Jesień panie sierżancie

Kocham szpitale, przychodnie i lekarskie gabinety. Pobieranie krwi przyprawia mnie o drżenie włosowych cebulek i wrzenie wody w kolanie a do prawdziwie zmysłowej ekstazy doprowadza mnie test 75 ml glukozy (rozpuszczonej w połowie litra wstrętnej letniej wody) pitej na czczo i próba utrzymania jej w żołądku przez co najmniej dwie godziny. Ubóstwiam być głodna do bólu paznokci i móc cokolwiek zjeść ‚po 14’. A potem do wieczorynki kwitnąć w stylu pelargonii zimą na balkonie u Boskiego Pana Okulisty, który miał zostać rzeźnikiem ale mu nie wyszło. Półtusze wieprzowe skarżyły się w Helsinkach, więc musiał poprzestać na medycynie. Generalnie jestem szczęśliwym człowiekiem. Co prawda wyglądam jak średniozaawansowany wzdęty narkoman – a to z uwagi na źrenice wielkości tortowych talerzy – i do domu trafiłam raczej po omacku niż orientując się w czasoprzestrzeni, ale i tak jest super bo to znaczy, że mam gigantycznego farta. Mogłam przecież wsiąść nie w ten autobus i dojechać choćby do Otwocka. Ale spokojnie. Ponoć gdzieś w Otwocku mam ciotkę. Nie byłoby tak źle. Pod warunkiem, że lubi błąkających się po nocy wzdętych narkomanów. No. To stanęło na tym, że jest super, bosko i właśnie przekraczam czwarty wymiar klaszcząc ze szczęścia stopami. I to wcale nie znaczy, że zwariowałam i trzeba mnie zamknąć w lodówce w towarzystwie nagiego kabaczka a następnie wezwać wesołą kompanię z bardzo twarzowym fartuszkiem o śmiałym rozwiązaniu wiązaniowym. Kocham świat i ludzi, jesień to prócz zimy moja ulubiona pora roku (zwłaszcza wieczorami na przystankach) i wcale ale to wcale nie mam ochoty na małe tete a tete z piłą łańcuchową w zatłoczonym supermarkecie. Zupełnie. Nie skupiam się też na myśli o tej laluni w szpilkach, co to je poczułam w tramwaju na lewej stopie, a już absolutnie nie wyobrażam sobie jak głęboko mogłyby się owe różowe cuda zmieścić w jej… kieszeni. Po prostu tryskam optymizmem. Niech ktoś mi wypompuje te hormony bo jak tak dalej pójdzie to mi zarządzą kwarantannę i uśpią z uwagi na wściekliznę. A wtedy nie zjem tej dobrej sałatki, która od wczoraj czeka na mnie w lodówce i gwiżdże. A to już byłby doprawdy szczyt okrucieństwa w stosunku do mojego biednego skopanego żołądka. Ech. Ten cudowny stan. Czuję się świetnie i to nieprawda, że dzwoniłam do Polskiego Związku Spadochroniarzy z pytaniem czy mają jakiś zbędny bo nie mam co na siebie włożyć. Poza tym czytałam, że nic tak nie poprawia humoru jak uśmiech, więc szczerzę się jak dzika świnia w dżdżysty dzień (cholera wie czy trzoda chlewna się szczerzy i to w deszcz ale co tam). Psychologowie trąbią tu i ówdzie, że nawet trzymanie ołówka między zębami poprawia nastrój, bo gdy unosimy kąciki ust, nasz mózg dostaje informację: ‚jest super’. No! Czyli zmieniam swoje hasło – ‚Lobotomia dla każdego’ – na – ‚Mimiczne sprzężenie zwrotne na jesień’. Poza tym ołówki w zębach chronią resztę świata przed pogryzieniem.

Na zakończenie dialog filozoficzny:

Bajka – kobiety to faktycznie są jak wino…
Endrju – no tak, im starsze tym lepsze?
Bajka – eee, raz odkorkujesz to skwaśnieje

Miłej nocy

4 uwagi do wpisu “Jesień panie sierżancie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s