trening. Żadna siłownia nie będzie mi potrzebna. Już mam bicepsy jak Arnie. Po zakupach wreszcie przychodzi pora na cel spaceru – park. A cudny jest, to mu trzeba przyznać. Są tu alejki, którymi spacerują pod rękę uśmiechnięci staruszkowie by przycupnąć za czas jakiś na jednej z wielu ławeczek. I ścieżki rowerowe, które już śmieją się do mnie ceglaną kostką bruku na myśl o wiośnie i mojej czarnej strzale. Są mamuty i babcie z maluchami różnego wieku i temperamentu. I wiewiórki, które tę grupę docelową upodobały sobie najbardziej. Są nawet wędkarze. Tak tak. Bo w parku są trzy stawy. I urokliwe mostki, z których najlepiej karmi się kaczuchy co by im drugi oddech zimą nie zamarzał. A to wszystko po drodze opowiadam Lokatorowi. I to jak mijam purpurowe krzewy przyprószone białym puchem, i to jak gawrony patrzą spode łba na psy pędzące na przełaj przez śnieżne łąki, i to jak cudnie słońce prześwieca przez gałązki świerku, i że kaczki nas lubią. I o panu co się tak ładnie uśmiechnął na nasz widok też opowiadam. Pan patrzy na nas, słucha moich do Syna monologów i uśmiecha się do swej młodości. Bo pan już siateczkę zmarszek jak mapę życia nosi i włosy mu już ten wieczny szron przyprószył. Dłonie skrył w paltociku i się uśmiecha. Może sobie przypomina jak sam chodził tu z własnym dzieckiem na spacery? Kto wie. Mijając go, mówię ‚dzień dobry’ i odśmiecham się. Bo chcę. Śmieją mu się nawet oczy. Przystanął na chwilę, zadumał się w tej ducha pogodzie i powiedział – ‚to wspaniałe, że tacy ludzie mają dzieci’… I tak w środku tej zimy, w środku tego miasta, w środku tego parku zrobiło mi się tak ciepło. Gdzieś w środku.

Myślę, że są ludzie, którzy potrafią zmrozić jednym słowem. Ale dobrze, że są też tacy, którzy jednym spojrzeniem umieją roztopić cały lód tego świata. I ich warto wypatrywać. Zwłaszcza w tych staruszkach co lubią parkowe alejki. Myślę też, że to fantastyczne mieć park trzy domy od miejsca, w którym się mieszka. Cały. Na własność.

10 uwag do wpisu “Jeden por

  1. Bajuś!!!
    Też myśle jak ten pan:)
    Ale co mnie najbardziej cieszy to to,ze powiało takim optymizmem z Twojej notki!!!
    Dużo słońca i wielu ciepłych chwil !!! Całuje !!!

    Polubienie

  2. zagladam tu nałogowo i czasem sie wpisuje… a do tego tekstu musialam:-) bo to juz nie sa notki, to jest przepiekny jezyk i wrazliwosc!!! czy nie myslalas o napisaniu kasiazki??? bo Tacy Ludzie pownni miec Dzieci i pisac o tym kisazki:-)))
    pozdrawiam serdecznie:-)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s